Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szpital w Radecznicy nie chciał przyjąć samobójcy

Dwa razy w krótkim czasie próbował się powiesić, ale został odratowany. Dlaczego desperata z powiatu hrubieszowskiego nie przyjęto do szpitala psychiatrycznego w Radecznicy?
Szpital w Radecznicy nie chciał przyjąć samobójcy
Mężczyzna dwukrotnie chciał się powiesić. Szpital odmówił jego przyjęcia na oddział (sxc.hu)
W sobotę przed północą – na prośbę 43-letniej mieszkanki Dołhobyczowa – policjanci udali się na interwencję do jednego z bloków. – Kobieta powiedziała, że pijany mąż po awanturze dobija się do mieszkania, a ona nie chce go wpuścić, bo mógłby zbudzić trzymiesięczne dziecko – opowiada Edyta Krystkowiak, rzecznik hrubieszowskiej policji. Na klatce schodowej mundurowi spotkali 46-latka, który zachowywał się spokojnie. – Mężczyzna zgodził się przenocować u dorosłego syna w sąsiednim mieszkaniu – relacjonuje Krystkowiak. Na tym zakończyła się interwencja. Nic nie zapowiadało ciągu dramatycznych wydarzeń. – Pomóżcie, bo mąż próbuje popełnić samobójstwo! – zaalarmowała stróżów prawa po północy żona 46-latka. Policjanci znowu udali się pod wskazany adres i rozpoczęli poszukiwania. Wiszącego na kablu desperata znaleźli w piwnicy. Mężczyzna został odratowany. Po odzyskaniu przytomności, był agresywny. – Trzeba go było umieścić w radiowozie, bo mógł użyć siekiery, noża albo młotka, które znajdowały się w piwnicy – mówi rzeczniczka hrubieszowskiej policji. Czekając na karetkę syn desperata wyznał, że 46-latek próbował wcześniej popełnić samobójstwo w jego mieszkaniu. W ostatniej chwili młodzieniec odciął ojca wiszącego na sznurku w łazience. Po nieudanej próbie samobójczej 46-latek wybiegł z mieszkania w poszukiwaniu miejsca, gdzie mógłby ze sobą skończyć. Stanęło na piwnicy. Mężczyzna trafił do hrubieszowskiego szpitala. I zaczęły się schody. – Lekarz dyżurny ustalił telefonicznie, że niedoszłego samobójcę przyjmie szpital psychiatryczny– opowiada Krystkowiak. \\W niedzielę o godz. 2 w nocy 46-latek w towarzystwie funkcjonariusza policji ruszył karetką do Radecznicy, ale lekarz dyżurny odmówił przyjęcia pacjenta na oddział. Dlaczego? – Bo miał w organizmie 1,7 promila alkoholu – wyjaśnia rzeczniczka policji w Hrubieszowie. Tomasz Czyżewski, dyrektor Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Radecznicy, twierdzi, że to nie było decydujące kryterium. – Przez telefon nie można stwierdzić, w jakim stanie psychicznym jest pacjent – mówi dyrektor. – Po dokładanym przebadaniu lekarz stwierdził niczego, co by wskazywało na chorobę psychiczną. • Dwie próby samobójcze to mało? – Powtarzam, co stwierdził lekarz dyżurny – odpowiada Czyżewski i dodaje, że zalecono, aby odwieźć znajdującego się w stanie upojenia alkoholowego mężczyznę do izby wytrzeźwień. Tak też się stało, ale w zamojskiej \"wytrzeźwiałce” był komplet. Karetka wróciła do Hrubieszowa. 46-latek trafił do moni-torowanej sali w policyjnym areszcie, a po wytrzeźwieniu zwolniono go do domu. Policja ma żal do szpitala psychiatrycznego, bo to już drugi taki przypadek w ciągu ostatnich 4 miesięcy. W Wigilię postanowił rozstać się z życiem 41-letni mieszkaniec gminy Hrubieszów, który miał ponad promil alkoholu. W Radecznicy odmówiono przyjęcia. Policjanci musieli przez 5 godzin \"niańczyć” 41-latka, który w końcu trafił na święta pod opiekę brata, a śledczy wszczęli dochodzenie w kierunku narażenia pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia albo zdrowia. Sprawa jest w toku.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama