Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kierowcy PKS \"Wschód\": Podwyżki albo strajk

Ważą się losy strajku w PKS \"Wschód”. Jutro poznamy wyniki referendum w tej sprawie. Związkowcy domagają się podwyżek. Dyrekcja twierdzi, ze spełnienie żądań będzie oznaczać upadek firmy.
– Referendum jest nielegalne – mówi Teresa Królikowska, prezes zarządu PKS \"Wschód”. – Żądań związkowców nie da się spełnić. Negocjowaliśmy nowy regulamin wynagradzania. Ustaliliśmy podwyżki w wysokości 70 – 80 zł na pracownika. W pewnym momencie panowie postawili mnie pod ścianą, domagając się 300 zł. Na takie podwyżki potrzeba ok. 2 mln zł rocznie. Takich pieniędzy PKS nie ma. Kilka godzin strajku to straty rzędu 20 – 30 tys. zł. W ewentualnym proteście może uczestniczyć nawet 30 proc. załogi. To oznacza paraliż przedsiębiorstwa. Związki zawodowe zapewniają, że nie chcą zaszkodzić firmie. Nie domagają się też nieuzasadnionych podwyżek. – Chcemy rekompensaty z tytułu utraconych przywilejów – mówi Dariusz Kukier, negocjujący z PKS po stronie związkowej. – Kiedy przestał obowiązywać układ zbiorowy straciliśmy np. nagrody jubileuszowe, odprawy, czy innego rodzaju dodatki. To nie są bezpodstawne roszczenia, dlatego weszliśmy z dyrekcją w spór zbiorowy. Związki obawiają się, że stracą na nowym regulaminie wynagradzania. Zdaniem dyrekcji, kompromis jest konieczny, bo sytuacja PKS pogarsza się z miesiąca na miesiąc. – Od września ubiegłego roku notujemy o 30 proc. mniejsze przychody – mówi Królikowska. – Sprzedajemy mniej biletów szkolnych. Coraz więcej ludzi korzysta z prywatnych samochodów lub busów. Sytuacja naszej firmy jest tragiczna. PKS \"Wschód” zatrudnia 730 osób w całym regionie. Większość ma za sobą ponad 25 lat pracy. jeśli sytuacja w firmie się nie poprawi, zasilą szeregi bezrobotnych. – Związkowcy chyba zatrzymali się w latach 80. – dodaje Królikowska. – Widzą co się dzieje, a jednocześnie nie chcą oszczędzać. Planowaliśmy np. pozbyć się zbędnych nieruchomości. Byłoby z tego ok. 5 mln zł zysku. Tymczasem związki za żadną cenę nie chcą zgodzić się na sprzedaż. Protestujący spotkali się dziś z dyrekcją spółki. Wiążące ustalenia nie zapadły, ale jest szansa na uniknięcie strajku. – Zaproponowano nam powrót do rozmów nad regulaminem wynagradzania – mówi Kukier. – Jest dobra wola. Możliwe, że w poniedziałek siądziemy do stołu. Na razie związkowcy czekają na wyniki referendum. Będą znane jutro po południu.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama