Po środowym zwycięstwie z Motorem wydawało się, że Tomasovia nabiera rozpędu i bez problemów w niedzielę zgarnie kolejny komplet punktów. Niestety mecz z Wólczanką zakończył się bezbramkowym remisem
(lukisz)
02.11.2014 22:00
Najlepszą sytuację w pierwszej połowie mieli do spółki: Patryk Słotwińśki i Marcin Żurawski. Pierwszy oddał groźny strzał z dystansu, a bramkarz gości zdołał go odbić. Zrobił to jednak tak niefortunnie, że piłka spadła pod nogi Żurawskiego.
Ten z 14 metrów uderzył jednak nad pustą bramką i gospodarze mogli tylko złapać się za głowy. Po przerwie groźnie główkował Damian Szuta, ale trafił w bramkarza.
W całym spotkaniu dominowali podopieczni Jana Złomańczuka, jednak nie potrafili postawić „kropki nad i”. Albo brakowało ostatniego podania, albo decyzji o strzale. Nawet w samej końcówce, kiedy „niebiesko-biali” nie opuszczali w zasadzie pola karnego beniaminka nie wiedzieli, jak skruszyć mur przeciwnika.
Goście mogą być zadowoleni z jednego „oczka”, bo przez 90 minut nie zdołali oddać praktycznie ani jednego groźnego strzału. Łukasz Bartoszyk mocno się wynudził między słupkami, a jedyne, co musiał robić, to wyłapywać dalekie wrzutki. Na słowa pochwały zasłużył Arkadiusz Smoła, który pilnował najlepszego snajpera grupy lubelsko-podkarpackiej Krzysztofa Pietlucha. I ten nie miał żadnej klarownej okazji. Trener Marek Rybkiewicz widząc, że jego zawodnik sobie nie pogra na kwadrans przed końcowym gwizdkiem zdecydował się na wymianę napastników. I to nie przyniosło jednak rezultatów.
– W tyłach zagraliśmy bardzo dobrze, bo na nic nie pozwoliliśmy rywalom. Gorzej było z przodu. Było widać, że mamy w nogach środowy pojedynek z Motorem. Ogólnie jednak spodziewaliśmy się więcej po rywalach, a tymczasem z przebiegu meczu wychodzi na to, że straciliśmy dwa punkty, a nie zyskaliśmy jeden – ocenia Marian Bartoszyk, kierownik Tomasovii.
Wólczanka: Groch – Broda (62 Misiło), Rybkiewicz, A. Poprawa, Lech, Wójcik. Kocur (75 Pietrasiewicz), Padiasek, Gwóźdź, B. Poprawa, Pietluch (80 Boratyn).
Sędziował: Artur Szelc (Krosno). Widzów: 300.Avia Świdnik nie miała za wiele do powiedzenia w meczu ze Stalą Rzeszów. Goście przegrali 0:2 Podopieczni Jacka Ziarkowskiego w całym spotkaniu oddali ledwie dwa celne strzały. Pierwszy w... 41 minucie za sprawą Kacpra Krawca, a drugi w samej końcówce, kiedy szczęścia próbował Lifa Sadio.
Gospodarze z kolei musieli sobie radzić bez kilku podstawowych graczy i bez swoich... kibiców. Ci pojechali wspierać Karpaty Krosno w pojedynku z Motorem Lublin. W efekcie, od 40 minuty na stadionie słychać było tylko sympatyków Avii. To jednak nie pomogło „żółto-niebieskim”, bo Stal już do przerwy ustaliła rezultat.
Sokół Sieniawa przerwał passę dziewięciu meczów bez zwycięstwa i pokonał w niedzielę Hetmana Żółkiewka 4:2. Goście do końca się nie poddawali, ale popełnili za dużo błędów w defensywie. I dlatego stracili wszystkie trzy punkty.
– Mecz był bardzo interesujący. My zdecydowanie za łatwo tracimy bramki. Te pierwszy nie powinny się zdarzyć, ale w przekroju całego spotkania Sokół zasłużył na trzy punkty – oceniał trener Hetmana, Waldemar Wiater.
W niedzielę szansę na przełamanie miało Podlasie, które o punkty walczyło na boisku Wisłoki Dębica. Gospodarze od 62 minuty grali w dziesiątkę.
A w końcówce Adrian Jesionek nie wykorzystał rzutu karnego i zawody zakończyły się bezbramkowym remisem. W efekcie, gracze trenera Roberta Różańskiego spadli na ostatnie miejsce w tabeli.
Komentarze