Karol Baran nie chce jeździć w barwach Lubelskiego Węgla KMŻ, urażony Mads Korneliussen
Nowy trener Lubelskiego Węgla KMŻ ma wyniki, a działacze… problem. Po meczu z Ostrovią Karol Baran stwierdził, że nie chce już jeździć w \"Koziołkach”, urażony poczuł się też Mads Korneliussen
- 12.06.2012 21:43

Wygląda na to, że przyjście Mariana Wardzały odmieniło Lubelski Węgiel KMŻ. Szkoleniowiec wygrał dwa z trzech meczów, kompletując razem z bonusami sześć punktów. Kibice wreszcie oglądają drużynę, która nie poddaje się bez walki.
Niestety, po ostatnim meczu z Ostrovią Ostrów Wielkopolski, w lubelskiej ekipie zrobiła się napięta atmosfera, co może mieć negatywny wpływ na jej postawę w kolejnych spotkaniach.
Poszło o decyzje podjęte przez trenera przed, i w trakcie meczu, wobec dwójki zawodników: Karola Barana i Madsa Korneliussena. Duńczyk znalazł się w awizowanym składzie. Przyjechał do Lublina na przedmeczowe treningi. Ale na kilka godzin przed spotkaniem okazało się, że… nie wystąpi. Wardzała wstawił w jego miejsce Daniela Jeleniewskiego, który zdobył 13 punktów.
– Ściągnąłem go na treningi żeby zobaczyć jak jeździ, bo nie miałem jeszcze do tego okazji. W siedmiu jazdach wygrał dwa razy, a pięć razy pierwszy był Jeleniewski, notując przy tym bardzo dobre czasy. To kogo miałem w tej sytuacji wstawić do składu? – pyta retorycznie Wardzała.
Korneliussen ma jednak żal o całą sytuację. \"Chyba jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak zdenerwowany. 3000 km przemierzone na nic, dziękuję bardzo” – napisał wściekły na swoim profilu na Twitterze.
– Za darmo nie przyjechał. A musieliśmy go trzymać w zanadrzu do ostatniej chwili, bo nie było pewności czy Cameron Woodward dotrze na czas. Asekurowaliśmy się w ten sposób – odpowiada trener KMŻ.
Zdenerwowanie dało się również we znaki Baranowi. Poszło o to, że w 14. wyścigu zamiast niego pojechał Cameron Woodward.
Według \"Gazety Wyborczej w Lublinie\", po meczu zawodnik powiedział, że nie chce już więcej występować w barwach lubelskiej drużyny, bo \"najpierw wcześniejszy trener traktował go jak szmaciarza, a teraz następny robi to samo”.
– To na pewno było pod wypływem emocji, ale nie spodziewałem się po nim takiego zachowania. Dostał ode mnie szansę w ciemno. Po tym jak wpadł w bandę myślałem tylko o tym, czy jest cały i zdrowy. Byłoby nierozsądne żeby po takim upadku jechał w kolejnym biegu. Dlatego wypuściłem w pełni sprawnego Woodwarda – tłumaczy szkoleniowiec KMŻ.
Co dalej? – Proponuję ostudzić te emocje. Sprawa została niepotrzebnie rozdmuchana. A to, że zawodnicy mają jakieś pretensje to ich problem. Podjąłem decyzje, z których się nie wycofuję – kończy Wardzała.
Reklama
















Komentarze