Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Spadkobiercy Rojowskich od 13 lat walczą o pałac w Bystrzycy

Od 13 lat spadkobiercy właściciela pałacu w Bystrzycy koło Lublina walczą o odzyskanie rodzinnego majątku. Mimo że już dwukrotnie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił decyzję lubelskich urzędników, końca sprawy nie widać.
– Już od 1998 roku piszemy pisma do różnych urzędów, że chcemy odzyskać pałac i żeby nie inwestować w ten obiekt –zaznacza dr Andrzej Rojowski z Lublina, jeden ze spadkobierców majątku \"Bystrzyca”. – Od tego czasu trwa przepychanka między Starostwem Powiatowym w Lublinie, Urzędem Wojewódzkim a Ministerstwem Rolnictwa. Nikt nie chce nam tego pałacu oddać, a taki obiekt w odległości ok. 15 km od Lublina to niebywała gratka. Majątek Rojowskich w Bystrzycy w gminie Wólka Lubelska został przejęty przez Skarb Państwa 67 lat temu, na podstawie Dekretu PKWN z dnia 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej (patrz ramka). Od ponad 30 lat w pałacu funkcjonuje ośrodek dla chorych dzieci. Zdaniem spadkobierców dwór, pobliskie zabudowania i park zostały nieprawidłowo zakwalifikowane jako nieruchomość ziemska. Wobec tego, ich zdaniem, majątek nie podlega pod dekret PKWN. Gdyby tak uznali urzędnicy, dałoby to rodzinie możliwość do ubiegania się o zwrot pałacu przed sądem cywilnym. Tymczasem do tej pory wojewoda lubelski odmawiał stwierdzenia, że pałac i park nie podpadał pod przepis z 1944 r. – Już dwukrotnie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nie przychylił się do decyzji wojewody, że pałac nie powinien być zwrócony. Ostatni wyrok jest z marca tego roku – zaznacza Rojowski. – Lubelski Urząd Wojewódzki nie udowodnił, że został on odebrany naszej rodzinie zgodnie z prawem. Innego zdania są urzędnicy. – Do tej pory nie badaliśmy związku funkcyjnego, czyli czy pałac stanowił siedzibę zarządcy majątku czy też było to tylko miejsce reprezentacyjne – przekonuje Małgorzata Tatara, rzecznik prasowy wojewody lubelskiego. – W toku prowadzonego postępowania nie przedstawiono nam dokumentów, które potwierdzałyby, że majątek nie podpadał pod ten dekret. Sprawa wróciła do urzędników wojewody. – Jest w toku – dodaje Tatara. Tymczasem na ciąg dalszy czekają nie tylko spadkobiercy. – Dobrze byłoby, żeby zapadła jakaś decyzja, kto ostatecznie może czuć się gospodarzem na tym terenie – stwierdza Paweł Pikula, starosta lubelski. – Z drugiej jednak strony nie wyobrażam sobie, gdybyśmy mieli oddać ten pałac rodzinie i przenosić stąd młodzież. Już wcześniej ponieśliśmy koszty adaptacji tego budynku na potrzeby ośrodka. – My nie chcemy tych dzieci wyrzucać – zapewnia Rojowski. – Przecież możemy się w tej sprawie porozumieć. Skoro już tyle lat czekamy na odzyskanie tego pałacu, to możemy poczekać jeszcze kolejne 5 lat, żeby w tym czasie władze powiatu mogły znaleźć jakieś inne miejsce dla tego ośrodka. Starostwo zapewnia, że na razie nie planuje żadnych działań inwestycyjnych związanych z tym obiektem.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama