Pracownik salonu gier wymyślił napad i kradzież 13 tys. złotych
Przed dwa dni policjanci szukali bandyty, który rzekomo napadł na salon gier w okolicy dworca PKS w Lublinie. Okazało się, że rabunku nie było a pieniądze przywłaszczył pracownik, który chciał w ten sposób spłacić długi.
- 09.11.2010 10:25
48-letni mężczyzna zgłosił się na policję w niedzielę. Twierdził, że tego dnia rano do lokalu wszedł klient. Najpierw chciał rozmienić pieniądze a potem prysnął mu w oczy miotaczem gazu i uderzył. Napastnik miał zabrać metalową kasetkę z blisko 13 tys. złotych.
Pracownik salonu nie był w stanie opisać napastnika. Policjanci zaczęli wątpić w jego relację.
- Podczas przesłuchania mieszkaniec Lublina przyznał się w końcu, że całą historię wymyślił – mówi Arkadiusz Arciszewski, z KWP w Lublinie. - A wszystko dlatego, że nie miał pieniędzy na pokrycie własnych długów. Odpowie za składanie fałszywych zeznań i zawiadomienie o niepopełnionym przestępstwie.
Reklama
Komentarze