Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wotum zaufania dla Żuka. Klakierzy, hejterzy, straż miejska i sukces prezydenta

Radni miasta Lublin udzielili wotum zaufania i absolutorium prezydentowi Krzysztofowi Żukowi. Sesję zabezpieczała straż miejska. Przemawiali mieszkańcy. Dyskusja momentami była gorąca.
Wotum zaufania dla Żuka. Klakierzy, hejterzy, straż miejska i sukces prezydenta

Radni klubu prezydenta Krzysztofa Żuka pełne poparcie dla 69-letniego przełożonego zadeklarowali jeszcze przed wejściem do ratusza.

- Uważamy, że Lublin rozwija się stabilnie i konsekwentnie. Prowadzona jest polityka prorozwojowa, która zapewnia miastu stabilność, umożliwia dalszy rozwój. Pozyskiwane są środki zewnętrzne, które przekładają się na konkretne inwestycje i poprawę jakości życia mieszkańców. Widać to w działaniach skierowanych do seniorów i młodzieży. Realizowane są inwestycje w edukację, sport, kulturę. W 2025 roku sfinalizowano ponad dziewięćdziesiąt inwestycji obejmujących budowę, przebudowę i remonty dróg, chodników i terenów rekreacyjnych. Jesteśmy zadowoleni ze sposobu zarządzania miastem przez prezydenta Krzysztofa Żuka i jego współpracowników - mówił przewodniczący klubu Piotr Choduń.

- W ubiegłym roku zakończono przedłużenie ulicy Węglarza, budowę ulicy Lubelskiego Lipca '80, przebudowano ulice Wallenroda i Samsonowicza. Oprócz tego realizowano dziesiątki mniejszych inwestycji w poszczególnych dzielnicach. Podpisano umowę na przebudowę amfiteatru na Tatarach. Trwały prace w Parku Bronowickim, który wraz z końcem czerwca zostanie oddany mieszkańcom do użytku. Rozpoczęto również działania związane z rewitalizacją Błoni pod Zamkiem - wyliczał Jarosław Pakuła, przewodniczący rady miasta.

Pochwały i krytyka

Zupełnie inny obraz rządów prezydenta Żuka wyłaniał się z wypowiedzi radnych Prawa i Sprawiedliwości.

- Zadłużenie miasta osiągnęło już około 2 miliardy 700 milionów złotych. To nie jest dług wirtualny. To zobowiązanie, które trzeba obsługiwać i spłacać. Mieszkańcy ponoszą jego konsekwencje. W ubiegłym roku sama obsługa zadłużenia kosztowała ponad 150 milionów złotych. Gdyby tych środków nie trzeba było przeznaczać na spłatę odsetek i rat, można byłoby za gotówkę wybudować nową szkołę w dzielnicach, które wciąż na nią czekają. Obecny prezydent pozostawia kolejnym pokoleniom lublinian ogromne obciążenie finansowe - mówił radny Robert Derewenda

Polityk PiS twierdzi, że miasto wydaje pieniądze w sposób nieprzemyślany.

- Wynajmuje powierzchnie biurowe dla urzędu, mimo że wcześniej zapowiadano budowę nowej siedziby magistratu. W tym celu emitowano nawet obligacje. Dziś słyszymy, że taki budynek nie jest już potrzebny i że lepiej wynajmować kolejne lokale: zarówno dla urzędu, jak i dla placówek oświatowych. Przykładem jest sytuacja szkoły na Czubach. Jeśli chodzi o miejską zieleń, wystarczy rozejrzeć się wokół. Trudno znaleźć tutaj choćby skrawek cienia, w którym można byłoby przeprowadzić konferencję prasową. Obok stoją drzewa w donicach, a te, które wcześniej posadzono w gruncie, nie przetrwały. Po kilku latach trzeba było je wyciąć i zastąpić nowymi. Przypomnę, że wcześniej usunięto drzewa rosnące tutaj wcześniej, zapewniając mieszkańców, że nowe nasadzenia będą lepiej dostosowane do warunków tego miejsca.

Opozycja krytykuje również stan infrastruktury drogowej. 

- Każdy, kto wjeżdża do Lublina, od razu odczuwa to pod kołami samochodu czy autobusu. Nie trzeba patrzeć na znak z nazwą miasta, nierówności i dziury w nawierzchni jasno pokazują, że jesteśmy w Lublinie. Tempo realizacji inwestycji drogowych jest zdecydowanie niewystarczające. Raz na kilka lat udaje się przeprowadzić gruntowny remont jednej z głównych arterii miasta. Kilka lat temu były to Aleje Racławickie, teraz Aleja Unii Lubelskiej. Na kolejne duże inwestycje mieszkańcy będą jednak musieli długo czekać. To efekt nieumiejętnego zarządzania budżetem miasta. Jednocześnie koszty są przerzucane na mieszkańców. Przykładem może być sposób naliczania opłat za gospodarowanie odpadami, powiązany ze zużyciem wody - argumentował przewodniczący klubu radnych PiS.

Derewenda na schodach lubelskiego ratusza puentował, że zarządzanie miastem wymaga nie tylko kreślenia ambitnych wizji rozwoju, ale również odpowiedzialnego gospodarowania finansami. 

- Tymczasem prognozy Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że liczba mieszkańców Lublina będzie się zmniejszać i spadnie poniżej 300 tysięcy. Jak więc można planować rozwój miasta dla 450 tysięcy mieszkańców? Takie założenia wydają się całkowicie oderwane od rzeczywistości demograficznej i finansowej. Od lat słyszymy też te same zapowiedzi inwestycyjne. Przykładem jest stadion żużlowy. Najpierw mówiono o budowie nowego obiektu, teraz wraca temat przebudowy starego stadionu. Ten sam pomysł powraca przy okazji kolejnych kampanii wyborczych, ale efektów wciąż nie widać. Podobnie jest z nową siedzibą Teatru Andersena. Budynek miał powstać już wiele lat temu. Nie wspominając już o podstawowych potrzebach mieszkańców, takich jak budowa nowych szkół, między innymi na Ponikwodzie czy w dzielnicy Szerokie.

Radni Prawa i Sprawiedliwości przekazali, że nie mają zaufania do prezydenta Lublina.

- Nie wierzymy w składane przez niego obietnice, ponieważ wiele z nich nie zostało zrealizowanych mimo upływu wielu lat. Uważamy, że nie radzi sobie z zarządzaniem miastem i nie daje gwarancji poprawy sytuacji w przyszłości.

Odpowiedzialne zarządzanie miastem

- Skala inwestycji zawsze zależy od możliwości finansowych miasta. A sytuacja finansowa samorządów została bardzo mocno osłabiona przez zmiany wprowadzone przez poprzedni rząd. Dlatego dzisiejsza krytyka ze strony radnych PiS jest dla nas przejawem dużej hipokryzji. Nie jest naszym stylem prowadzenie polityki według zasady „im gorzej, tym lepiej”. Naszym zadaniem jest odpowiedzialne zarządzanie miastem i jego rozwój - ripostował radny Pakuła.

Wtórowała mu Anna Glijer.

- Łatwo jest krytykować, znacznie trudniej codziennie brać odpowiedzialność za rozwój miasta. Tymczasem Lublin pod prezydenturą Krzysztofa Żuka rozwija się nieprzerwanie od wielu lat i mieszkańcy widzą to w swoich dzielnicach, osiedlach i najbliższym otoczeniu. Pojawiają się zarzuty dotyczące zadłużenia miasta, ale warto pamiętać, że wiele ważnych przedsięwzięć nie zostałoby zrealizowanych bez wykorzystania kredytów i innych instrumentów finansowych. Przykładem jest budowa szkoły przy ulicy Berylowej. Gdyby miasto nie zdecydowało się na finansowanie tej inwestycji, mieszkańcy wciąż mogliby czekać na jej realizację - mówiła radna.

Radni z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka przypomnieli, że w 2014 roku budżet Lublina wynosił około 1,8 miliarda złotych, z czego około 700 milionów złotych przeznaczano na inwestycje. Aktualny budżet miasta przekracza zaś 4 miliardy złotych, a wydatki inwestycyjne utrzymują się na poziomie około 500-600 milionów złotych.

- Pokazuje to, jak znacząco zmieniły się warunki funkcjonowania samorządów. Przez blisko trzydzieści lat system finansowania samorządów funkcjonował stabilnie. Późniejsze zmiany doprowadziły do ograniczenia samodzielności finansowej gmin i zwiększenia ich zależności od decyzji władz centralnych. Uważamy, że samorządy powinny mieć zapewnione stabilne i przewidywalne źródła finansowania.

Dług nie taki straszny

Na korytarzu ratusza z dziennikarzami rozmawiał poruszający się o kulach prezydent Żuk.

- Bez korzystania z finansowania dłużnego wiele kluczowych inwestycji w Lublinie nie zostałoby zrealizowanych. Podam przykład, który przywoływałem już wielokrotnie: szkołę przy ulicy Berylowej. Ta inwestycja została sfinansowana w całości z wykorzystaniem środków zwrotnych. Gdybyśmy chcieli realizować ją wyłącznie z bieżących nadwyżek budżetowych i rozpoczęli ją kilka lat później, kosztowałaby co najmniej o jedną trzecią więcej. Koszty budowy obiektów oświatowych i innych inwestycji publicznych systematycznie rosną, dlatego często bardziej racjonalne jest szybkie rozpoczęcie realizacji projektu niż odkładanie go na później.

Prezydent Lublina zapowiedział, że podobnie będzie w przypadku planowanego centrum oświatowego przy ulicy Majerankowej.

- Wartość tej inwestycji szacujemy na około 50 milionów złotych. Dla porównania szkoła przy Berylowej kosztowała mniej więcej połowę tej kwoty, choć zakres obu przedsięwzięć jest zbliżony. Warto spojrzeć na to również z perspektywy wieloletniej. Kiedy korzystaliśmy z finansowania zwrotnego przy realizacji Centrum Aktywności Akademickiej i Kulturalnej „Chatka Żaka”, zobowiązania zostały spłacone, a miasto zyskało nowoczesny obiekt służący mieszkańcom i środowisku akademickiemu. Gdybyśmy chcieli realizować takie projekty wyłącznie ze środków własnych, ich zakres byłby znacznie mniejszy lub w ogóle nie doszłyby do skutku.

Żuk uważa, że miasto korzysta z długu w sposób odpowiedzialny. 

- Zaciąga zobowiązania, realizuje inwestycje i następnie je spłaca. Obecnie analizujemy również nowe instrumenty finansowe oferowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Dotyczą one między innymi inwestycji strategicznych, portu lotniczego, infrastruktury oświatowej, budownictwa mieszkaniowego, w tym mieszkań komunalnych. Naturalną konsekwencją rosnących kosztów bieżącego funkcjonowania samorządów jest to, że nadwyżka operacyjna nie wystarcza do samodzielnego finansowania wszystkich potrzeb inwestycyjnych miasta. Dlatego konieczne jest korzystanie z finansowania zwrotnego, które pozwala realizować ważne dla mieszkańców przedsięwzięcia w odpowiednim czasie i po racjonalnych kosztach - mówił prezydent Lublina.

Straż miejska i wysoka jakość życia

Ze wzgląd na niedawno przebytą operację kręgosłupa Żuk nie mógł non stop siedzieć w jednej pozycji, więc podczas niezwykle ważnej dla siebie sesji rady miasta raz na jakiś czas wstawał z miejsca, żeby przyglądać się wszystkiemu na stojąco. Zapewniał jednak przy tym piętnastu mieszkańców Lublina, którzy wzięli udział w debacie poprzedzającą głosowania nad udzielaniem prezydentowi wotum zaufania i absolutorium, że uważnie słucha głosu każdego z nich.

Sam przez kilkadziesiąt minut przedstawiał raport o stanie miasta Lublin za 2025 rok. 

- Jakość życia w Lublinie jest wysoka - dowodził prezydent Żuk. 

Sesję zabezpieczali liczni strażnicy miejscy, ustawieni przy drzwiach wejściowych i na samej sali. Plotkowało się, że był to element ostrożności w związku z niedawnym incydentem w Poznaniu, gdzie na absolutoryjnej sesji rady miasta tortem obrzucony został prezydent Jacek Jaśkowiak, za co dwie osoby usłyszały zarzuty.

Stado klakierów czy hejterów?

Wystąpienia mieszkańców Lublina wzbudziły sporo kontrowersji. I to wcale nie ze względu na ich treść. Radni prezydenckiego klubu zdecydowaliby bowiem, że głos zabierze „tylko” piętnastu spośród dwudziestu trzech chętnych mówców. Decydować miała kolejność zgłoszeń. Ale opozycyjni radni twierdzili, że jest to sposób na uciszenie „krytyków” i wyeksponowanie głosów mieszkańców przychylnych władzy. 

Istotnie zaś Józef Kaźmierczak, Grzegorz Wierzchowski i Lidia Kasprzak-Chachaj, czyli troje pierwszych osób z listy mieszkańców zgłoszonych do debaty, wygłosili bardzo pozytywne opinie na temat administracji prezydenta Żuka.

- Było przaśnie. Było żenująco. Ci ludzie czytali teksty wychwalające pana prezydenta Żuka. Stado klakierów. Jakiś nowy sezon „Rancza”. Lublin Miasto Arogancji - grzmiał po wszystkim z pogardą w głosie radny Tomasz Gontarz z PiS.

- Obraża pan wszystkich występujących. To byli ludzie z rad dzielnic. Oni akurat mają pozytywne zdanie o kadencji prezydenta Żuka. Jest mnóstwo ludzi, którym to miasto się podoba. Ale rozumiem, że chciałby pan słuchać samych hejterów? Dla was Lublin ciągle jest w ruinie, wiem. Dla turystów jest jednak atrakcyjny - odpowiadał mu radny Bartosz Margul.

Wina Żuka

Dalsza część dyskusji radnych również była burzliwa.

- Nie zasługuje pan na zaufanie - tak swoją długą prezentację, w której podsumowywał listę niezrealizowanych obietnic władz Lublina, kończył radny Derewenda, patrząc się w kierunku prezydenta Żuka. 

- Widzę, że „wina Tuska” zamieniła się teraz w „winę Żuka”. Za wszystkie kataklizmy na świecie nie może przecież odpowiadać wyłącznie prezydent Żuk. Już miałem pochwalić, że historyk nie chce wchodzić w temat, którego do końca nie rozumie. Ale cóż, jak widać, nadal chce. Racławickie kosztowały 100 milionów złotych. Dziś kosztowałyby już 300 milionów. Dług byłby mniejszy, gdyby nie Morawiecki. Narzekacie na drogi? Macie rację. To jednak wciąż konsekwencja tamtych decyzji. Musieliśmy szukać oszczędności. Latem jednak będzie się dużo w tym zakresie działo. Które inwestycje należało zdjąć? Plac Litewski, szkołę przy Berylowej, Racławickie? Czy bez zadłużenia turyści również zachwycaliby się Lublinem? – replikował radny Margul.

Leszek Daniewski dziękował za merytoryczną współpracę prezydenta Żuka i wiceprezydenta Tomasza Fulary z wydziałami miejskiej administracji. Tomasz Pitucha chwalił wiceprezydent ds. społecznych Annę Augustyniak, ale krytykował zmniejszenie wydatków majątkowych.

- Wiele dróg w Lublinie to dramat. Samochód się trzęsie i telepie. To jeden z efektów nieefektywnego sposobu wydawania pieniędzy przez miast - punktował Pitucha.

- W urzędzie zapanował marazm. Spychologia. Podwyżka opłat za śmieci, biletu, parkowanie. Wzrosły koszty życia. Nasze miasto się zwija. Cieszę się, że jesteśmy Europejską Stolicą Kultury 2029. Ale nadchodzi czas, żeby pan ustąpił - mówiła Justyna Budzyńska. 

- Wybrzmiały oszczerstwa. Marazm? Zacofanie? O Lublinie pisze się, że to jedno z najlepszych miast do życia. Nie mówmy, że tu wszystko jest bardzo, bardzo złe - irytował się Piotr Choduń.

- Po to powstała obwodnica, lotnisko, strefa ekonomiczna, żeby powstały nowe miejsca pracy. Z tego, co się orientuję, większość naszych licealistów zostaje na lubelskich uczelniach. Absolwenci tych uniwersytetów zostają tu na miejscu. Nie zwiększa się bezrobocie - przekonywał za to przewodniczący Pakuła. 

- Niedawno spotkałem znajomego, którego nie widziałem od trzydziestu lat. Nie interesuje się polityką. Powiedział mi: „W przyszłych wyborach parlamentarnych będę głosował na Konfederację. Ale w Lublinie zawsze na Żuka” - z uśmiechem na twarzy dodał radny Marcin Wroński.

Sukces wbrew opozycji

Prezydent Krzysztof Żuk przekonywał, że debata nad absolutorium coraz bardziej podporządkowana jest logice politycznego sporu, co utrudnia rzeczową ocenę działań samorządu.

- Jeśli nastaje czas polityczny, a nastaje, to wrzucenie wszystkiego do jednego worka powoduje trudność merytorycznej debaty. Jeśli ma być źle, to według tych argumentów Lublin będzie w ruinie. Możemy tłumaczyć godzinami, że tak nie jest, ale i tak będziecie to powtarzać.

Żuk podkreślał, że ostateczną ocenę działań władz miasta wystawią mieszkańcy przy urnach.

- Problem jest w tym, jak przekonacie mieszkańców za dwa i pół roku, kiedy będą wybory, przy takiej retoryce i takim sposobie mówienia.

Odnosząc się do zarzutów dotyczących zadłużenia miasta, zaznaczał, że obecne władze konsekwentnie realizują przyjętą strategię rozwoju.

- Realizujemy strategię rozwoju miasta, którą wspólnie z mieszkańcami prowadzimy od lat i będziemy ją dalej realizować.

Jednocześnie przyznawał, że część problemów można tłumaczyć czynnikami zewnętrznymi, jednak nie oznacza to uchylania się od odpowiedzialności.

- Można krytykować sprawozdanie i raport, można mówić krytycznie o tym, co robimy albo czego nie udało się zrobić. Ale trzeba mieć świadomość, że wiele z tych argumentów służy dziś przede wszystkim politycznej walce.

Wiceprezydent Tomasz Fulara zwracał za to uwagę, że w sporze politycznym często ginie perspektywa mieszkańców i ocena rzeczywistych efektów działań miasta.

- Gdzieś w tym wszystkim ucieka dobro wspólne. Mówicie państwo o tragedii, której nie widzą ani mieszkańcy, ani różnego rodzaju mierniki i rankingi.

Jego zdaniem najważniejszym kryterium oceny samorządu pozostaje jakość życia mieszkańców.

- Najważniejszym miernikiem jest to, jak mieszkańcom się żyje i czy ten poziom życia jest przez nich akceptowalny.

Fulara apelował również o większą powściągliwość w ocenianiu osób publicznych i zachowanie szacunku w debacie

- Każdy ma prawo do obrony. Bardzo prosiłbym o elementarny szacunek człowieka do człowieka i nieferowanie wyroków, dopóki procedury się nie zakończą.

Przypominał także o zmianach, jakie zaszły w Lublinie w ostatnich latach.

- Pamiętam Lublin sprzed czasów, kiedy prezydentem został Krzysztof Żuk. Pamiętam, jak miasto się rozwijało i jak było postrzegane w kraju.

Odpowiadając na zarzuty dotyczące inwestycji, podkreślał skalę prowadzonych działań.

- Wiemy już, że w tym roku będzie ponad sto inwestycji drogowych, czyli więcej niż pierwotnie zakładano.

Na zakończenie zaapelował o spojrzenie na miasto ponad politycznymi podziałami.

- Proszę, aby każdy, poza politycznymi uwarunkowaniami, spojrzał na Lublin jako na wspólnotę ludzi i dobro wspólne, które wszystkim nam powinno przyświecać.

W podobne tony uderzał Mariusz Banach, zastępca prezydenta ds. oświaty i wychowania.

- Kiedyś wszyscy radni rozumieli, że rozmawiamy w sposób gospodarski, a nie polityczny. Dzisiaj część państwa chce zrobić z tej sali Sejm. Części z was wydaje się może nawet, że są posłami. Nie, jeszcze nie jesteście. Sukces osiągamy wbrew państwu, a nie z państwem. To bardzo smutne - kręcił głową wiceprezydent Banach. 

Udzielnie wotum zaufania i absolutorium dla prezydenta Krzysztofa Żuka zostało przegłosowane. Osiemnastu radnych było za, trzynastu przeciw.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama