O tym, że zabawa fajerwerkami nie popłaca przekonali się trzej kibice Orląt Łuków, którzy w trakcie niedzielnego meczu z Ruchem Ryki rzucili na boisko petardy. Policja zatrzymała sprawców, którzy od razu wylądowali w komisariacie.
Marek Wieczerzak
05.10.2011 18:31
– 17-sto i 21-letni mieszkańcy powiatu łukowskiego złożyli wyjaśnienia i przyznali się do winy. Dobrowolnie poddali się karze grzywny 2 tysięcy złotych.
Trzecim sprawcą okazał się nieletni mieszkaniec Łukowa. Jego sprawa zajmie się Sąd Rodzinny i Nieletnich – informuje Marek Niedbalski, rzecznik policji w Rykach.
To nie koniec, bo konsekwencje poniesie teraz prawdopodobnie klub z Łukowa, który odpowiada za swoich kibiców. Sprawą zajmie się dziś Wydział Dyscypliny Lubelskiego Związku Piłki Nożnej.
– Zapoznamy się z protokołem sędziego oraz raportem obserwatora tego meczu i na podstawie tych dokumentów podejmiemy decyzję o karze – mówi Andrzej Kuśmierczyk, sekretarz WD LZPN.
W podobnym przypadku w III lidze, który miał miejsce niedawno w Kraśniku, LZPN ukarał Stal karą 500 zł za wybryki swoich kibiców.
– To drugi raz w tym sezonie, kiedy kibice rzucają petardy na boisko. Ale mamy dopiero połowę rundy, tymczasem w poprzednich rozgrywkach były właśnie tylko dwa tego rodzaju zdarzenia.
Są one bardzo niebezpieczne, zagrażają zdrowiu ludzi i będziemy konsekwentnie karać kluby, których kibice dopuszczą się takich występków – zapowiada Kuśmierczyk.
Do ciekawej sytuacji doszło na meczu w Poniatowej. Sędzia Konrad Kostrubała z Zamościa nie odgwizdał ewidentnego karnego na Igorze Grzesiaku, dał też młodemu zawodnikowi żółtą kartkę.
Po spotkaniu dostał za to burę od obserwatora. Po wyjściu z szatni poprosił działaczy Stali o telefon do Grzesiaka. Po co? – Nie mam pojęcia, może chciał go przeprosić za całą sytuację? – zastanawia się Mirosław Samolej, kierownik klubu z Poniatowej.
Arbiter nie zadzwonił jednak do piłkarza. Obserwator nie chce komentować sprawy tłumacząc, że jest to wewnętrzna sprawa związku. Ale o to, że miał pretensje do sędziego za sytuację z karnym i kartką potwierdzają świadkowie, bo jego krzyki słychać było nawet przez zamknięte drzwi.
Komentarze