Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kasa z Unii? Nie, dziękuję!

Nie wszystkie gminy zabijają się o europejskie pieniądze. Są samorządy, które wycofują się przed podpisaniem umowy, a nawet celowo piszą projekt tak, żeby przepadł.
Wnioski na dofinansowanie inwestycji drogowych z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego wycofały w styczniu Tomaszów Lubelski i podkraśnicka Szastarka. Z Tomaszowem sprawa jest jasna. – Dostali pieniądze z Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych (czyli na tzw. schetynówki – red.). A przepisy nie pozwalają na podwójne dofinansowanie projektu – tłumaczy Bogdan Kawałko, szef Departamentu Strategii i Rozwoju Regionalnego w Urzędzie Marszałkowskim. Inaczej jest z gminą Szastarka. Samorząd chciał wydać 4,3 mln zł na przebudowę drogi Szastarka Stacja – Brzozówka (2,1 mln zł dofinansowania). – Radni nie zgodzili się zaciągnąć kredytu na sfinansowanie inwestycji. Tymczasem musimy mieć całą kwotę, a dopiero później dostaniemy refundację. Według radnych, gmina ma zbyt duże zadłużenie – tłumaczy wójt Ryszard Dudek. I obiecuje, że jeszcze w tym roku gmina częściowo upora się z ok. 16-procentowym zadłużeniem i ponownie złoży wniosek o dofinansowanie. – Gmina nie musi mieć wszystkich pieniędzy – mówi jednak Kawałko. – Przyznajemy zaliczki do 85 procent dofinansowania. Gminy wycofują się, bo: otrzymały dofinansowanie z innego programu lub z innych środków publicznych, nie przygotowały na czas dokumentacji lub nie miały dokumentacji środowiskowej, a wreszcie – nie zdobyły pozwolenia na prace budowlane. Z unijnego wsparcia zrezygnowały m.in. Ryki (3 mln zł na uzbrojenie terenu pod inwestycje przy ul. Lubelskiej), Garbów (407 tys. zł na drogę w Piotrowicach Wielkich), Poniatowa (2,3 mln zł na przebudowę ul. Przemysłowej), Trzydnik Duży (1,1 mln zł na drogę Rzeczyca Ziemiańska Kolonia – Rzeczyca Księża). Czasami urzędnicy z gmin piszą wniosek, ale tak, żeby nie dostać ani grosza. Wtedy mają problem np. z zaciąganiem kredytu z głowy, a wójt czy burmistrz może powiedzieć wyborcom: Starałem się, ale nic nie dali. Siła wyższa. – Słyszałam o takich przypadkach – przyznaje Renata Siwiec, dyrektor Lubelskiej Agencji Wspierania Przedsiębiorczości. – Radni i mieszkańcy naciskali, więc wójt składał wniosek o dofinansowanie. I modlił się, żeby przepadł. Mam nadzieję, że przy urnach wyborcy ocenią skuteczność władz w zdobywaniu unijnego wsparcia. Więcej o Unii Europejskiej i przedsiębiorczości na Strefie Biznesu

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama