Na pytania mieszkańców odpowiadali specjaliści planowania przestrzennego, ochrony środowiska, ornitologii, akustyki i przedstawiciele inwestora, który pod Tomaszowem Lubelskim chce wybudować farmę wiatrową. Nie wszystkich jednak przekonali.
Leszek Wójtowicz
13.07.2011 14:46
Dyskusje publiczne odbyły się w Tomaszowie Lubelskim oraz Jarczowie. W tej pierwszej wzięło udział ok. 60 osób.
Przedstawiciel inwestora, Elektrowni Wiatrowej Kresy I, opowiedział zebranym, czym zajmuje się jego firma. – Naszym zadaniem jest nie tylko przygotowanie projektu i budowa farmy wiatrowej. Ale też zarządzanie nią przez cały okres jej eksploatacji – tłumaczył Tomasz Guzowski z EDP Renewables.
Głos zabrali też planiści z firmy Budplan i Jacek Szulczyk, akustyk specjalizujący się w badaniu akustycznego oddziaływania farm wiatrowych. Szulczyk wygłosił wykład na temat dźwięku turbin i wielokrotnie podnoszonego przez uczestników, tematu infradźwięków i ich wpływu na zdrowie człowieka.
– Dla każdego projektu farmy wiatrowej wykonuje się indywidualnie specjalistyczne badania, określające jej potencjalne oddziaływanie. Wyniki takiej analizy zależą m.in. od ukształtowania terenu, rodzaju podłoża, typu turbiny itp. Przez to dla jednych farm wiatrowych minimalna odległość od zabudowań będzie wynosić 300 m, a dla innych 500 m – tłumaczył Szulczyk.
Zebrani na sali mieszkańcy pytali m.in. o odległości od zabudowań, wpływ turbin na zwierzęta i ptaki oraz poziom dźwięku. Nie brakowało osób popierających inwestycję.
– Jeżeli ma na tym zarobić gmina z tytułu podatków oraz rolnicy za dzierżawę działek, to nie ma się czego bać – stwierdza pan Tadeusz.
Ale eksperci nie wszystkich przekonali.
– To skandal, że wcale nie poruszono sprawy umów pomiędzy rolnikami i inwestorem – mówi Grzegorz Charkot z Chorążanki, który stoi na czele Stowarzyszenia \"Stop Wiatrakom”.
– Nasze stwierdzenie, że lokalizacja została odrzucona przez zamojski oddział Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska zostało bez echa. To, że ludzie nie godzą się na bliską lokalizację wiatraków ani inwestora, ani gminy nie interesuje.
Co na to inwestor?
– Dobrą praktyką, którą stosujemy przy naszych projektach, jest konsultowanie umów z gminną kancelarią prawniczą, żeby każdy z mieszkańców miał pewność, że umowy są bezpieczne – mówi Jerzy Kalinowski, dyrektor ds. rozwoju projektów EDP Renewables.
– Odpowiednia lokalizacja farm wiatrowych jest też w naszym interesie. Jeśli wiatrak stałby zbyt blisko domu, to grozi mu czasowe wyłączenia lub ograniczenie pracy.
Ambitne plany na wiatraki
EDP Renewables chce postawić w Chorążance, Majdanie Górnym, Przeorsku i Rudzie Wołoskiej 10 turbin wiatrowych o mocy 1,8 MW każda. Kolejnych 18 planowanych jest w sąsiedniej gminie Jarczów.
Komentarze