Chełmianka kontynuuje serię meczów bez zwycięstwa. W niedzielę przegrała w Rzeszowie z tamtejszą Resovią 1:2. Nikt jednak nie spodziewał się cudów po gościach, zwłaszcza, że mają w zespole plagę kontuzji
02.11.2014 20:00
Tym razem trener Artur Bożyk nie mógł skorzystać nie tylko leczących urazy: Mateusza Olszaka, Marka Grzywny i Mateusza Tywoniuka, ale także zawieszonego za kartki Krzysztofa Bodziaka.
Gospodarze otworzyli wynik w 24 minucie spotkania. Za krótkie wybicie obrońców Chełmianki spowodowało, że w idealnej sytuacji znalazł się Szymon Kaliniec. Nie namyślając się zbyt długo gracz Resovii huknął z kilkunastu metrów do siatki Łukasza Kijańczuka.
Tuż przed przerwą zrobiło się 2:0. Rzeszowianie dominowali i swoją przewagę udokumentowali golem Bartłomieja Makowskiego. Po centrze z rzutu rożnego Makowski główkował w... słupek, ale szybko dostał szansę na poprawkę, bo dopadł do piłki i z bliska dobił swój strzał.
Tuż po zmianie stron znowu w głównej roli wystąpił Makowski. Tym razem był jednak bohaterem negatywnym, bo sprokurował rzut karny zagrywając piłkę ręką we własnej szesnastce. Do piłki podszedł Damian Rusiecki i dał gościom nadzieje na powrót do gry. Niestety w kolejnych fragmentach bliżej kolejnych trafień byli miejscowi.
Kilka razy z dużych tarapatów wyszedł Kijańczuk, a przyjezdni nie stworzyli sobie żadnej stuprocentowej okazji. Raz co prawda piłka ugrzęzła w siatce Marcina Pietryki, ale sędzia uznał, że autor bramki – Damian Rusiecki był na pozycji spalonej.
– W pierwszej połowie graliśmy zbyt bojaźliwie i za to zapłaciliśmy. Mogliśmy się też zachować lepiej w dwóch, czy trzech sytuacjach pod bramką Resovii. Błędy techniczne nam jednak na to nie pozwoliły.
Czy mieliśmy wątpliwości, co do drugiego gola Rusieckiego? Zawsze są, ale sędzia podjął taką decyzję i trzeba było się z tym pogodzić. Zrobiliśmy to i do końca mieliśmy szansę, żeby doprowadzić do wyrównania, niestety się nie udało – ocenia trener Artur Bożyk.
Komentarze