Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Huragan - Roztocze 0:1, Stal - Lewart 1:0, Dwernicki - Unia 2:3

Kiedy Marek Pogódź przychodził do Szczebrzeszyna, założył sobie, że na koniec rundy jesiennej jego zespół musi mieć na koncie co najmniej czternaście punktów. W sobotę Roztocze pokonało Huragan 1:0, więc plan minimum został wykonany dwie kolejki przed czasem.
– Na wiosnę będziemy grać u siebie, więc o dobre rezultaty będzie zdecydowanie łatwiej – mówi Pogódź. – Ale w rundzie jesiennej również będziemy walczyć. Gramy jeszcze z Unią Bełżyce i Stalą Kraśnik. Szczególnie drugi z tych zespołów jest wymagającym przeciwnikiem, ale zrobimy wszystko, aby zagrać jak najlepiej. Jeżeli przed rozpoczęciem przerwy zimowej będziemy mieć kilka \"oczek” więcej, to zapewnimy sobie spokój na cały okres przygotowawczy – dodaje szkoleniowiec. Jedyną bramkę meczu zdobył w 70 min Piotr Lipiec. Najskuteczniejszy strzelec Roztocza nie zmarnował precyzyjnego podania Ernesta Chomicza, dokładnie przyjął sobie piłkę i ładnym strzałem podcinką pokonał Huberta Radzikowskiego. Goście okazje do objęcia prowadzenia stworzyli sobie już wcześniej. W 3 min gola powinien zdobyć Artur Lipski, ale z 3 m trafił głową wprost w bramkarza Huraganu. W 28 min ten sam zawodnik znalazł się sam na sam z Radzikowskim, ale i tym razem przegrał pojedynek. Swoje szanse mieli też \"żółto-niebiesko-czerwoni”. Żadnej z nich nie zdołali jednak wykorzystać. – Nasza sytuacja robi się coraz gorsza – mówi Arkadiusz Szczepaniuk, kapitan Huraganu. – Nie wygraliśmy już siedmiu kolejnych spotkań i dystans, jaki dzieli nas od peletonu stale rośnie. Nic dobrego nie wróży też fakt, że jesienią zagramy już tylko z Łukowem i Radzyniem Podlaski, a więc najlepszymi zespołami w lidze. Nie składamy jednak broni i zrobimy wszystko, aby zdobyć jeszcze jakieś punkty – dodaje. Mimo słabej dyspozycji Huraganu, posada szkoleniowca, Andrzeja Mironiuka nie jest zagrożona. – Trener cieszy się zaufaniem zarządu. Mamy młody zespół, który potrzebuje stabilizacji. Jestem przekonany, że z każdym kolejnym meczem będzie lepiej – powiedział Waldemar Czępiński, prezes klubu z Międzyrzeca Podlaskiego. Trzy punkty zostały w Kraśniku. I to mimo iż ośmiu zawodników Stali (m.in. Damian Petroń, Filip Drozd i Kamil Dydo) noc przed spotkaniem bawiło się na weselu Daniela Szewca. Sam kapitan zagrać nie dał rady, ale jego koledzy wyszli na murawę i spisali się całkiem przyzwoicie. Do 87 min utrzymywał się wynik 0:0. Wtedy jednak Artem Gryszyn odpłacił się działaczom za cierpliwość, jaką wykazali przy jego transferze. Ukraiński pomocnik, który kilka minut wcześniej pojawił się na murawie, dopadł do piłki, która odbiła się od poprzeczki po uderzeniu jego rodaka, Oleksandra Stadnickiego i skierował ją do siatki. Wcześniej oba zespoły nie stworzyły sobie wielu bramkowych okazji. W 23 min z rzutu wolnego minimalnie niecelnie uderzył najbardziej doświadczony zawodnik gości, Borys Kaczmarski. Tuż po rozpoczęciu drugiej części spotkania bliski pokonania golkipera \"biało-niebieskich” był Filip Drozd. Michał Wilkołek popisał się jednak dobrym refleksem, broniąc na raty jego uderzenie. W 71 min gola zdobył Lewart. Arbiter nie uznał go jednak, dopatrując się faulu na bramkarzu Stali, Marcinie Mańce. – Stworzyliśmy więcej sytuacji, byliśmy lepszym zespołem. Wydaje mi się, że wygraliśmy zasłużenie. Mecz był bardzo ciężki, dużo faulów, walki, spięć między zawodnikami. Dobrze, że nikt nie doznał kontuzji – stwierdził Jacek Nowoświatowski, kierownik gospodarzy. – Mieliśmy pecha. Co prawda Stal była nieco lepsza, stworzyła sobie więcej sytuacji, ale długo udawało się nam utrzymywać korzystny rezultat. W końcówce popełniliśmy jednak kilka głupich, indywidualnych błędów. Jeden z nich wykorzystali gospodarze i dlatego wygrali spotkanie – podsumował Arkadiusz Smolarz, trener Lewartu. Unia Bełżyce wygrała na wyjeździe z Dwernickim 3:2 i... ledwo zdołała wyjechać ze Stoczka Łukowskiego. Wszystko z powodu zachowania kibiców gospodarzy, którzy rozsierdzeni porażką i kilkoma decyzjami arbitra... – Prawie nas zaatakowali! Na szczęście pomogła nam policja. Byliśmy eskortowani z boiska do szatni, a później do autokaru. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie przeżyłem – mówi Tomasz Kamiński, trener Unii. – Nie mogliśmy nawet spokojnie zjeść obiadu. W trosce o własne zdrowie musieliśmy jak najszybciej ewakuować się z gorącego terenu. To, że udało nam się wygrać w takich okolicznościach to prawdziwy cud – dodaje. Niedzielny mecz dostarczył także wielu boiskowych emocji. Gospodarze wyszli na prowadzenie już w 9 min. Z rzutu wolnego uderzył Jarosław Pieńkus, bramkarz gości odbił piłkę, dopadł do niej Krzysztof Skrzymowski i pewnie skierował ją do siatki. W 50 min Unia doprowadziła do wyrównania. Gola ładnym uderzeniem z rzutu wolnego zdobył Paweł Bielak. Dziesięć minut później drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Skrzymowski. Dwernicki, grając w dziesiątkę pokazał charakter. W 71 min po dośrodkowaniu Damiana Czuba, piłkę do siatki skierował głową Rafał Kajka. Końcówka spotkania należała jednak do gości. W 73 i 80 min z rzutu rożnego dokładnie dośrodkowywał Bielak, a Mirosław Cioch dwa razy przystawił głowę i zapewnił zwycięstwo swojemu zespołowi.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama