Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lublin: Codziennie wezwania do lisów w mieście. Ponad 135 zgłoszeń

W Lublinie prawie nie ma dnia, by ktoś nie wzywał Straży Miejskiej do biegającego po mieście... lisa. W praktyce rzadko które zwierzę udaje się zapakować do klatki i wywieźć do lasu.
Lublin: Codziennie wezwania do lisów w mieście. Ponad 135 zgłoszeń
Fot. sxc.hu/mike62

- Do połowy czerwca takich zgłoszeń mieliśmy 135 - podsumowuje Ryszarda Bańka z lubelskiej Straży Miejskiej. Z niektórych miejsc ludzie dzwonią częściej, jak choćby z okolic ul. Popiełuszki, gdzie zadomowiła się cała rodzinka. Niektórzy wręcz próbują zwierzęta dokarmiać. Ale nie wszyscy uważają je za atrakcję.

Sielanka

Wielu mieszkańców dzwoni gdzie się da, byle tylko pozbyć się dzikich zwierząt, które coraz śmielej zapuszczają się na blokowiska. Widok lisa przy osiedlowym śmietniku, czy na placu zabaw nie jest już niczym niecodziennym. Ale nadal budzi strach.

- Codziennie spotykam jednego lisa lub więcej, młode są naprawdę słodkie. Jednak zastanawiam się jak długo będzie trwać ta sielanka - skarży się nam pani Agata z Czechowa. - Lisy panoszą się wszędzie, nawet w tujach którymi są obsadzone placyki. Dzieci nie raz mi mówiły, że w krzakach siedzą lisy. I wcale to nie jest zachwyt, to jest strach. I dzieci, i mój jako matki.

- Z lisem jest tak jak z każdym innym dzikim zwierzęciem. Jeśli zostanie przyparte do muru, jeśli poczuje się zagrożone i nie będzie miało innego wyjścia, wtedy zaatakuje - przyznaje Paweł Duklewski, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

W tych samych miejscach

Jednak w Lublinie nie było ani jednego przypadku, by sprowokowany lis zaatakował człowieka. Zagrożenia nie ma co wyolbrzymiać. W sytuacji „przyparcia do muru” zdecydowanie groźniejszy od lisa może być dla człowieka... bezdomny pies.

- Zdziczały pies będzie groźniejszy, bo mniej boi się człowieka - mówi Duklewski.

Mimo to widok lisa wciąż niepokoi. A mieszkańcy irytują się, że mimo zgłoszeń do Straży Miejskiej zwierzęta stale pojawiają się w tych samych miejscach. Jednym z nich są wskazywane przez panią Agatę okolice bloków przy ul. Braci Wieniawskich. - Wie o tym Straż Miejska i inne służby, które miały się zająć tą sprawą. Jednak nic się nie dzieje.

- My tych lisów nie wyłapujemy – odpowiada rzeczniczka straży. - Jeśli widziano gdzieś żywe zwierzę, to przekazujemy informację do Lubelskiego Centrum Małych Zwierząt.

Klatka

- Wzywani jesteśmy bardzo często, nawet po cztery, pięć razy dziennie - przyznaje Tadeusz Zych, dyrektor Lubelskiego Centrum Małych Zwierząt. - Czasami ludzie trochę przesadzają, bo lis spaceruje przy lesie, a mimo to ktoś dzwoni. Dlatego apelujemy o rozwagę, bo jeśli jest lis na otwartej przestrzeni to nie mamy jak go złapać.

LCMZ ma z miastem umowę na odławianie i wywożenie do lasów dzikich zwierząt. Wyznaczone są dwa miejsca do wpuszczania lisów: jedno to las Dąbrowa, drugie to Lasy Kozłowieckie. Ale lisy bardzo rzadko udaje się schwytać.

- Jednego na dwadzieścia... może jednego na dwadzieścia pięć - zastanawia się Zych. - Do specjalnej klatki wkłada się nóżkę kurczaka, lis wchodzi i nie ma już możliwości wyjścia.

Takimi klatkami miasto próbowało się posłużyć w Ogrodzie Saskim, by wyłapać zapuszczające się tu lisy. Po co? Po to, żeby sprowadzone do parku pawie mogły czuć się bezpieczniej. Specjalnie na tę okazję zamknięto na noc bramy do Ogrodu Saskiego. Mimo to cała operacja skończyła się niepowodzeniem. Żaden rudzielec nie połakomił się na przynętę.

Problem

Jest tylko jedna sytuacja, w której lis mógłby być bardzo groźny dla człowieka. Musiałby być chory na wściekliznę. Takie zwierzę jest bardzo ufne, nie jest ani trochę płochliwe i zachowuje się jak oswojone. Ale to też bardzo mało prawdopodobne, bo lisy są regularnie szczepione przeciw tej chorobie. Szczepionka jest zrzucana z samolotów.

- Ale to broń obosieczna - podkreśla Paweł Duklewski, rzecznik RDOŚ. Bo właśnie za sprawą szczepień lisów znacznie przybyło. I nie dla ludzi jest to największym problemem, ale dla innych zwierząt. - Na Polesiu lis czyni duże szkody w gniazdach żółwia błotnego. My staramy się te gniazda przykrywać, ale mimo to lisy potrafią się dogrzebać do jaj żółwia i je wyjadać.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama