Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Trzecie zwycięstwo Górnika Łęczna na własnym stadionie

W tym sezonie Górnik jest na razie regularny, wszystko przegrywa na wyjazdach i wszystko wygrywa w Łęcznej. W sobotę z KSZO też zwyciężył, choć trzy punkty przyszły mu trudniej, niż w poprzednich meczach. Gola na wagę trzech punktów strzelił dopiero 85 min rezerwowy Rafał Niżnik.
Sobotnie spotkanie do złudzenia przypominało poprzednie u siebie, z tą różnicą, że gospodarzom tym razem udało się dwukrotnie pokonać bramkarza rywali. Jednak \"zielono-czarni” znowu stworzyli dużo sytuacji, z których zdecydowaną większość zaprzepaścili. W dodatku żadnego z goli nie strzelili zawodnicy za to teoretycznie odpowiadający, czyli Nildo, Adrian Paluchowski i Tomas Pesir. Mirosław Jabłoński wrócił do ustawienia z dwoma napastnikami, ale to goście pierwsi mogli wyjść na prowadzenie. Na szczęście Dawid Sołdecki w ostatniej chwili zastopował Wojciecha Białka. Ripostą łęcznian były trzy dogodne sytuacje Pesira. W jednej z nich, po podaniu piłki piętą przez Nildo, Czech kopnął w słupek. Bardzo ładnym strzałem z 30 m popisał się też Radosław Bartoszewicz, ale Michał Wróbel jeszcze ładniejszą paradą. Jednak KSZO wcale nie ograniczył swych poczynań do obserwowania akcji \"górników”. Przeciwnie, zespół z Łęcznej również znalazł się w opałach, kiedy bliscy zdobycia gola byli Jakub Cieciura i Krystian Kanaraski. Tuż przed przerwą przyjezdni zostali liczebnie osłabieni, bo kontuzji nabawił się Mikołaj Skórnicki. I łęcznianie mogli to wykorzystać. Obrońcy rywali dwukrotnie się pogubili, jednak Nildo nie potrafił wykorzystać tych błędów. Po zmianie stron KSZO znowu miał szczęście, kiedy po wrzutce Paluchowskiego W. Białek uderzył w słupek własnej bramki. W 48 min były gracz Motoru zachował się już prawidłowo, dośrodkował precyzyjnie z rzutu wolnego, a Rafał Lasocki główkował minimalnie niecelnie. Pięć minut potem z gola wreszcie cieszyli się \"zielono-czarni”. Z wolnego piłkę posłał Dejan Miloseski, ktoś przedłużył podanie, a całą akcję skutecznie zamknął głową Wallace Benevente. I gdy po kilku minutach sędzia wyrzucił Cieciurę, sprawa wydawała się już prosta. Nic bardziej mylnego. W 67 min Damian Nawrocik zakręcił obrońcami, piłka dotarła do Kanarskiego, który z 18 m nie dał szans Sergiuszowi Prusakowi. – Kto wygra mecz? – krzyknęli kibice zza bramki. W odpowiedzi usłyszeli echo. Gol wyrównujący musiał być dużym szokiem. Bo choć prosiło się o zastrzyk świeżości z zespole, trener Górnika cierpliwie czekał na korzystny obrót wydarzeń. Cierpliwości i optymizmu starczyło mu do 79 min, kiedy zrobił pierwszą zmianę i wprowadził na boisko Rafał Niżnika. Być może taką decyzję pozwolił mu podjąć jeden z fanów, który zawołał ironicznie: Trzymaj wynik Jabłoński, to dobry wynik! Za swój ruch trener otrzymał sowitą zapłatę. Pięć minut przed końcem, aktywny i szybki w sobotę Nildo, dośrodkował z prawej strony, a Niżnik ładnie złożył się do strzału i z bliska pokonał Wróbla. Górnik Łęczna – KSZO Ostrowiec Św. 2:1 (0:0) BRAMKI 1:0 – Wallace Benevente (53), 1:1 – Krystian Kanarski (67), 2:1 – Rafał Niżnik (85) SKŁADY Górnik: Prusak – Bożkow, Wallace, Sołdecki, Zasada – Paluchowski (79 Niżnik), Bartoszewicz, Miloseski (89 Nikitović), Nazaruk – Pesir (90+3 Szymanek), Nildo. KSZO: Wróbel – Dziewulski, Kardas, Dybiec, Lasocki – Cieciura, Skórnicki (46 Persona), J. Białek, W. Białek (86 Kapsa) –Nawrocik, Kanarski (80 Sobczyński). Żółte kartki: Miloseski, Paluchowski – Dziewulski, J. Białek, Cieciura, Kardas. Czerwona kartka: Cieciura (65 min, za drugą żółtą). Sędziował: Rafał Rokosz (Katowice). Widzów: 1500. Bramki: Wallace (53), Niżnik (85) - Kanarski (67). Górnik: Prusak – Zasada, Sołdecki, Wallace, Bożkow – Paluchowski (79 Niżnik), Bartoszewicz, Miloseski (89 Nikitović), Nazaruk – Nildo, Pesir (90+3 Szymanek). KSZO: Wróbel – Lasocki, Dybiec, Skórnicki (46 Persona), Kardas, W. Białek (86 Kapsa), Dziewulski, J. Białek, Cieciura, Kanarski (80 Sobczyński), Nawrocik. Żółte kartki: Miloseski Paluchowski - Dziewulski, J. Białek, Cieciura, Kardas. Czerwona kartka: Jakub Cieciura (KSZO, 64 minuta, za drugą żółtą). Sędziował: Rafał Rokosz (Katowice). • Po pana ładnym golu Górnik w ostatniej chwili wywalczył trzecie zwycięstwo na własnym stadionie. – Bardzo ładnie piłkę do mnie dorzucił Nildo. Cieszę się z tej bramki, a przede wszystkim ze zwycięstwa, bo to ono jest najważniejsze. • Po objęciu prowadzenia daliście sobie wbić wyrównującą bramkę i znowu zrobiło się gorąco. – Jeśli gra się w przewadze jednego zawodnika i traci gola, to pojawia się brak pewności. Na szczęście zdołaliśmy się przełamać i wyciągnąć wynik na 2:1. • Trzeci mecz u siebie i podobny scenariusz, atakujecie, stwarzacie sytuacje, których jednak nie potraficie wykorzystać. W efekcie końcówki robią się męczące i trzeba drżeć o wynik. – Ale wreszcie strzeliliśmy dwie bramki, więc chyba można powiedzieć o jakimś przełamaniu. Rzeczywiście dużo okazji mamy u siebie, których nie potrafimy zamienić ich na gole. Powinno być już lepiej, idzie ku dobremu. • Dwie bramki, a i tak zwycięstwo nie było przekonujące. – Nie było łatwe, to na pewno. Wystarczy popatrzeć na wyniki KSZO, na przykład jak grali z Pogonią Szczecin czy Piastem Gliwice. Dlatego to zwycięstwo, choć zasłużone, przyszło nam z trudem. Jak „odpalimy” już wszyscy, to nasze wygrane będą wreszcie wyższe. • Rola zmiennika odpowiada panu? – Jest dwudziestu zawodników i niektórzy nawet nie łapią się na ławkę rezerwowych. Takie jest życie piłkarza, że raz się gra, a raz nie. Ale jak już się wchodzi na boisko, to trzeba dać się siebie wszystko i zagrać jak najlepiej. • Kiedy przełamiecie się wreszcie na wyjeździe? Wygrywając tylko u siebie, trudno myśleć o miejscu w górze tabeli. – Sam chciałbym to wiedzieć (śmiech).

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama