Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Poniatowa: Sprzedali dług Domu Samotnej Matki firmie windykacyjnej

Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej w Poniatowej sprzedało dług za ogrzewanie Domu Samotnej Matki firmie windykacyjnej. Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta w Lublinie, które prowadzi placówkę dowiedziało się o tym po dwóch miesiącach.
Poniatowa: Sprzedali dług Domu Samotnej Matki firmie windykacyjnej
Gmina, która nie ma pieniędzy na remont nieruchomości przekazała budynek PGK. Co z nim się stanie bę
W Domu Samotnej Matki mieszka 27 osób. To matki z dziećmi oraz starsze samotne kobiety. Placówka działa na mocy umowy między gminą a towarzystwem, która obowiązuje do 2014 r. A dług, to 28 tys. zł. Małgorzata Jocek, prezes Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w Lublinie prosiła o rozłożenie długu na raty. – Byłam u prezesa Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Poniatowej. Powiedział, że nie mamy, o czym rozmawiać. Mam to nawet na piśmie – zaznacza Jocek. – Sprzedał dług, bo chciał po prostu na nas zarobić – dodaje. Piotr Kowalski, prezes PGK zaprzecza. – To ewidentne kłamstwo. Sprzedałem dług firmie windykacyjnej, bo nikt z towarzystwa nie podjął żadnych rozmów o spłacie ratalnej – zapewnia Kowalski. – Ile jeszcze miałem czekać na pieniądze? Małgorzata Jocek przyznaje, że wpłaty nie były regularne. – Płacimy wtedy, kiedy mamy. Raz kilkaset złotych, innym razem kilka tysięcy. W tym roku było kilka wpłat, ale większą sumę wpłaciliśmy dopiero w sierpniu. Wtedy wpływają pieniądze z \"jednego procenta”, który przekazują ludzie rozliczając PIT–y – tłumaczy Jocek. – Nie mieliśmy pojęcia, że dług został sprzedany i wpłacaliśmy pieniądze na konto PGK. A we wrześniu przyszło pismo od firmy windykacyjnej, która od lipca naliczała nam odsetki. Do spłaty zostało jeszcze ok. 5 tys. zł plus odsetki, ok. 800 zł. – A przecież te pieniądze na odsetki można było przeznaczyć na jedzenie dla podopiecznych – dodaje Jocek. – Jak tak można postępować? Najbardziej ucierpią na tym dzieci. Czujemy się tu bezpiecznie jak w prawdziwym domu – podkreśla pani Anna, która mieszka w ośrodku od 4 lat. – Gdyby nie ten dom wylądowałabym na ulicy. Mam małe dziecko, a na razie nie mam szans na inne lokum, muszę tu zostać. Jeśli zamkną dom nie wiem co zrobię – dodaje Agnieszka Czerniak, która mieszka w placówce od roku. Lilla Stefanek, burmistrz Poniatowej nie widzi w sprawie nic złego. Przyznaje, że sama namawiała prezesa PGK, żeby egzekwował jak największe należności. – Nie ma znaczenia, jaka to jednostka, dłużnikom nie można pobłażać – podkreśla Stefanek.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama