ROZMOWA Z Grzegorzem Dzikowskim, trenerem LW KMŻ Lublin
Marek Wieczerzak
02.10.2011 23:04
Grzegorz Dzikowski w trakcie sezonu zmienił Rafała Wilka na stanowisku trenera Lubelskiego Węgla KMŻ
• Poprowadzi pan Lubelski Węgiel KMŻ w sezonie 2012?
– Jest za wcześnie na taką deklarację. Poza tym decyzja w tej sprawie należy do zarządu. Na pewno po takim sukcesie chciałbym pracować tu dalej, bo są perspektywy.
• Czyli jest pan zadowolony z warunków pracy w Lublinie?
– Mój pobyt tu wspominam bardzo dobrze. Wykonałem swoje zdanie. Uzyskaliśmy awans. Przegraliśmy tylko jeden z dziewięciu meczów. Współpraca z prezesem Dariuszem Sprawką układała się bardzo dobrze. Każdy z nas miał swoje zadania do wykonania i nikt nikomu w drogę nie wchodził. Oczywiście konsultowałam pewne sprawy z zarządem, ale ostateczna decyzja i tak należała do mnie.
• Pana przyjście odmieniło zespół. Jedyną wpadką było straszne lanie w Pile.
– Byłem bardzo zły, że przegraliśmy tak dużą różnicą punktów. Ale z perspektywy czasu myślę, że dobrze się stało. Dostaliśmy zimny prysznic, który był sygnałem, że jeszcze nie wszystko funkcjonuje tak jak powinno, że jest jeszcze coś do poprawienia w zespole. Porażka w Pile zmobilizowała mnie do jeszcze lepszej pracy i przyszły efekty, bo potem wygraliśmy już wszystkie mecze. Zwycięstwo z Polonią mogło nas za bardzo uspokoić i sprawić, że gdzieś po drodze przytrafi nam się jakaś wpadka.
• Ten awans to dla pana największy sukces w karierze trenerskiej?
– Nie, bo jeszcze większe oczekiwania i zdecydowanie większe ciśnienie było w Gdańsku. W 2003 roku po spadku z ligi wróciliśmy do niej w ciągu jednego sezonu, pokonując Gorzów. Wtedy były takie komentarze, że weszliśmy do ligi jak walec.
• Jakich żużlowców potrzeba teraz do składu KMŻ żeby spokojnie utrzymać się w I lidze?
- Najlepszych (śmiech – przyp. red.). A tak poważnie to wszystko zależy od pieniędzy, jakimi będzie dysponował klub w przyszłym roku. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Dlatego dopiero jak będzie wiadomo, jaki jest budżet, i jakie cele zostaną nakreślone, można kompletować skład.
• Ma pan już kogoś na oku? Podobno Daniel Jeleniewski chce wrócić do Lublina.
- Jesteśmy świeżo po sukcesie i za wcześnie żeby o tym mówić. Oczywiście nie spoczęliśmy na laurach i pewne nazwiska są w kręgu naszych zainteresowań, ale nie chcę o nich mówić.
• Zawodnicy mają już wolne, czy jeszcze trochę ich pan pomęczy przed zimą?
- Zawodnicy udali się już na zasłużone urlopy. Choć jeśli ktoś zechce trenować indywidualnie to nie mam nic przeciwko temu. Podobnie zresztą jest z udziałem w turniejach. Dopóki jest ładna pogoda nic nie stoi na przeszkodzie żeby jeździć w tych zawodach.
Komentarze