ROZMOWA Z Simonem Ammanem, czterokrotnym mistrzem olimpijskim
Michał Beczek
23.01.2011 17:51
• Nie wstyd panu? Zepsuł pan święto Adamowi Małyszowi. To przecież on miał zwyciężać w Zakopanem.
– Wygrał przecież w piątek, więc nie jest chyba aż tak źle. (śmiech) A swoją drogą, to chyba wina kibiców. W drugiej serii za słabo dmuchali Adamowi pod narty i bez odpowiednich warunków nie mógł daleko odlecieć. Zawsze marzyłem, aby wygrać w Zakopanem, przy tej fantastycznej publice. Wiedziałem, że to będzie bardzo ciężkie zadanie, ale w sobotę udało mi się je zrealizować. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.
• Forma idzie w górę. Akurat teraz, kiedy zbliżają się mistrzostwa świata w Oslo...
– Nie ukrywam, że złoty medal w tej imprezie to mój główny cel sezonu.
• Kto będzie pana głównym rywalem w walce o złoto?
– Nie da się wymienić jednego zawodnika. Groźni będą Austriacy z Thomasem Morgensternem i Andreasem Koflerem na czele, Norwegowie i oczywiście Adam Małysz. Może też okazać się, że w ostatniej chwili ktoś wyskoczy z formą i pokrzyżuje nam wszystkim plany.
• Dogonienie Morgensterna w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest jeszcze realne?
– Thomas ma bardzo dużą przewagę. Musiałby się chyba zdarzyć cud, żeby nie zdobył Kryształowej Kuli . Może, gdyby konkursy w Japonii ułożyły się po mojej myśli, to miałbym jeszcze jakąś szansę na doścignięcie lidera. Nie dość, że pozycje, które tam zająłem pozostawiły wiele do życzenia, to jeszcze mam problemy ze spaniem po zmianie strefy czasowej. Budzę się po godz. 6, znowu zasypiam i tak na okrągło. Na szczęście, w sobotę dzięki skokowi w kwalifikacjach chyba na dobre się przebudziłem.
• Niedawno pojawiły się głosy, że po mistrzostwach świata w Oslo Simon Amman zakończy karierę.
– No cóż, nie można skakać wiecznie. Na razie koncentruję się na tym, aby z jak najlepszej strony pokazać się w Norwegii. To, co wydarzy się później, w dużej mierze będzie zależało od losu. Jeżeli zdecyduję się nadal skakać, to przynajmniej przez trzy lata, do Igrzysk Olimpijskich w Soczi.
• W słabej dyspozycji jest ostatnio Andreas Kuettel, który podobno także rozważa zakończenie kariery. Jeżeli obaj odeszlibyście na emeryturę, szwajcarskie skoki w zasadzie przestałyby istnieć.
– To także będę brał pod uwagę podejmując jakąkolwiek decyzję. W pewien sposób czuję się odpowiedzialny za tę dyscyplinę sportową. Zdaje sobie sprawę, że obecnie w naszym kraju jest Amman, Kuettel, a potem długo, długo nic. Moim marzeniem jest wychowanie następcy, który z powodzeniem reprezentowałby kraj na arenie międzynarodowej.
Komentarze