Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Ekstremalna Droga Krzyżowa. "To doskonała podróż, w głąb siebie"

Pierwsi uczestnicy lubelskiej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej dotarli w sobotę do sanktuarium w Wąwolnicy jeszcze przed wschodem słońca. Nie wszyscy jednak dali radę przejść całym szlakiem liczącym 44 km. Zabrakło sił. Przeszkodą był też padający deszcz.
Ekstremalna Droga Krzyżowa. "To doskonała podróż, w głąb siebie"
Sobota, godzina 5.30. Koło XIII stacji przy kapliczce Matki Bożej w Kęble spotykamy trzech mężczyzn. Do ostatniej stacji - kaplicy Matki Bożej w Sanktuarium w Wąwolnicy mają jeszcze 2 km.

- Końcówka szlaku jest najtrudniejsza. Brakuje sił - przyznają. - Trasa jest bardzo dobrze poprowadzona. Dobrze oznakowana - chwalą.

Za mężczyznami do sanktuarium w Wąwolnicy zmierzają też kolejni uczestnicy pierwszej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, która w piątek w nocy wyszła z Lublina. Trasa, którą mieli do pokonania wiodła bocznymi drogami, głównie gruntowymi, przez lasy, między polami, zagajnikami. Osoby biorące udział w EDK wyruszyli w dwóch grupach: "katedralnej” i "dominikańskiej”. Po mszy szli przez Czuby, Konopnicę, Marynin, Radawiec, Spornik, Palikije, Wojciechów, Stary Gaj i Kębło. Zainteresowanie było ogromne. Na szlak wyruszyło ponad tysiąc osób. Niektórzy w grupach, inni pojedynczo zmierzali do celu.

- Ciężko było, ale warto. Ze względu na przeżycie duchowe - przyznaje Adam Pliszko, którego po godz. 6 spotkaliśmy na szlaku. - Jezus Chrystus dźwigał krzyż, a my go powinniśmy naśladować - wskazuje.Czym dla uczestników jest udział w EDK? - Wkraczamy tutaj już na grunt moich osobistych przeżyć i relacji z absolutem - zaznacza Agata Witkowska, której także udało się dojść do sanktuarium w Wąwolnicy. - To jest doskonała podróż, w głąb samej siebie. Zarówno w poprzednim roku, kiedy wzięłam udział w tomaszowskiej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej, jak też teraz podoba mi się to, że idzie się w nocy. Jest zmęczenie, są też różne niedogodności, które trzeba pokonać. Człowiek nad wieloma rzeczami może wtedy pomyśleć.

Droga z Lublina do Wąwolnicy nie była łatwa, ale i być nie miała. Dodatkowo w marszu przeszkadzał padając deszcz. Nie wszystkim udało się pokonać własne słabości, wygrać ze zmęczeniem i bólem.
- Od IX stacji już nie idę. Do Wąwolnicy dojechałam samochodem - przyznaje Agnieszka Gozdek z Jastkowa, która pierwszy raz wzięła udział w EDK. - Strasznie rozbolały mnie nogi. Na IX stacji stały już panie i czekały na pomoc. Czekałyśmy wszystkie razem.

Więcej relacji uczestników lubelskiej EDK w piątkowym Magazynie.

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama