Żeby zrozumieć o co chodzi należy cofnąć się do roku 1980. Właśnie wtedy prywatny właściciel został wywłaszczony z gruntów, na których planowano budowę osiedla mieszkaniowego. Po latach upomniał się o zwrot ziemi. Prawo mówi, że jeśli na odebranym gruncie nie powstało to, co miało powstać, to dawny właściciel może zażądać zwrotu nieruchomości.
Takie żądanie miasto otrzymało w 2001 r., a dotyczyło blisko 1500 mkw. gruntu przy ul. Herbowej tuż obok skateparku. Teren ten nie został zabudowany, co zdaniem występującego z roszczeniami świadczy o tym, że działki tej nie wykorzystano pod budowę osiedla. Ratusz z tym się nie zgadza uznając, że „osiedle mieszkaniowe” to nie same bloki, ale też chodniki między budynkami, zieleńce i place zabaw.
Miasto nie mogąc być tu sędzią we własnej sprawie musiało przesłać komplet dokumentów do Starostwa Powiatowego, które prowadzi postępowania, w których ktoś domaga się zwrotu ziemi od władz Lublina. Tak też było w tym przypadku.
Starosta orzekł, że Ratusz powinien oddać ziemię, później decyzję tę podtrzymał wojewoda, zaś niezadowolone miasto odwołało się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a ten uchylił decyzje nakazujące zwrot nieruchomości.
Jednym z powodów takiego wyroku było wpisane w decyzji sformułowanie, że działka miała być wykorzystana na „ogród osiedlowy”, ale nie została w tej sposób zagospodarowana. – Pojęcie „ogród osiedlowy” nie występuje w przepisach prawa – stwierdza tymczasem Zbigniew Dubiel, szef zespołu radców prawnych Ratusza. Sprawa wróci teraz do ponownego rozpoznania, a to może trwać kolejne lata.
Wciąż nie widać też końca bezprecedensowej sprawy zwrotu części gruntów przy ul. Kazimierza Wielkiego, na których znajduje się hala Globus.
W tym przypadku postępowanie toczyło się już na różnych szczeblach, włącznie z Naczelnym Sądem Administracyjnym, który polecił wojewodzie ponownie zająć się tematem. Przegrana byłaby dla miasta bardzo dotkliwa, bo najprawdopodobniej samorząd musiałby odkupić ziemię od właścicieli. Zwrot nieruchomości w naturze jest nierealny.
– Trzeba by było oddzielić kawałek hali wraz z fragmentem widowni i to prowadząc linię w powietrzu – wyjaśnia Małgorzata Zdunek, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarowania Mieniem w Urzędzie Miasta.

W sprawie innej „medialnej” nieruchomości, czyli szkieletu niedoszłej hali sportowej przy ul. Jutrzenki decyzje w starostwie mogą zapaść jeszcze tej jesieni. Nieoficjalnie wiadomo, że praktycznie przesądzone jest oddanie ziemi dawnym właścicielom. Postępowania nie można jednak zakończyć bez ekspertyzy rzeczoznawcy stwierdzającej jak postawienie szkieletu wpłynęło na wartość gruntów, na których wzniesiono zardzewiałą dziś konstrukcję.


Komentarze