Odkąd sięgam pamięcią, nie było w naszym regionie tak wielkiej akcji – mówi o dramatycznej walce z wodą w powiecie opolskim Ryszard Starko, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej.
Miłosz Bednarczyk
23.05.2010 16:26
– My przyjechaliśmy w nocy z piątku na sobotę. Pracujemy non stop – mówi z kolei Milan Wilhelmi z WOPR w Łodzi (rozmawiamy w sobotę o godz. 15). – Na raz zabieramy na łódkę 12 osób – wyjaśnia Adam Damięcki, ratownik z Łodzi. – Przez całą noc obróciliśmy kilkanaście razy. Łatwo obliczyć ile osób przywieźliśmy.
W akcji od piątku bierze udział ponad tysiąc osób. – Zawodowi strażacy, ochotnicy, policjanci, pogranicznicy, żołnierze, mieszkańcy okolicznych wsi, a nawet więźniowie – wylicza Ryszard Starko. – Wszyscy w pocie czoła robią, co mogą. Każda para rąk jest potrzebna.
Zdjęcia z powodzi na Lubelszczyźnie. Fot. Dorota Awiorko-Klimek
Na łódkach oprócz strażaków i ratowników wodnych mieszkańcom pomagali także funkcjonariusze Straży Granicznej. Wśród nich byli m.in. Andrzej Karczewski i Sławomir Błażejewicz z jednostki pływającej SG Ustka, Krynica, Elbląg i Gdańsk.
Do działań ewakuacyjnych wykorzystywane są m.in. 2 śmigłowce (w tym śmigłowiec z wyciągarką Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej), 4 pływające transportery samobieżne i ponad 30 łodzi. Pięć łodzi przysłał wojewoda mazowiecki. Wojewoda lubelski Genowefa Tokarska zwróciła się o wsparcie do ministra obrony.
Sprzęt pływający przywożą także prywatni ludzie. A mieszkańcy nie zalanych, okolicznych miejscowości od piątku dowożą ratownikom jedzenie i wodę.
Więcej o powodzi na Lubelszczyźnie w serwisie WWW.DZIENNIKWSCHODNI.PL/powodz
Komentarze