Reklama
Huragan - Dwernicki 1:1. Wieniawa - Roztocze 3:1
Piłkarze Dwernickiego Stoczek Łukowski zremisowali na wyjeździe z Huraganem Międzyrzec Podlaski 1:1. Tym samym dopisali do swojego konta już czwarty punkt w tym sezonie.
- 23.10.2010 17:34
Co prawda, podopieczni Zbigniewa Drosio w dalszym ciągu plasują się na ostatnim miejscu w tabeli, ale cztery \"oczka” na koncie wyglądają znacznie lepiej niż zero. Oczywiście, piłkarze ze Stoczka Łukowskiego mają małe szanse na utrzymanie, lecz biorąc pod uwagę, że w pierwszych jedenastu kolejkach zanotowali komplet porażek, to za zwycięstwo z Wieniawą i remis z Huraganem, należą się im brawa.
Sobotnie spotkanie było stosunkowo wyrównanym widowiskiem. W pierwszej połowie lekką przewagę mieli goście, ale po przerwie inicjatywę przejęli podopieczni Andrzeja Mironiuka. Stworzyli sobie kilka klarownych sytuacji, ale wykorzystali zaledwie jedną.
W 75 min gola zdobył Sebastian Wereszczak. Asystę przy tym trafieniu zaliczył Jarosław Szczepaniuk, który przedłużył piłkę głową po dośrodkowaniu z lewej strony. Choć zdaniem gości, posłużył się inną częścią ciała.
– Moim zdaniem było tam ewidentne zagranie ręką. Podobnego zdania są też moi zawodnicy. Szkoda, że sędzia tego nie zauważył. Gdyby podjął właściwą decyzję, moglibyśmy pokusić się nawet o zwycięstwo – twierdzi Zbigniew Drosio, szkoleniowiec Dwernickiego.
W 85 min goście wyrównali. Krzysztof Skrzymowski na pełnej szybkości wpadł w pole karne, pozwolił się sfaulować, a arbiter nie wahał się i podyktował jedenastkę. Pewnym egzekutorem okazał się sam poszkodowany.
Wcześniej oba zespoły miały po kilka okazji do zdobycia bramki. W pierwszej połowie więcej stworzyli ich goście. W 18 min Michał Osiak otrzymał podanie z bocznego sektora boiska, zabrał się z piłką w pole karne i zdecydował się na strzał z 10 m.
Zabrakło mu jednak precyzji i futbolówka poszybowała obok bramki. W 30 min swoją okazję miał też Skrzymowski. Minął już nawet obrońcę, ale nie zdecydował się na uderzenie, lecz bardzo niedokładnie dośrodkował i szansa na trafienie została zaprzepaszczona.
Po przerwie inicjatywę przejęli gospodarze. W 38 i 55 min okazje do zdobycia bramki miał Radosław Klujewski. Za pierwszym razem uderzył jednak za wysoko, a później, w sytuacji sam na sam, przeniósł piłkę nad spojeniem słupka z poprzeczką.
W 65 min bliski zdobycia bramki był Wereszczak. Trafił jednak w słupek. Piłka wyszła w pole, ale nie było nikogo, kto mógłby ją dobić. W 78 min futbolówkę do siatki skierować mógł również Emil Chromik, ale jego uderzenie z 15 m w dobrym stylu obronił Robert Baczewski.
– Ten remis jest dla nas jak porażka. Z przebiegu meczu byliśmy lepszym zespołem, szczególnie w drugiej połowie. Stworzyliśmy sobie więcej klarownych sytuacji i powinniśmy wygrać – podsumował Andrzej Mironiuk, szkoleniowiec Huraganu.
Huragan Międzyrzec Podlaski – Dwernicki Stoczek Łukowski 1:1 (0:0)
Bramki: Wereszczak (75) – Skrzymowski (85 z karnego).
Huragan: Radzikowski – Cap (80 Rostek), Wajszczuk, J. Szczepaniuk, Korniluk, Chilimoniuk (70 Andrzejczuk), A. Szczepaniuk, Kwaśniewski, Grudziński (46 Chromik), Wereszczak, Klujewski.
Dwernicki: Baczewski – Konieczny, Kołodziej, Pawłowski, Trojanek (25 Czub), Pieńkus (70 Krukow), Kowalski (65 Dawidek), Osiak, Sudowski, Skrzymowski, Kajka (55 Matyjasek).
Żółte kartki: Wajszczuk, Korniluk, Chilimoniuk (H). – Konieczny, Matyjasek (S).
Sędziował: Artur Krasowski. Widzów: 100.
• W pierwszych jedenastu kolejkach nie zdobyliście ani jednego punktu. Tymczasem w dwóch ostatnich spotkaniach dopisaliście do swojego konta aż cztery \"oczka”. Jak to się stało?
– Najciekawsze jest to, że w sobotę zagraliśmy bardzo przeciętnie. Już z Wieniawą spisaliśmy się kiepsko, ale w Międzyrzecu było jeszcze gorzej. To było jedno z naszych najsłabszych spotkań w tym sezonie, ale udało się zremisować. Stało się tak w dużej mierze dlatego, że pomógł nam przeciwnik. Piłkarze z Międzyrzeca, podobnie jak lublinianie przed tygodniem, po prostu pozwolili nam na zdobycie punktów.
• W poprzednich spotkaniach graliście lepiej, ale przegrywaliście...?
– Brakowało nam szczęścia. A i rywale byli na dużo wyższym poziomie. Wieniawa czy Huragan to nie ta klasa, co Orlęta Radzyń Podlaski albo Huczwa Tyszowce.
• Wasza sytuacja cały czas jest jednak bardzo ciężka.
– Zdajemy sobie z tego sprawę. Utrzymanie w lidze będzie bardzo trudne do osiągnięcia, ale damy z siebie wszystko. Do końca rundy chcielibyśmy zdobyć jeszcze co najmniej trzy punkty. Sądzę, że to realny scenariusz. Tym bardziej, że ostatnie wyniki to dla nas powód do optymizmu.
• W sobotę kontuzji doznał Paweł Trojanek. Jak poważny to uraz?
– Najprawdopodobniej wyklucza go z gry do końca rundy. Paweł ma mocno zbity bark i jeszcze w trakcie meczu został odwieziony karetką do szpitala.
• Planujecie jakieś wzmocnienia w przerwie zimowej?
– Naszym priorytetem jest sprowadzenie wartościowego napastnika. To musi być ktoś, kto będzie wykorzystywał chociaż połowę sytuacji. Nie ukrywamy zresztą, że potrzebujemy zawodników niemal na każdą pozycje. Wiemy jednak, jakie mamy możliwości finansowe i ich nie zmienimy. Najważniejsze, aby nikt z tej drużyny nie odszedł, bo to by była dopiero tragedia. A jeżeli dodatkowo uda się wzmocnić kimś wartościowym, to będzie świetnie.
Wieniawa wreszcie zwycięska. Po sześciu spotkaniach bez kompletu punktów podopieczni Jerzego Wyroślaka zasłużenie pokonali Roztocze Szczebrzeszyn 3:1. Wszystkie bramki padły w drugiej połowie.
– Wreszcie dobrze zaprezentowaliśmy się w defensywie. Tego od dawna nam bramkowało – mówi Wyroślak. – Dzisiaj chłopcy zagrali jednak pewnie, nie popełniali indywidualnych błędów. Widać było, że stanowią kolektyw. I to przyniosło skutek. Roztocze nie stworzyło sobie zbyt wielu klarownych sytuacji i w efekcie zdobyło zalewie jedną bramkę – dodaje trener Wieniawy.
W 63 min strzelił ją Piotr Lipiec. Piłkarz Roztocza dobrze odnalazł się w zamieszaniu podbramkowym, mimo asysty dwóch obrońców dokładnie przyjął piłkę i skierował ją do bramki obok Andrzeja Zdunka.
Wcześniej pierwszego gola zdobyli jednak gospodarze.
Z rzutu rożnego ostro dośrodkował Jacek Wójcik. Piłka trafiła do Przemysława Puszki, a ten dokładnym uderzeniem głową w długi róg bramki otworzył wynik meczu. Kibicom Wieniawy na kolejne trafienie przyszło czekać do 77 min, kiedy dwójkową akcję Rafała Bielaka z Wójcikiem, wykończył ten pierwszy.
Trzy minuty później doszło do zmiany ról. Z prawej strony dośrodkował Bielak, a akcję zamknął Wójcik i było już 3:1. Tym samym pomocnik gospodarzy do dwóch asyst, dołożył również pierwsze trafienie.
– Pierwsza połowa należała do gości. Szczególnie dwadzieścia minut zaraz po rozpoczęciu gry – mówi Wyroślak.
– My mieliśmy problem ze złapaniem właściwego rytmu. Nie stwarzaliśmy zbyt wielu sytuacji i oddaliśmy inicjatywę rywalom. Na szczęście, nie potrafili tego wykorzystać. Po przerwie zagraliśmy zdecydowanie lepiej. W dużej mierze dzięki pojawieniu się na boisku Rafała Bielaka.
Wniósł sporo ożywienia i miał udział przy dwóch bramkach. Zwycięstwo cieszy mnie tym bardziej, że już od dawna nie zdobyliśmy kompletu punktów, a przed tygodniem zaliczyliśmy wpadkę z Dwernickim. Wreszcie się udało i to od razu w meczu szczególnej wagi – kończy szkoleniowiec gospodarzy.
– Wieniawa była lepsza i zwyciężyła zasłużenie. Zadecydowały o tym ambicja i determinacja. Zresztą, po samych kartkach widać komu bardziej chciało się grać – mówi Marek Pogódź, trener Roztocza.
– Moim piłkarzom zabrakło trochę woli walki. Gdyby zostawili na boisku więcej zdrowia, to pewnie udałoby się nam co najmniej zremisować. Tym bardziej, że po przerwie też mieliśmy swoje okazje. Gdyby Michał Rajtar i Piotrek Lipiec wykazali się większą skutecznością, to kto wie jakim rezultatem zakończyłoby się spotkanie – kończy Pogódź.
Wieniawa Lublin – Roztocze Szczebrzeszyn 3:1 (0:0)
Bramki: Puszka (52), Bielak (77), Wójcik (80) – Piotr Lipiec (63).
Wieniawa: Zdunek – Ścibior, Ręba, Boniaszczuk, Pszczoła, Demianiuk (46 Bielak), Bondarenko, P. Baran (80 Woleń), Wójcik, Walendziak (75 Jezierski), Puszka.
Roztocze: Paczos – Wachowicz (81 Pawluczuk), Tomasik, Paweł Lipiec, Grela, Rajtar, Rugała (58 D. Bielec), Antoszek, Chomicz (79 Rysak), Piotr Lipiec, Rozwadowski.
Żółta kartka: Ścibor, Ręba, Pszczoła, Jezierski (W). Sędziował: Grzegorz Jakuszko. Widzów: 150.
Reklama













Komentarze