Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Nasz cykl: Dziewczyny z Kaliny, chłopaki z Krochmalnej

Do szkoły z romskimi dziećmi przez most na Czerniejówce

Urodziłem się i wychowałem w drewnianym, przedwojennym domu na rogu ulicy Sosnowej i Źródlanej. Do dzisiaj pamiętam zapach żużla kotłowego, którym wysypana była droga na lubelskim Kośminku. Dla mnie to zapach dzieciństwa i dorastania – wspomina pan Henryk.
Do szkoły z romskimi dziećmi przez most na Czerniejówce
Czerniejówka od ulicy Wspólnej

Autor: STANISŁAW MICHALCZUK

Nasz dom był niewielki, ale wygodny i przytulny. Oczywiście nie było z nim żadnych wygód, to były lata powojenne. Wodę pompowało się na Sosnowej, a dom ogrzewała „koza”. Ale mieliśmy piękny ogród z drzewami owocowymi, a latem było w nim dużo kwiatów. Nasza działka ogrodzona była drewnianym płotem, prowadziła do niej drewniana furtka. 

Wspólnota

Najbliżej mieliśmy do ulicy Pawiej, Żelaznej i Wspólnej. Na Pawiej mieszkali Romowie. Z romskimi dziećmi chodziliśmy do Szkoły Podstawowej nr 16 na ulicę Kunickiego. Żeby się tam dostać, trzeba było przejść przez łąki i most na Czerniejówce. Ten most był naszym łącznikiem z miastem. 

Do szkoły chodziliśmy wszyscy razem, całą grupą dzieci. Nasza droga powrotna przez łąki często trwała wiele godzin: ganialiśmy się, graliśmy w piłkę, to był czas zabawy i relaksu. Byliśmy bardzo zintegrowani z Romami, nie było między nami żadnych różnić. Wspólnie się uczyliśmy i bawiliśmy. Przejawy dyskryminacji pewnie się zdarzały, ale to były pojedyncze przypadki. Byliśmy dziećmi, łączyły nas zainteresowania, zabawa i szkoła. Kiedy byłem w siódmej klasie oddano do użytku nową podstawówkę nr 15 przy ulicy Pawiej. Tutaj miałem już bardzo blisko i skończyły się wędrówki przez łąki. Ale przyjaźnie z romskimi dziećmi przetrwały też w nowej szkole. 

Melasa do rzeki, buraki na placki 

Jesienią biegaliśmy razem na ulicę Kunickiego, żeby zbierać buraki cukrowe, które wypadały z wozów w drodze do cukrowni. Zanosiliśmy te buraki naszym matkom, a te piekły z nich pyszne placki. Co do cukrowni, to spuszczano stamtąd zużytą melasę cukrową prosto do Bystrzycy. To zatruwało wodę, ryby ginęły. 

Kąpaliśmy się w Czerniejówce, która była płytką, bezpieczną rzeką. Teren Kośminka był nachylony w kierunku rzeki, tam spływała woda deszczowa, była naturalna retencja. Ale przy dużych ulewach rzeka podnosiła się do wysokości 1 metra i występowała z koryta. Zalewała przyległe do rzeki działki i domy. 

Poza kąpielami w rzece mieliśmy dużo innych rozrywek. Po pierwsze piłka nożna. W budynku naszej szkoły przy Kunickiego mieściły się jeszcze dwie inne szkoły: nr 1 i nr 14. Mieliśmy wspólne duże boisko i na tym boisku po lekcjach rozgrywaliśmy mecze międzyszkolne w nogę. Do wieczora tak można było grać. A później przez łąki i most do domu. Często wracałem późnym wieczorem, jak było całkiem ciemno. 

Muzyka z głośnika, żużel na Zygmuntowskich

A w domu – tu ciekawostka – nie mieliśmy prądu. Lekcje odrabiałem przy lampie naftowej. Lampa była jedna na cały dom, klosz często pękał i bywało, że w ogóle nie było światła. Dlatego najczęściej lekcje odrabiałem następnego dnia w szkole. Zawsze jakoś zdążyłem. 

Ale za to do naszych domów na Kośminku podłączono głośniki, z których nadawano wiadomości, audycje i muzykę. Każdy dom miał taki głośnik, który nadawał cały dzień, więc nie byliśmy odłączeni od cywilizacji. 

Ja byłem bardzo aktywny w szkole, działałem w samorządzie, byłem drużynowym w harcerstwie. Ale najbardziej lubiłem żużel. Na wyścigi żużlowe chodziło się na stadion przy Zygmuntowskich. To była wielka atrakcja, tym bardziej, że lubelski żużel święcił wtedy triumfy. Niezapomniany Włodzimierz Szwendrowski, dwukrotny mistrz Polski z Lublina był naszym idolem. Nie było trybun, ławek, widzowie stali na nasypie. W połowie meczu otwierano bramę i wpuszczano na stadion ludzi za darmo. Najwięcej było młodzieży i dzieci. Pamiętam ten charakterystyczny zapach palonego żużla z kotłowni. Kojarzy mi się z tymi wielkimi emocjami i świętowaniem zwycięstw lubelskich żużlowców. 

Machulski i Szczepanik

Nieopodal był Park Ludowy. Właściwie to nie był żaden park, tylko zaniedbany podmokły teren gęsto porośnięty roślinnością, który ciągnął się aż do cukrowni. Hodowałem w domu króliki, więc przychodziłem tu zbierać dla nich koniczynę. 

Jeszcze co do rozrywek. Przy Placu Bychawskim było kino Robotnik. Bilet kosztował 1,35 zł i w każdą niedzielę chodziliśmy na seanse filmowe dla dzieci. Natomiast przy Kunickiego był Dom Kultury Kolejarza ze sceną widowiskową i tu już w późniejszych latach występował m.in. Jan Machulski i Stanisław Mikulski. To byli młodzi aktorzy, dopiero rozpoczynający swoje kariery. 

Na ulicy Piaskowej mieszkał zaś Piotr Szczepanik – mój rówieśnik. Swoją estradową karierę rozpoczął w Lublinie w kabarecie Czart w Czarciej Łapie. 

Kamieniczka przy Żelaznej 1 (już nieistniejąca), fot. S. Michalczuk 

Co zostało po wojnie

Z naszych okien widać było obóz koncentracyjny na Majdanku. Pilnował go jeden strażnik. Wszystkie baraki pozostały w takim stanie, w jakim opuścili je więźniowie, wszystko w nich zostało. Buty, walizki, osobiste przedmioty. Rodzice nie pozwolili nam tam chodzić. To było miejsce, które budziło smutek, grozę i lęk. I wśród ludzi i wśród psów, bo obok obozu ulokował się hycel. Jeździł po ulicach Lublina i wyłapywał bezpańskie psy. A tych było po wojnie bardzo dużo. Wygłodniałe, podchodziły pod domy w poszukiwaniu pożywienia. To faktycznie był problem i zagrożenie w tamtym okresie, bo te wygłodniałe psy bywały agresywne. 

W naszej okolicy był tylko jeden sklep spożywczy i jeden mięsny. Na większe zakupy chodziliśmy na targ przy Kunickiego i Piaskowej. Do kościoła też było daleko. Ja zostałem ochrzczony i przystąpiłem do pierwszej komunii w kościele AVE, przy ulicy Fabrycznej. To była ruchliwa ulica, tu były sklepy, punkty usługowe, bary. Ale ja najbardziej zapamiętałem bar na rogu Kunickiego i 1 Maja, na tzw. „klinie”. Tam się chodziło na śledzika, jajeczko i setkę. Ale to już były zupełnie inne czasy – młodości, zabawy i poznawania dorosłego życia. 

Dawna fabryka knotów i lamp Carbo-Lumen na ulicy Długiej 11, fot. S. Michałczuk

Historia Kośminka

Lubelska dzielnica Kośminek usytuowana jest w południowo wschodniej części miasta, na prawym brzegu rzeki Czerniejówki i obejmuje obszar wykraczający poza historyczny Kośminek, wraz z dawną wsią i folwarkiem Bronowice – teren u zbiegu rzeki Czerniejówki i Bystrzycy, część wsi Tatary i Majdan Tatarski - północną cześć dzielnicy, grunty wsi Majdanek Tatarski.

W poł. XIX w. z części gruntów wsi Bronowice utworzono osadę przemysłową „Kośminek”. W 1861 r. przemysłowiec Michał Kośmiński wybudował pierwszy w Lublinie młyn parowy przy ul. Garbarskiej 3 i od jego nazwiska nazwano tę część dzielnicy. Osada zwana młyńską rozrastała się wzdłuż ul. Garbarskiej, gdzie naprzeciw młyna założona została garbarnia Luchta, stąd nazwa ulicy. W pobliżu powstały zakłady odlewnictwa żelaznego – stąd nazwa ul. Żelaznej, a przy ul. Długiej fabryka knotów i w końcu XIX w. koszary podoficerów piechoty carskiej. Ul. Długa stanowiła główną ulicę historycznego Kośminka. Na południe „rozciąga” się robotnicza dzielnica mieszkaniowa o zwartej zabudowie czynszowej, stopniowo przechodząca w dzielnicę robotniczych domów spółdzielczych – ul. Wspólna i jednorodzinnych domków robotniczych z ogródkami z okresu międzywojennego. Do 1939 r. zabudowa sięgała do ul. Krańcowej. W latach 50. XX w. wzdłuż ul. Męczenników Majdanka powstała dzielnica domków jednorodzinnych, a w latach 60. osiedle mieszkaniowe, a na jego tyłach aż do ul. Wilczej - dzielnica jednorodzinnych willi. Obecnie do Kośminka należy teren byłego obozu hitlerowskiego Majdanek, założonego na terenach osady czyściciela miejskiego – potem hycla miejskiego.

Źródło: „Studium naukowo-historyczne Lublin – Przedmieścia” z lat 1971-1972, część dot. dzielnicy Kośminek opr. przez Stanisława Michalczuka i Jadwigę Teodorowicz-Czerepińską. 

Przedwojenna zabudowa na Kośminku

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama