Bezpański pies przeżył sześć dni na dnie wyschniętej studni. Skowyczące zwierzę słyszeli ludzie, ale dopiero po kilku dniach zawiadomili odpowiednie służby. Dziś ratownicy uwolnili kundelka. Na cześć swojego wyzwoliciela pies dostał imię Alpik.
JACEK SZYDŁOWSKI
17.02.2010 16:30
We wtorek informacja o psie w studni dotarła do Lubelskiej Straży Ochrony Zwierząt. – Dowiedziałem się o całej sprawie i natychmiast do nich zadzwoniłem – mówi Stanisław Stachyra, mieszkaniec Romanówki. – Nie wiedziałem, ile ten pies jeszcze przeżyje, skoro siedział tam tak długo.
Przedstawiciele Straży natychmiast pojawili się na miejscu.
– Nie było szans, by od razu wyciągnąć zwierzaka – mówi Zdzisław Małysz z LSOZ. – Był osłabiony, więc podrzuciłem mu trochę mięsa. Wcześniej studnia musiała być przysypana śniegiem, a ten psiak pewnie wpadł tam przez przypadek. To bardzo niebezpieczne miejsce, może być także pułapką dla człowieka.
Strażnicy zorganizowali akcję ratowniczą. Wydobycia czworonoga podjął się Michał Nadulski z lubelskiego przedsiębiorstwa robót wysokościowych Alpik. Dziś po południu zjechał na dno studni. Zapakował zwierzę do worka i wyciągnął na powierzchnię.
– Zastanawiałem się, czy mnie nie ugryzie, ale zachowywał się bardzo przyjaźnie – mówi alpinista. – Na początku szarpał za linę, ale potem sam do mnie przyszedł. Okazało się, że na dole jest co najmniej 10 stopni powyżej zera. Pewnie dlatego pies przeżył. Nie mam na swoim koncie podobnych interwencji, ale to nic trudnego. W takiej sprawie trzeba pomóc.
Uratowany zwierzak trafił pod opiekę weterynarza i specjalistów z LSOZ. Jak zapowiedział Zdzisław Małysz, zostanie maskotką budowanego właśnie ośrodka rehabilitacji zwierząt w Romanówce. O otwartej studni powiadomiono już władze gminy w Wojciechowie. Samorządowcy mają zadbać o zabezpieczenie terenu.
Komentarze