– Oskarżona przyznała się do winy, składała obszerne wyjaśnienia i bardzo żałuje. Biorąc pod uwagę jej obietnicę poprawy, proszę o łagodną karę – apelował podczas wczorajszej rozprawy obrońca Małgorzaty M.
Kobieta opiekowała się dziećmi w przedszkolu przy ul. Dziewanny w Lublinie. Z zeznań jej podopiecznych i innych świadków wynika, że była agresywna wobec dzieci. Krzyczała na nie, straszyła, targała za włosy i uszy.
Sprawa wyszła na jaw pod koniec 2013r. 6-latka brała udział w jasełkach, organizowanych przez Małgorzatę M. Dziewczynka „dokazywała”. Przedszkolanka miała wówczas wytargać ją za ucho nadrywając małżowinę. Rodzice dziewczynki odkryli ranę. Wtedy okazało się, że podobnych rękoczynów było więcej. Sprawa trafiła do prokuratury.
– Pani M. wyrwała mi włosy. Wiele razy ciągnęła mnie za włosy i uszy – opowiadała 6-latka podczas przesłuchania. – Byłam niegrzeczna, a ona miała tego dosyć. Robiła to samo innym chłopcom i dziewczynkom.
Podczas wczorajszej rozprawy odtworzono nagranie z przesłuchania dziewczynki. Z jej relacji wynika, że Małgorzata M. budziła strach, często się denerwowała i krzyczała na podopiecznych.
– Córka mówiła, że była również bita linijką i pistoletem do silikonu. Powiedziała nam, że pani M. nie lubi dziewczynek z długimi włosami – zeznał podczas procesu ojciec sześciolatki.
55-letnia Małgorzata M. ma za sobą 35 lat pracy z dziećmi. Od 1983 r. zmaga się z alkoholizmem. Miewa nawroty. Właśnie w takich okolicznościach miało dojść do rękoczynów. Prokuratura oskarżyła ją o bicie i szarpanie dwóch dziewczynek.
Podczas śledztwa kobieta nie przyznała się do stosowania przemocy. Stając przed sądem zasłaniała się niepamięcią.
– Wcześniej się nie przyznawałam, bo nie pamiętałam. Teraz dopuszczam taką możliwość. Mogłam się tak zachować, znając siebie z czasów, kiedy piłam – wyznała w końcu Małgorzata M.
Z relacji dzieci wynika, że przedszkolanka regularnie się nad nimi znęcała. Używała przekleństw, biła, szarpała i zderzała głowami. – Rzucała przedmiotami, ciągnęła za włosy. Miała swoje metody wychowawcze – przyznała wczoraj przed sądem mama jednej z nich. – Córka bała się chodzić do przedszkola. Robiła wszystko, by zostać w domu.
Z relacji dziewczynki wynika również, że dzieci przynosiły Małgorzacie M. cukierki, żeby mieć spokój. Kto nie przyniósł, musiał się liczyć z szykanami. – Od nauczyciela wymaga się opieki, troski i cierpliwości. Dzieci nie mogą bać się przedszkola – skwitowała przed sądem prokurator, domagając się dla Małgorzaty M. kary roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Do tego należy doliczyć 1000 zł grzywny oraz trzyletni zakaz pracy z dziećmi. Ojciec jednej z dziewczynek, występujący w sprawie jako oskarżyciel posiłkowy, domagał się by wspomniany zakaz był dożywotni.
Wyrok w sprawie Małgorzaty M. zostanie ogłoszony 6 października. Kobiecie grozi do 2 lat więzienia.

Komentarze