Centrum Spotkania Kultur to powstająca w miejscu niedokończonego „Teatru w budowie” przy Al. Racławickich w Lublinie. Jej uroczyste otwarcie planowane jest w pierwszej połowie przyszłego roku. Dyskusja dotycząca statutu CSK była najbardziej zapalnym punktem podczas wczorajszej sesji. Gotowy projekt do kancelarii sejmiku wpłynął na początku sierpnia, ale z racji przerwy wakacyjnej radni zajęli się nim dopiero teraz. W trakcie debaty Andrzej Pruszkowski z klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości zaproponował wprowadzenie do niego sześciu poprawek, z których ostatecznie przyjęto dwie.
Jedna z nich dotyczyła celów i zakresu działalności CSK. W punkcie brzmiącym: „upowszechnienie postaw tolerancji i gościnności wobec innych kultur, przy zachowaniu i wzmocnieniu własnej tożsamości kulturowej”, słowo „własnej” zamieniono na „polskiej”, a na końcu dodano „opartej o chrześcijański system wartości”. Głosami klubu PiS i kilkorga radnych Polskiego Stronnictwa Ludowego ta zmiana została przegłosowana.
Dyrektor CSK Piotr Franaszek po głosowaniu wydawał się być zaskoczony jego wynikiem. – Dużej zmiany tu nie ma. Wydawało się, że wartości, na których bazuje kultura naszego kraju, są oczywiste i religia chrześcijańska się w nie wpisuje – mówi Franaszek. - Jako dyrektor mam zadbać o to, żeby instytucja była otwarta na różne inicjatywy i żeby one się mogły tutaj odbywać. Nie do mnie należy ich ocena na poziomie wartości – dodaje pytany o to, jak zamierza realizować cele statutowe.
Z kolei zdaniem Tomasza Pietrasiewicza, dyrektora Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN, który współtworzył koncepcję działania CSK, taka poprawka była niepotrzebna. – Mam poczucie, że następuje pewna klerykalizacja życia społecznego. Zdaję sobie sprawę, że chrześcijaństwo jest ważną częścią naszej kultury, ale uważam, że nie ma sensu tak bardzo tego doprecyzowywać. To przypomina budowanie twierdzy – przekonuje Pietrasiewicz.
Druga z przegłosowanych poprawek dotyczyła ograniczenia kompetencji dyrektora CSK. W myśl zmiany, to nie on, a zarząd województwa miałby wybierać członków rady programowej instytucji.
- Oczywiście my byśmy proponowali kandydatów. Ale mam obawy, że niektóre osoby ze świata kultury, które chcemy zaprosić do współpracy, mogą nam odmówić, kiedy zobaczą, że rada programowa jest w pewnym sensie upolityczniona – przyznaje dyrektor Franaszek.


Komentarze