Poszłam spać do sutereny, a ludzi ulokowałam na górze – mówi Elżbieta Ciepielewska z Rogowa. Pod swój dach przyjęła dziewięcioro powodzian z gminy Wilków. Szykuje miejsca dla kolejnych.
Jacek Szydłowski
25.05.2010 21:52
Wczoraj odwiedziliśmy m.in. powodzian mieszkających w jej domu. – Wyszłam na drogę i zapraszałam, kogo mogłam – dodaje pani Elżbieta. – To był zwykły odruch serca. Podzielę się, czym tylko mam. Ci ludzie stracili dosłownie wszystko. Nie można ich zostawić samym sobie.
Cztery osoby przeniosły się już do krewnych. Pozostała piątka, mieszkająca tu od piątku nie ma dokąd pójść.
– Człowiek uciekał w tym, co miał na sobie – mówi Lucyna Bielińska z Zastowa Karczmiskiego. – Jak woda szła, to było coś strasznego. Jedna wielka piana. Wieczorem uciekliśmy na wał. W nocy ze wszystkich stron otoczyła nas woda. Dopiero o 6 rano znaleźli nas ratownicy.
Pani Lucyna uciekła wraz z wnukiem i sąsiadką. Przewieziono ich do Rogowa.
– Tu nam do razu pomogli – dodaje powodzianka. – Ubrali nas i nakarmili. To bardzo gościnni ludzie.
Gospodyni szykuje miejsca dla kolejnych powodzian. – Córki przeniosą się do jednego pokoju, to jeszcze parę osób się zmieści – dodaje Ciepielewska. – Nie będzie łatwo, ale jakoś sobie poradzimy.
Poszkodowani i rodziny, które ich przyjęły pod swój dach, potrzebują niemal wszystkiego. Od żywności, po ubrania i buty. – Człowiek nawet nie ma się czym przykryć – dodaje Bielińska. – Wnuczkowi też zostało jedno ubranie.
Większość ludzi z zalanych wiosek trafiła do mieszkańców sąsiednich wsi. Niektórzy przenieśli się do krewnych.
– Kuzynka przyjęła w sumie 12 osób – mówi Sylwia Pisula z Kątów. – Jesteśmy tu w Rogowie razem z dwójką braci, mamą, no i dziećmi. Nasz dom jest zalany po strych. Z dobytku niewiele ocalało. Wynieśliśmy tylko trochę ubranek dla dzieci.
Realizacja: Łukasz Minkiewicz
Na więcej nie było czasu. Gdy pękł wał, woda błyskawicznie zalała gospodarstwa.
– W 15 minut przybyło metr – opowiada drżącym głosem Tadeusz Piłat z Zastowa Polanowskiego. – Drzewa wyrywało z korzeniami. Słychać było krzyki ludzi, przeraźliwy pisk zwierząt.
Pana Tadeusza spotkaliśmy w punkcie pomocy powodzianom w Rogowie.
– Wziąłem tylko kołdrę i trochę środków czystości – dodaje. – O tym, co straciliśmy, nie chcę myśleć. Woda zabrała drewno na dach i ponad 2 tys. pustaków. Córka miała budować z nich dom.
Dziś powodzianie nie planują. Muszą myśleć jak przeżyć kolejny dzień. Pomocy potrzebują również rodziny, które przyjęły ich pod swój dach. Nie wszyscy mają czym nakarmić i w co ubrać gości. Narzekają na kłopoty z odbieraniem darów w lokalnych centrach pomocy. Proszą, by przekazywać je bezpośrednio do rodzin.
Komentarze