Kiedy Madonna popiera Baracka Obamę jest dobrze. Kiedy Stacey Dash popiera Mitta Romneya jest źle. Dlaczego? Z powodu koloru skóry obu artystek.
Patryk Małecki, Nowy Jork
11.10.2012 14:56
Stacey Dash... Wczoraj – bohaterka okładek i duma Afroamerykanów. Dziś – obiekt wściekłych ataków
Stacey Dash, cztery lata temu uważała Baracka Obamę za zbawienie dla Ameryki. Obecnie jest rozczarowana i uważa, że kraj się osunął, a nie podniósł.
Ekonomia jest kryzysie, ludzie biednieją, a wyjścia z sytuacji nie widać. Widzi, że aktualny gospodarz Białego Domu nie potrafi znaleźć na to antidotum i dlatego chce poprzeć innego kandydata.
Takiej fali ataków po tych słowach, jak to publicznie wyraziła, nie spodziewała się w najśmielszych oczekiwaniach. Jest tym poruszona, by nie powiedzieć – wstrząśnięta. Skala agresji przeraża ją.
Na zadane wprost pytanie Morgana, czy ma ona związek z kolorem skóry artystki, Stacey odpowiada, że tak oraz dodaje, że dowodzi to tego, że tak naprawdę Ameryka nie jest zjednoczona, a podzielona.
Łatwo przewidywać, że telewizyjny występ Stacey Dash, powszechnie znanej i lubianej aktorki, bohaterki popularnego serialu telewizyjnego "Clueless” o dziewczynach ze szkoły średniej w Beverly Hills, popularności jej nie przysporzy.
Otwiera jednak dyskusję na temat czynnika rasowego w społeczeństwie amerykańskim. Wbrew pozorom i cenzurze tzw. poprawności politycznej problem taki istnieje.
Afrykańscy przodkowie Stacey Dash przywiezieni zostali na wyspę Barbados,
gdzie mieszkali przez kilka generacji.
W jej żyłach płynie także krew meksykańska i indiańska. Ona sama urodziła się już na nowojorskim Bronxie.
Komentarze