Reklama
Samobójczy gol przesądził o porażce Cisów. Wygrane Orląt i Lublinianki
Trwa fatalna passa Cisów Nałęczów. W sobotę beniaminek przegrał już piętnasty mecz w tym sezonie i jest coraz bliżej powrotu do okręgówki. – Nasza sytuacja robi się bardzo nieciekawa – przyznaje zmartwiony Andrzej Depta, trener Cisów.
- 16.05.2010 17:38
Nałęczowianie byli po końcowym gwizdku sędziego wściekli, ale też przygnębieni. Wściekli, bo przegrali po kuriozalnej, samobójczej bramce w 88 min spotkania, a przygnębieni z powodu straszącego ich widma spadku do okręgówki.
– Normalnie ręce opadają – mówi załamany Andrzej Depta.
Jeszcze po pierwszej połowie nałęczowscy kibice mieli dobre humory. Co prawda goście po golu Sebastiana Wereszczaka objęli prowadzenie, ale gospodarze szybko się pozbierali. Najpierw wyrównał Mariusz Adamczyk, a potem prowadzenie Cisom dał Dominik Malesa.
Gospodarze nie potrafili jednak utrzymać takiego wyniku do końca. – Straciliśmy bramki jak dzieci. Huragan był spokojnie do ogrania, tymczasem jednego gola tracimy po rykoszecie przy rzucie wolnym, a drugiego po samobójczym uderzeniu głową – opisuje Depta.
Rzeczywiście, sytuacja z końcówki meczu długo jeszcze będzie się śnić po nocach bramkarzowi Cisów Kamilowi Gołębiowskiemu i pomocnikowi Marcinowi Polakowi. To właśnie nieporozumienie tej dwójki doprowadziło do utraty przez nałęczowian punktu. Choć w całej obecnej sytuacji beniaminka nawet to \"oczko” na niewiele by się zdało.
Z prezentu ucieszyli się za to goście z Międzyrzeca Podlaskiego, dla których jest to piąta wyjazdowa wygrana w tym sezonie. – Po tych paru meczach, kiedy to my traciliśmy bramki w końcówce lub nawet doliczonym czasie gry, w końcu dopisało nam szczęście – podkreśla Marek Pietruk, trener Huraganu.
Cisy Nałęczów – Huragan Międzyrzec Podlaski 2:3 (2:1)
Bramki: Adamczyk (23), Malesa (28) – Wereszczak (7), A. Szczepaniuk (52), M. Polak (88, samobójcza).
Cisy: Gołębiowski – Plewiński, Perduta, Paluch, Malesa, M. Polak, Staniecki (76 Kamiński), Zgierski, Adamczyk, Dudek, Zawadzki (76 Gieroba).
Huragan: Wójcicki – Cap, Szoman, Łocuk, Wajszczuk, Krzemiński (68 Mazur), A. Szczepaniuk, Kwaśniewski, Chilimoniuk, Klujewski, Wereszczak.
Żółte kartki: Adamczyk (C) – Szoman, Łocuk, A. Szczepaniuk (H). Sędziował: Piotr Kozłowski (Zamość). Widzów: 150.
Po raz pierwszy w tej rundzie w wyjściowym składzie Lublinianki zabrakło Damiana Farotimiego. Nie był to jednak efekt słabszej formy piłkarza pozyskanego zimą z Avii Świdnik tylko kłopotów zdrowotnych. Piłkarz był przewidziany do pierwszej jedenastki, ale tuż przed spotkaniem zgłosił trenerowi przeziębienie.
Jedynego gola w tym meczu zdobył już w 7 min Tomasz Martyniak, który dobił strzał Michała Borowskiego, sparowany przez bramkarza Sparty. Gospodarze mieli jeszcze kolejne dobre okazje do podwyższenia wyniku, bo tylko w pierwszej połowie było sporo spięć pod bramką gości.
W drugiej połowie trochę szczęścia zabrakło Grzegorzowi Góralowi, który uderzył w poprzeczkę.
Świetną okazję dla gospodarzy zmarnował też Mateusz Bartyzel. – Sparta miała tu optyczną przewagę. Goniła wynik i o mały włos a pościg zakończyłby się sukcesem – opisuje Zbigniew Grzesiak, trener Lublinianki. – W 90 min goście trzy razy strzelali na pustą bramkę, ale raz uderzenie zablokował nasz bramkarz, a dwa razy obrońcy i dowieźliśmy wygraną do końca – dodaje.
