Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szukajmy formuły dla obecności oświęcimskiego baraku w Waszyngtonie

Historia uczy, że często najbardziej niemożliwe rzeczy, stają się możliwe. Zarówno w kontekście pozytywnym, jak i negatywnym. Nigdy nie należy mówić... \"nigdy”. Po prostu, trzeba rozmawiać i szukać rozwiązań dobrych dla wszystkich, odkładając na bok emocje – mówi prof. Eli Wiesel, laureat Pokojowej Nagrody Nobla.
Szukajmy formuły dla obecności oświęcimskiego baraku w Waszyngtonie
Elie Wiesel z Barackiem Obamą, który uważa go za największy światowy autorytet w kwestii Holocaustu.
Nic dziwnego, że barak z KL Auschwitz wystawiany w muzeum od początku jego funkcjonowania jest trudnym do przecenienia eksponatem i świadectwem. Z merytorycznego i moralnego punktu widzenia ten barak, w tym miejscu pozostać powinien. Mówię to również, jako mieszkaniec takiego baraku w KL Auschwitz-Birkenau. Oczywiście powinien zostać zachowany porządek formalny. Ten jednak może zostać wypracowany w drodze dialogu, zrozumienia, a przede wszystkim dobrej woli. Mieszkanka takiego baraku oświęcimskiego z nowojorskiego Brooklynu, a przedtem z Polski, mówi, że na terenie Muzeum KL Auschwitz jest wiele baraków i jeden mniej różnicy nie czyni, natomiast czyni wielką różnicę brak takiego jedynego baraku w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie... . – Myślę, że po swojemu i szczerze wyraża to, co myśli wielu ocalałych z Holocaustu, w tym z KL Auschwitz. Rozumiem ją. Byłem w ostatnim ćwierćwieczu na terenie obozu wielokrotnie, w tym także niedawno. Problemem nie jest tam "niedobór” baraków, a raczej to, w jakim są stanie. Barak oświęcimski w Waszyngtonie jest zabezpieczony i utrzymany nienagannie. To raczej jego demontowanie do wysyłki może mu bardziej zaszkodzić. Po stronie polskiej słychać głosy, że dalsze pozostawianie baraku jest niemożliwe, bo aktualne przepisy, nie istniejące – nawiasem mówiąc – w chwili, gdy barak trafiał do Waszyngtonu, pozwalają tylko na pięcioletnie wypożyczenie. – Historia uczy, że często najbardziej niemożliwe rzeczy, stają się możliwe. Zarówno w kontekście pozytywnym, jak i negatywnym. Nigdy nie należy mówić... "nigdy”. Po prostu, trzeba rozmawiać i szukać rozwiązań dobrych dla wszystkich, odkładając na bok emocje. W 1999 roku Jan Karski w rozmowie z Milesem Lermanem, ówczesnym dyrektorem Muzeum Holocaustu i człowiekiem wielce zasłużonym dla jego powstania, poddawał pod rozwagę zwrócenie się do Polski o wieczyste wypożyczenie. Co Pan myśli o takiej idei? Co Pan myśli o idei odnawiania depozytu muzealnego po upływie każdego okresu dozwolonego aktualnymi przepisami polskimi? – Jan Karski, mój drogi przyjaciel, był wzorem taktu i zrozumienia drugiego. Jak nikt wiedział, ile dla Żydów może oznaczać taka trwała obecność obozowego baraku w tym miejscu. Rozumiem jego intencje, kiedy mówił o takim rozwiązaniu. Zapewne byłaby możliwa jakaś formuła wypożyczania odnawialnego... Są to już jednak tematy do rozmów dla strony amerykańskiej i polskiej. Wierzy Pan w pozytywny finał? – Oczywiście – wierzę. Jestem po stronie budowania i łączenia, a nie burzenia i dzielenia. Jeżeli udaje się spotykać podobnych ludzi, mających nawet radykalnie inne poglądy do naszych, niemożliwe staje się możliwe. Wierzę, że tak będzie również i tym razem. Rozmawiał: Waldemar Piasecki, Nowy Jork.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama