Reklama
Zwycięstwa Orląt Radzyń Podlaski oraz Sparty. Remis w Łukowie
Znakomite spotkanie podopiecznych Rafała Wójcika. Radzyńskie Orlęta zagrały nie tylko efektownie, ale także efektywnie. Zdobyły sześć bramek, tracąc zaledwie jedną i pewnie pokonały Start Krasnystaw.
- 01.11.2010 04:00
Dość niespodziewanie wynik spotkania otworzyli goście. I to już w 4 min. Paweł Klimkiewicz podał do Sebastiana Sudoła, a ten popisał się ładnym, technicznym uderzeniem, po którym piłka wpadła w same okienko bramki strzeżonej przez Krzysztofa Stężałę. Orlęta wyrównały już dwie minuty później.
I trzeba przyznać, że był to również gol rzadkiej urody. Łukasz Kuśmirek uderzył z 25 m pod poprzeczkę, nie dając Sławomirowi Ryciowi szans na skuteczną interwencję.
Zaledwie dwieście czterdzieści sekund później gospodarze wyszli na prowadzenie. Po dośrodkowaniu Rafała Weja, piłkę do bramki skierował głową Patryk Czarnecki. Dla 17-letniego napastnika było to drugie trafienie w pierwszej drużynie Orląt. W 19 min ten sam zawodnik mógł podwyższyć na 3:1, ale dobrą interwencją popisał się Ryć. Przy dobitce Pawła Pliszki, bramkarz Startu nie miał już jednak nic do powiedzenia.
Po przerwie gospodarze kontynuowali swój strzelecki popis. W 69 min kibice zobaczyli kolejne efektowne trafienie. Patryk Szymala zagrał do Mateusza Puły, a ten strzałem z 20 m z powietrza podwyższył na 4:1. Kolejna bramka padła trzynaście minut później.
Po dośrodkowaniu Pliszki, zdobył ją Kamil Grochowalski, który zamknął akcję uderzeniem z 5 m. Niespełna sześćdziesiąt sekund później wynik spotkania ustalił Piotr Brzostek. Napastnik Orląt wykorzystał dobre podanie Weja i ku rozpaczy Rycia oraz jego kolegów z drużyny skierował futbolówkę do siatki.
– Gospodarze byli zdecydowanie lepsi pod każdym względem – mówi Jarosław Góra, szkoleniowiec Startu. – My niestety po raz kolejny nie wytrzymaliśmy fizycznie. Dzieje się tak, dlatego, że nie wszyscy zawodnicy regularnie trenują. Część z nich przestraszyła się chyba rywala. W ten sposób, podchodząc do meczu bojaźliwie, nie można niczego osiągnąć. Do tego doszły również indywidualne błędy. Znowu popełniliśmy ich zbyt dużo – zakończył trener przegranej drużyny.
Jacek Ziarkowski znowu poprowadził Spartę. Doświadczony zawodnik, który już wcześniej pełnił rolę szkoleniowca zespołu z Rejowca Fabrycznego, wrócił na ławkę trenerską. No, może nie do końca na ławkę, bo popularny \"Ziaro” pełne dziewięćdziesiąt minut przebywał na boisku.
Nowy, stary trener pomógł drużynie w przerwaniu kryzysu. W pięciu ostatnich ligowych spotkaniach \"zielono-biało-czerwoni” nie potrafili odnieść zwycięstwa. Udało się dopiero z Orionem.
Pomimo korzystnego wyniku na początek, Ziarkowski nie wie jeszcze, czy poprowadzi zespół również wiosną. – Na razie umówiliśmy się, że tymczasowo zastąpię Modesta (Boguszewskiego – red.). O tym, co będzie dalej przekonamy się zapewne dopiero w przerwie zimowej, po kolejnych obradach zarządu – twierdzi były napastnik m.in. Hetmana Zamość i Groclinu Grodzisk Wielkopolski.
Jedynego gola sobotniego spotkania zdobył Roman Rossa. Doświadczony pomocnik okazał się pewnym egzekutorem rzutu karnego, podyktowanego za faul Sebastiany Pydy na jednym z zawodników Sparty. – O naszej porażce zadecydował głupi błąd. Niestety, ale zostaliśmy z dwunastoma zawodnikami i trener musi kombinować ze składem – powiedział Andrzej Gutek, pomocnik Orionu.
Kibice, którzy w niedzielę pofatygowali się na stadion w Łukowie mogą być rozczarowani. Spotkanie Orląt z Wieniawą Lublin nie było porywającym widowiskiem. Remis to wynik, do którego żadna ze stron nie może się przyczepić. Chociaż...
– Mieliśmy więcej klarownych sytuacji – mówi Robert Różański, trener zespołu z Łukowa. – Brak zwycięstwa, to \"zasługa” słabej skuteczności. Gdybyśmy wykorzystali choć jedną okazję, to nasze humory byłyby zupełnie inne – dodaje.
Szkoleniowiec \"żółto-czerwonych” ma rację, narzekając na nieskuteczność swoich zawodników. Już w 3 min gola powinien zdobyć Artur Gaj, ale mając przed sobą tylko bramkarza, uderzył nad poprzeczką. Dziesięć minut później przed podobną szansą stanął Patryk Romaniuk. Niestety, on także nie potrafił skierować futbolówki do siatki.
Okazje do strzelenia goli miała też Wieniawa. Obie w drugiej połowie. Najpierw, w 65 min Rafał Bielak minimalnie niecelnie uderzył z rzutu wolnego. Z kolei w 80 min Michał Walendziak zmarnował kontrę, w której goście wychodzi pięciu na trzech.
– Cieszymy się z punktu, bo zagraliśmy nieźle. Nie broniliśmy się przez cały mecz. Próbowaliśmy kontratakować. Niestety, nie udało się zdobyć gola. Mimo to, musze pochwalić swoich zawodników, bo widać było, że chce im się grać – kończy Jerzy Wyroślak, trener Wieniawy.
Reklama













Komentarze