Paweł Fajdek wierzy, że z Londynu przywiezie olimpijski medal
(AGROS ZAMOŚĆ)
• Jak w najbliższych dniach będą wyglądały pana przygotowania do zawodów w stolicy Anglii?
– Ostatnie chwile spędzamy w Spale. Zostanę tutaj do soboty, a dzień później czeka mnie ślubowanie olimpijskie w PKOL. 30 lipca wylatujemy do Londynu i na miejscu chcemy przeprowadzić jeszcze trzy treningi.
• Pojawiła się już trema w związku z debiutem w igrzyskach olimpijskich?
– Nic takiego nie miało miejsca. Ogólnie uważam jednak, że nie ma się czego obawiać. Co będzie to będzie. Jestem spokojny i czekam po prostu na rozpoczęcie zawodów.
• Coraz więcej osób wymienia jednak Pawła Fajdka w gronie kandydatów do medalu, albo przynajmniej zawodników, którzy mogą sprawić pozytywną niespodziankę...
– To zrozumiałe, że zawodnicy, którzy wygrywają mityngi i osiągają coraz lepsze rezultaty wymienia się w gronie faworytów, czy kandydatów do wywalczenia medalu. Ja od dłuższego czasu powtarzam, że podczas igrzysk olimpijskich stać mnie na osiągnięcie dobrego wyniku. I nie wycofuję się z tego, bo jadę do Londynu po to, żeby walczyć o podium.
• Kto będzie dla pana najgroźniejszym rywalem?
– Na razie ciężko powiedzieć, kto w ogóle wystartuje w konkurencji rzutu młotem. Na pewno mocny będzie Węgier Krisztian Pars. W Londynie nie pojawi się z kolei zawodnik legitymujący się czwartym, najlepszym wynikiem na świecie. W tej sytuacji liczyć się będą na pewno także reprezentanci Japonii i Słowenii. Myślę, że miejsce na podium mogą dać rzuty w granicach 80-81 metrów. To na razie jednak tylko gdybanie. Trzeba cierpliwie poczekać do rozpoczęcia eliminacji. Wtedy wszyscy będziemy mądrzejsi.
• Podczas niedawnego Memoriału Janusza Kusocińskiego wygrał pan konkurs rzutu młotem, ale na pewno stać pana na lepszy wynik niż 77, 50. Liczył pan, że podczas zawodów w Szczecinie uda się rzucić nieco dalej i postraszyć konkurentów?
– Zawsze można rzucić dalej, ale ja jestem zadowolony z tego, co pokazałem. Zebrałem się i udało mi się pokonać rywali, na czym naprawdę bardzo mi zależało. Dodatkowo przed tymi zawodami nie trenowałem już tak mocno i uważam, że to była bardzo dobra decyzja, bo to był odpowiedni moment, żeby trochę wyluzować z przygotowaniami.
• Kiedy przekonał się pan ostatecznie, że może powalczyć o czołowe lokaty podczas igrzysk olimpijskich, momentem przełomowym było pokonanie Szymona Ziółkowskiego w mistrzostwach Polski i pierwszy złoty medal wśród seniorów?
– Prawdę mówiąc cały czas wiedziałem, że stać mnie na dobre wyniki. Od dłuższego czasu jestem w dobrej formie, bo minimum na Londyn udało mi się wypełnić już w maju. Zwycięstwo z Szymonem na pewno było ważne, bo to był dla mnie pierwszy prawdziwy tytuł. Czeka mnie z nim jednak znacznie więcej potyczek. Ogólnie pierwszą część sezonu uznaję w 99 procentach za udaną, teraz jednak celem i marzeniem jest medal igrzysk olimpijskich.
Komentarze