Tym samym powrót na Wieniawę byłego szkoleniowca Lublinianki a obecnie Sparty Modesta Boguszewskiego nie wypadł najlepiej. Po kilku dobrych ostatnio meczach drużyna z Rejowca Fabrycznego znalazła wreszcie pogromcę.
Jeśli Lublinianka utrzyma obecną formę do końca sezonu to jej kibice mogą być spokojni o pozostanie w szeregach czwartoligowców. W klubie z Wieniawy humory obecnie dopisują.
– Na pewno zrobiliśmy duży krok w kierunku utrzymania. Mamy jeszcze trzy mecze u siebie, a na wyjazdach też nie stoimy na straconej pozycji. Pokazały to choćby nasze wygrane spotkania z Chełmianką i Huraganem. Sądzę nawet, że stać nas na zajęcie ósmego miejsca na finiszu, co biorąc pod uwagę rundę jesienną byłoby dla nas sporym sukcesem – kwituje trener Grzesiak.
Lublinianka Lublin – Sparta Rejowiec Fabryczny 1:0 (1:0)
Bramka: Martyniak (7).
Lublinianka: Górski – Zieliński, Paździor, Borowski, Łysek, Sobiech, M. Sebastianiuk, Bartyzel (80 Celing), Martyniak (65 Farotimi), S. Kucharzewski, Góral (90 Kachniarz).
Sparta: Sajecki – T. Adamiec, Machnikowski, Sandomirski (80 Kwiatkowski), Chybiak, Góra, M. Adamiec, Sergijuk, Kucharski (65 R. Rossa), Bodys (38 Kozioł), Kozieł (46 Ł. Kiejda).
Sędziował: Krzysztof Hordejuk (Biała Podlaska). Widzów: 160.
• Wygraliście, bo mieliście szczęście, czy byliście też lepsi od Cisów?
- Można powiedzieć, że jedno i drugie. Przez pierwsze 20 min przewaga należała do nas. Graliśmy szybką piłkę i bardzo łatwo przechodziliśmy pod pole karne rywala. Potem spotkanie się wyrównało. Chyba za szybko uwierzyliśmy, że będzie to łatwy mecz i zawodnicy zaczęli szukać wirtuozji w grze. Cisy to wykorzystały.
• Zgadza się pan z trenerem nałęczowian, który powiedział, że Huragan był do ogrania?
- Tak, bo rzeczywiście mogliśmy zostawić w Nałęczowie trzy punkty, ale gospodarzom zabrakło im szczęścia. Cisy stworzyły w tym meczu naprawdę sporo dobrych sytuacji bramkowych. Po pierwszej połowie mogło być nawet 3:1 dla nich. Dlatego pochwały należą się też naszemu bramkarzowi Wiktorowi Wójcickiemu, który dwukrtonie dobrze interweniował w newralgicznych sytuacjach.
• Kolejnego gola dla Huraganu strzelił Sebastian Wereszczak.
- Jego transfer zimą z Mielnika okazał się strzałem w dziesiątkę. To dobry chłopak i pokazał to w tej rundzie już niejednokrotnie. Oby tylko grał tak dalej.
• Jakie miejsce na koniec sezonu pana zadowoli?
- Nie ukrywam, że celem postawionym mi przez zarząd klubu jest po prostu otrzymanie drużyny w IV lidze. To, jakie zajmiemy miejsce jest tu bez znaczenia. Myślę, że w sytuacji, która jest teraz w naszej, a także w III lidze, to założony cel osiągniemy plasując się powyżej dziesiątego miejsca w tabeli.
Piłkarze Orląt Łuków z każdym kolejnym meczem zaskakują coraz bardziej. Wczoraj zanotowali kolejne, piętnaste zwycięstwo w tym sezonie, pokonując na wyjeździe Unię Bełżyce 2:1. Po pierwszej połowie bliżej wygranej byli gospodarze, którzy prowadzili po golu Michała Winiarskiego.
– W tej pierwszej połowie wcale nie graliśmy źle, po prostu warunki na boisku były fatalne. Błoto i woda sprawiały, że nie potrafiliśmy wepchnąć piłki do siatki. Aż włosy dęba stawały w tych sytuacjach – mówi Andrzej Suchodolski, trener Orląt. Nie mogło być jednak inaczej skoro na boisku w Bełżycach od rana trwały... zawody strażackie.
Najważniejsze dla gości, że w drugiej połowie potrafili się przełamać i w niekorzystnych warunkach wbić unitom dwa gole, w tym decydującego o wygranej na trzy minuty przed końcem spotkania.
– Walczyliśmy do końca i udało się. Teraz przed nami spotkanie z Cisami. Zadowoli mnie nawet skromne 1:0. Liczą się tylko trzy punkty – dodaje szkoleniowiec łukowian, którzy na dobre zadomowili się już na pozycji wicelidera. Teraz szturmują fotel lidera.
Duży wpływ na postawę bełżyczan miała nieobecność czterech podstawowych piłkarzy: Mirosława Ciocha, Kamila Zielińskiego, Piotra Gałkowskiego i Radosława Gorgola. – O naszej porażce przesądziły stałe fragmenty gry – mówi Krzysztof Łopoka, kierownik Unii.
Unia Bełżyce – Orlęta Łuków 1:2 (1:0)
Bramki: Michał Winiarski (30) – Kiryło (54), Wryk (87).
Unia: Rumiński – Jezierski, D. Pietras, R. Czępiński, Michał Winiarski, Gołociński (58 Ręba), Boniaszczuk, R. Samolej, Sidor, Walęciuk, Gołofit (85 Maciej Winiarski)
Orlęta: Oszust – Szewczak, Ozygała, Grula, Izdebski, Szlaski, Wryk, Buga (89 Zalewski), Matuszewski, Gaj (75 Orzyłowski), Kiryło (80 Przeździak).
Żółte kartki: Pietras (U) – Kiryło (O). Sędziował: Michał Rogowski (Chełm). Widzów: 150.
Start Krasnystaw – Hetman Żółkiewka 4:1 (0:1)
Bramki: Kamil Sawa (56, 82), Kister (90), Suduł (90+2) – P. Wójcik (7).
Start: Ryć – Wywrocki, Rachwał (77 Pluta), Dowhoszyja, Sz. Sawa (46 Kister), Berbeć, Chariasz (60 Bielak), Polikowski, Suduł, Sadowski (71 Witkowski), Kamil Sawa.
Hetman: Dąbała – Sztochryn, Iwliew, Nikonowicz, Kukuruza, Chorecki (89 Prus), Hirka, Przemysław Skrzypczyński (87 Pawelec), Piotr Skrzypczyński, P. Wójcik, Szczepiński (67 Zabiegły).
Żółte kartki: Kister (S) – Hirka, Skrzypczyński (H). Czerwona kartka: Hirka (Hetman, 90 min, za drugą żółtą). Sędziował: Radosław Wąsik (Lublin). Widzów: 400.
Łada Biłgoraj – Chełmianka Chełm 2:2 (0:1)
Bramki: Onkiewicz (59), Karpik (64) – Fajman (44), Tatysiak (87, z karnego).
Łada: Wlizło – Góra, Skrzypek, Bubiłek, Krzyszkowski, Wołoszyn (46 Rataj), Onkiewicz, Komosa (83 Bednarz), Obszyński (72 Bielesz), Garbacz (60 Karpik), Zarczuk.
Chełmianka: Porzyc – Słomka, Kogut, Dyczko (85 Knot), Grzywna, Drob, Kasperek, Postój (87 Krzyżak), Tatysiak, Fajman (83 Drzewicki), Zdunek (90 Miksza).
Żółte kartki: Onkiewicz (Ł) – Kasperek (Ch). Sędziował: Jacek Walczyński (Lublin). Widzów: 250.
Janowianka Janów Lubelski – Zartmet Olender Sól 0:2 (0:1)
Bramki: Kukiełka (45), A. Kusiak (73).
Janowianka: Kielarski (80 Drelich) – Oczkowski, Sobótka, Szarowski, Mierzwa, Duda (80 Kamiński), T. Sadowski, Piecyk (73 Gajewski), Gąbka, Bielak, Bajgierowicz.
Zartmet: Sasim – Łukasik, Kukiełka, Dobromilski, Grelak, Ł. Kusiak (46 Dorosz), Lalik, Chomicz (82 Blicharz), Stelmach, Różański (46 Albingier), A. Kusiak (84 Blacha).
Żółte kartki: Bielak, Mierzwa (J) – Kukiełka, Grelak, Lalik (O). Czerwona kartka: Mierzwa (Janowianka, 58 min, za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Wasyluk (Chełm). Widzów: 200.
Lewart Lubartów – Roztocze Szczebrzeszyn, odwołany
Boisko w Lubartowie było zalane wodą. Sędziowie uznali, że w takich warunkach nie da się grać i odwołali spotkanie. – 60 procent naszego boiska to była jedna wielka kałuża – opisuje Arkadiusz Smolarz, trener Lewartu. Nowy termin meczu ustali LZPN. Prawdopodobnie będzie to środa, 26 maja.
Reklama













Komentarze