Mord w Rakowiskach, do którego doszło w nocy z 12 na 13 grudnia ubiegłego roku wstrząsnął całym krajem. 18-letni Kamil N. i jego rok starsza przyjaciółka Zuzanna M. zabili rodziców chłopaka. Zaatakowali ich we śnie. Rzucili się z nożami, zadając dziesiątki ran. Przyznali się do winy. Teraz nastolatkami zajmuje się Sąd Okręgowy w Lublinie. Obojgu grozi dożywocie.
Na czas zeznań oskarżonych i ich bliskich, wyłączono jawność procesu. W środę, przy otwartych drzwiach zeznawali m.in. ich szkolni znajomi. Z ich relacji wyłania się obraz chłopaka, który chciał zaimponować dominującej i bezwzględnej dziewczynie. Śledczym wyznał, że żałuje. Na sali sądowej z trudem tłumił emocje i drżenie dłoni.
Plamy
- Gdyby nie znajomość z Zuzanną nigdy bym z tobą nie skończył - wyznał swojej byłej dziewczynie, gdy ta kończyła zeznawać.
Z kolei Zuzanna M. nie zdradzała cienia skruchy. Podczas rozprawy nie kryła złości. Pełnym nienawiści wzrokiem przyglądała się zeznającym koleżankom i kolegom. Ze spokojem przysłuchiwała się relacji sąsiada zamordowanych Agnieszki i Jerzego N.
- Położyłem się spać około północy. Śniło mi się, że słyszę krzyki kobiety. Kilka razy krzyczała „Jezu! Ratunku!” - wspominał Tomasz D. - To był przeraźliwy krzyk. Towarzyszyło mu szczekanie. Przebudziłem się, ale nie potrafiłem ocenić dokładnie, co słyszę. Wszystko nagle się urwało. Pomyślałem, że to jakaś kobieta szła ulicą i przestraszyła się psa. Zasnąłem.
Około 6 rano mężczyzna się przebudził i wyjrzał przez okno.
- Było ciemno, a u sąsiadów się świeciło. Zobaczyłem dziwne plamy na elewacji i uchylone drzwi. Zacząłem to kojarzyć z nocnymi krzykami - wspominał pan Tomasz. - Kiedy podszedłem bliżej, zobaczyłem, że plamy to krew. Wezwałem policję. Byli po 20 minutach.
Alibi
Krew należała do Agnieszki N. Kobieta próbowała uciec, ale syn dopadł ją w drzwiach. Zadał kilka ciosów w plecy i dwa razy poderżnął gardło. Potem zaciągnął zwłoki matki do sypialni. Tam, na podłodze leżał już martwy ojciec. Kiedy policjanci znaleźli ciała Agnieszki i Jerzego N., niemal natychmiast zabrali się za poszukiwania Kamila. Chłopak był już razem z Zuzanną w Krakowie. Dotarli tam z Rakowisk dzięki pomocy znajomych studentów.
Wyjazd miał być głównym punktem ich alibi. Zuzanna od dawna planowała bowiem wieczór autorski w krakowskim klubie. Rano, 13 grudnia dziewczyna wraz z Kamilem zapukała do drzwi Karoliny, przyjaciółki z dzieciństwa. Dziewczyna studiowała w Krakowie.
- Oboje byli brudni i pokaleczeni. Powiedzieli, że na dworcu ktoś ich napadł i okradł - mówiła przed sądem Karolina. - Zdziwiłam się, bo był grudzień, a Kamil przyszedł bez skarpet. Zuzanna zaczęła myć jego buty. Później je wyrzuciła. Na ich ubraniach były ślady krwi.
Dziewczyna miała jechać do Warszawy, więc ok. 13 wyszła na dworzec. Nagle jednak postanowiła wrócić. Nie chciała zostawiać w mieszkaniu osób, którym „nie do końca ufała”.
„Boże. Mogli pani zrobić to samo”
- Zuzanna tworzyła mi dopiero po 7 - 8 minutach - wspominała w sądzie Karolina. - Kamil się mył. To trwało dosyć długo. Siadłam do komputera i wtedy kolega przysłał mi przez Facebooka link do artykułu o zabójstwie w Rakowiskach. Napisał „Spokojnie. Nie panikuj”. Kliknęłam.
Wszystkiemu przyglądała się Zuzanna. Kiedy jej koleżanka otwierała stronę z artykułem, wyszła do drugiego pokoju.
- Wybuchłam płaczem. Po chwili cieszyłam się, że chociaż Kamil przeżył - mówiła Karolina. Dziewczyna nie wiedziała, jak przekazać chłopakowi, że jego rodzice zostali zamordowani. Bała się, że Kamil zrobi sobie krzywdę.
- Napisałam do kolegi, żeby wezwał policję, jakiegoś psychologa - wyjaśniała dziewczyna. - Sama bałam się mówić cokolwiek Kamilowi.
Niedługo zamiast policyjnego psychologa do mieszkania dziewczyny zapukali policjanci w kominiarkach.
- Krzyczeli „na ziemię!”, jak w filmie - mówi Karolina. - Zaczęli przetrząsać mieszkanie. Później jeden z policjantów, kiedy dowiedział się, że byłam z nimi sama powiedział „Boże. Mogli pani zrobić to samo”. Wtedy zdałam sobie sprawę, co się stało.
Miał, co chciał
Z zeznań, jakie dziewczyna składała w śledztwie wynika, że podczas wizyty w Krakowie Kamil skarżył się jej na coraz gorszy kontakt z rodzicami. Karolina znała go znacznie słabiej niż Zuzannę. Nie miała o niej najlepszego zdania.
- Była niestabilna emocjonalnie, uważała się za ważniejszą od innych - wyznała śledczym. - Znajomi odchodzili od Zuzanny. Kamil był jej bardzo podporządkowany.
Podobny „portret” oskarżonych wyłania się z relacji ich szkolnych koleżanek i kolegów. Początki liceum nie zwiastowały niczego złego. Później Zuzanna zaczęła się zmieniać.
- Paliła marihuanę na lekcjach, była wulgarna i agresywna. Zwróciliśmy się do dyrekcji szkoły z petycją, by usunąć ją z klasy - wspomina w swoich zeznaniach jedna z koleżanek Zuzanny. - Zuza była wtedy zakochana w Oli (14-latka z Białej Podlaskiej - Zuzanna M. uprawiała z nią seks, za co została niedawno skazana na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 - przyp. aut.). Chłopakowi Oli bardzo się to nie podobało. Zuza go jednak zastraszyła. Groziła mu śmiercią.
Z zeznań uczniów wynika, że od wiosny ubiegłego roku Kamil był pod bardzo silnym wpływem Zuzanny. Spędzał z nią każdą wolną chwilę.
- On zawsze miał, co chciał. Najlepszy telefon i ciuchy - wspominała w sądzie jedna z uczennic. - Kiedy zaczęli się spotykać, z wesołego chłopaka zamienił się w smutnego. Przestał o siebie dbać. Izolował się od nas.
Wpływ
Podobnie miała zachowywać się Zuzanna.
- Była bardzo arogancka, wywyższała się. Już w pierwszej klasie oświadczyła, że nasze dzieci będą w szkole przerabiać jej wiersze - dodawała jedna z koleżanek.
Dobre mniemanie o własnej córce miała również jej matka. Z relacji uczniów wynika, że kiedy Zuzanna popadła w konflikt z polonistką, mama potrafiła wypalić do nauczycielki: Czy pani myśli, że moja córka będzie czytała Nad Niemnem?
Nie oznacza to, że nastolatka miała dobre stosunki z mamą. Z akt sprawy wynika, że zarówno Zuzanna, jak i Kamil chłodno odnosili się do rodziców.
- Zuza czekała tylko na kasę. Kamil mówił, że ojciec go denerwuje. Z mamą się nie liczył - zeznała jedna z koleżanek. - Chciał zostać prawnikiem. Później mówił, że pójdzie do łódzkiej filmówki.
Zeznający w sprawie świadkowie przywoływali sytuacje, świadczące o stosunku chłopaka do rodziców. Mama dzwoniła do niego prosząc, by wrócił od koleżanki o północy. Kamil oświadczał, że wyjdzie o 2 w nocy i odkładał słuchawkę. Później, o wyznaczonej przez Kamila godzinie przyjeżdżało po niego jedno z rodziców.
Zuzanna i Kamil coraz częściej wagarowali. Do tego stopnia, że niektórzy koledzy nie zauważyli, kiedy dziewczyna przeniosła się do innego ogólniaka. Świadkowie powołani przez obronę zgodnie przyznawali, że chłopak był pod toksycznym wpływem Zuzanny.
Toksyczna znajomość
- Szkoda mi Kamila. Jestem przekonany, że sam nie był w stanie się z tego wyzwolić - wyznał przed sądem jeden z jego szkolnych kolegów. - Zanim zaczął się z nią spotykać, był wesoły i ogólnie lubiany. Potem całkiem się jej podporządkował. Każdy widział toksyczność tej znajomości. Rodzice, uczniowie i nauczyciele.
- Kamil był kopią Zuzanny - przyznał jeden ze świadków. Z relacji licealistów wynika, że kiedy Zuzannę przeniesiono do innej szkoły, wychowawca prosił, by pomogli Kamilowi ponownie zintegrować się z klasą. Podobnych próśb dotyczących dziewczyny nikt sobie nie przypomina.
Obrona Zuzanny próbuje przedstawić ją jako nastolatkę z problemami, która nigdy nie doczekała się fachowej pomocy. Z kolei obrońca Kamila, stara się pokazać go, jako ofiarę manipulacji. Zagubionego chłopaka, zniewolonego przez bezwzględną dziewczynę. To przez nią miał dopuścić się zbrodni.
Na sali sądowej Zuzanna i Kamil zachowują się wobec siebie, jak obcy ludzie. Zeznający w sprawie uczniowie określają ich związek jako przyjaźń. Dla wielu, była ona sporym zaskoczeniem.
- Mówił, że Zuzanna jest obrzydliwa i nie mógłby jej dotknąć - wyznała w śledztwie była dziewczyna Kamila. - Naśmiewał się z niej i jej znajomych. Kiedy zaczęli się spotykać, ostrzegałam go. Powiedział, że ma swój rozum i nie ulegnie. Mnie zostawił, bo nie mogłam tak jak on, robić wszystkiego, co chciałam. Miałam w domu pewne zasady.
Rodzice chłopaka sprzeciwiali się jego związkowi z Zuzanną. Nastolatkowie zaczęli więc planować zbrodnię. Inspirowali się amerykańskimi filmami. Planowali wspólne życie za pieniądze odziedziczone po rodzicach chłopaka.
Teraz czekają w celach na wyrok. Z nieoficjalnych informacji wynika, że nie sprawiają problemów. Zuzanna prowadzi nawet ścienną gazetkę. Już we wrześniu oboje mogą usłyszeć wyroki.














Komentarze