WUP szukał sześciu osób do pracy na trzech różnych stanowiskach – do spraw kontroli (jeden etat, o który ubiegało się 31 osób), obsługi i monitorowania projektów (4 etaty, o które ubiegało się 45 osób) oraz naboru i oceny projektów (jeden etat, o który ubiegało się 31 osób).
Pracę dostały m.in. cztery pracownice WUP oraz była pracownica regionalnego biura Platformy Obywatelskiej (dyrektor WUP jest w radzie Regionu Lubelskiego PO).
– Na listach osób zakwalifikowanych do etapu testów i rozmów było wiele osób z wieloletnim doświadczeniem, o jakie chodziło organizatorom konkursu. Aż trudno uwierzyć, że sekretarka lub pracownica biura PO wykazała się większą wiedzą o funduszach unijnych niż pozostałe osoby – mówi nam pani Magda*, która ubiegała się o pracę w WUP. – Praca na tych stanowiskach wiąże się m.in. z ocenianiem projektów, wdrażaniem i kontrolą, czyli pieniędzmi publicznymi. Tam powinny pracować osoby, które się na tym znają, a nie pani, która była sekretarką – uważa.
Nasza czytelniczka, jak twierdzi, wycofała się z konkursu jeszcze przed etapem testów. – Kilka dni wcześniej nieoficjalnie dowiedziałam się, że na te stanowiska są już wybrane osoby, więc szkoda mi było tracić czas – zaznacza nasza rozmówczyni i dodaje: Jak widać nieoficjalne informacje się potwierdziły. Niestety, tak wygląda bezstronna procedura konkursowa.
Zastrzeżenia do konkursu ma też pani Agnieszka, która ubiegała się o jedno ze stanowisk. – Mam dziesięcioletnie doświadczenie w pracy przy projektach i funduszach europejskich.
Widziałam, że do ostatniego etapu testów przeszły osoby, które znam i wiem, że są profesjonalistami w tej dziedzinie. Ani im, ani mnie nie udało się jednak wygrać konkursu – podkreśla pani Agnieszka. – Wybieranie osób, które już pracują w urzędzie przeczy idei otwartego konkursu.
Małgorzata Sokół, dyrektor WUP w Lublinie nie widzi w tym nic złego. – Naturalną rzeczą jest to, że osoby, które są już zatrudnione w urzędzie lub były na stażu, lepiej wypadają w postępowaniach konkursowych niż osoby z zewnątrz, bo lepiej znają specyfikę urzędu. Jednak nie zawsze jest to regułą. To nie pierwszy taki konkurs, po którym zatrudniliśmy takie osoby – mówi dyrektor Sokół. – Co do osoby, która była wcześniej zatrudniona w sekretariacie: nie mam wątpliwości do jej kwalifikacji. Pracuje u nas od pięciu lat i nie zajmuje się tylko pracą typowo biurową. Przed rozmową kwalifikacyjną wzięła tygodniowy urlop, żeby się dobrze przygotować.
Jak twierdzi dyrektorka, świetnie była też przygotowana pracownica regionalnego biura PO. – Posiada kwalifikacje w zakresie administracji, kontroli i audytu oraz rachunkowości i finansów – zapewnia Sokół. – Kandydatów oceniała czteroosbowa komisja. Każdy przyznawał swoje punkty kandydatom. Suma punktów z testu i rozmowy kwalifikacyjnej decydowała o zatrudnieniu. Do etapu rozmowy kwalifikacyjnej przeszło 27 z 35 osób, które pisały wcześniej test.
A co ze stanowiskami, na których byli wcześniej zatrudnieni pracownicy WUP-u? – Na razie ich obowiązki przejmą inni pracownicy, a także osoby, które wróciły z urlopów macierzyńskich – mówi Sokół. – Nie wykluczamy też ogłoszenia konkursów, bo w związku z nową perspektywą finansową mamy więcej zadań i brakuje nam pracowników.
Sławomir Sosnowski, marszałek województwa lubelskiego, któremu podlega WUP, nie chciał komentować sprawy. – To nie urząd marszałkowski ogłaszał konkurs, więc nie będę się wypowiadał na ten temat. Poza tym ufam pani dyrektor i wiem, że pracuje bez zastrzeżeń – ucina Sosnowski.
* imiona osób, które ubiegały się o pracę w WUP zostały zmienione
















Komentarze