Weszli do domu, kiedy spaliśmy. Wywiercili dziurę w drzwiach balkonowych i przekręcili klamkę – mówi pan Leszek, przedsiębiorca, który kilka dni temu padł ofiarą włamywaczy. Stracił pieniądze i dokumenty. – Chcieli też wynieść telewizor. Był już zdjęty ze ściany. Widać jednak zadowolili się gotówką.
Sąsiedzi pana Leszka mieszkają bardzo blisko, ale każda posesja jest dość szczelnie otoczona zielenią. Do włamania doszło około godz. 1 w nocy. Nikt niczego nie zauważył. – Sąsiadka wspominała później o szczekających psach, ale to wszystko – dodaje nasz rozmówca. – Policjanci zebrali odciski palców i pewnie na tym się skończy.
Mieszkańcy ul. Raszyńskiej i okolic są rozgoryczeni. Jak twierdzą, przynajmniej od pół roku kradzieże są w ich okolicy poważnym problemem. Złodzieje najczęściej działają metodą „na śpiocha”. Forsują zabezpieczenia nocą, kiedy gospodarze śpią w domu.
– To wyjątkowo niebezpieczne, bo może skończyć się fatalnie – mówi pan Mariusz, mieszkaniec rejonu ul. Raszyńskiej. – Niedawno włamano się do moich sąsiadów. Złodzieje kradli na dole, a gospodarze spali na piętrze. Włamywacze zabrali pieniądze i trochę drobnych rzeczy. Później rozrzucili to na ulicy.
Mieszkańcy dzielnicy mówią o kilkunastu osobach, które miały problemy ze złodziejami. Jeden dom okradziono nawet dwa razy. Na szczęście złodziejom nie zawsze udaje się pokonać zabezpieczenia.
– Do mnie próbowali włamać się w marcu. Wywiercili dziurę w drzwiach na tarasie. Na szczęcie nie dali rady obrócić klamki – wspomina pan Mariusz. – Poszli do sąsiada, ale tam spłoszył ich alarm. Dopiero rano zorientowałem się, co się stało.
Mieszkańcy dzielnicy skarżą się na bierność policji. Ich zdaniem, mundurowi robią niewiele, by zapobiec włamaniom.
– Mieszkam tu od kilku lat i w życiu nie widziałem patrolu – dodaje pan Mariusz.
– Na zebraniu z mieszkańcami policjanci tłumaczyli, że dzielnica jest bezpieczna. Ja widzę to inaczej – dodaje pan Leszek. – Poza tym lewa strona ul. Raszyńskiej podlega pod jednostkę w Bełżycach, prawa to jeszcze Lublin. Możliwe, że to powoduje jakieś komplikacje.
Włamaniami w rejonie ul. Raszyńskiej zajmują się m.in. policjanci z lubelskiej komendy miejskiej. Mundurowi zapewniają, że z bezpieczeństwem w dzielnicy jest lepiej niż rok temu. Od stycznia w rejonie ul. Raszyńskiej zanotowano trzy włamania i jedno usiłowanie.
– Złodzieje działali w różny sposób. Nie możemy więc być pewni, że to jedna grupa – mówi podkom. Kamil Gołębiowski, z zespołu prasowego lubelskiej policji.
Mundurowi dowodzą, że są coraz skuteczniejsi w ściganiu włamywaczy. – W lutym zatrzymaliśmy na gorącym uczynku pięć osób, odpowiedzialnych za jedenaście włamań. Kolejne dwie osoby zatrzymano w maju. Mają one na koncie co najmniej cztery włamania – wylicza podkom Gołębiowski.
Poszukiwania złodziei, którzy okradli dom pana Leszka trwają. Policjanci zapewniają jednocześnie, że rejon ul. Raszyńskiej jest regularnie patrolowany. Mundurowi zachęcają również mieszkańców, by zgłaszali dzielnicowym swoje uwagi dotyczące bezpieczeństwa.
Weszli do domu, kiedy spaliśmy. Wywiercili dziurę w drzwiach balkonowych i przekręcili klamkę – mówi pan Leszek, przedsiębiorca, który kilka dni temu padł ofiarą włamywaczy. Stracił pieniądze i dokumenty. – Chcieli też wynieść telewizor. Był już zdjęty ze ściany. Widać jednak zadowolili się gotówką.
Sąsiedzi pana Leszka mieszkają bardzo blisko, ale każda posesja jest dość szczelnie otoczona zielenią. Do włamania doszło około godz. 1 w nocy. Nikt niczego nie zauważył. – Sąsiadka wspominała później o szczekających psach, ale to wszystko – dodaje nasz rozmówca. – Policjanci zebrali odciski palców i pewnie na tym się skończy.
Mieszkańcy ul. Raszyńskiej i okolic są rozgoryczeni. Jak twierdzą, przynajmniej od pół roku kradzieże są w ich okolicy poważnym problemem. Złodzieje najczęściej działają metodą „na śpiocha”. Forsują zabezpieczenia nocą, kiedy gospodarze śpią w domu.














Komentarze