Zwolnienia zostaną podzielone na dwa etapy. Pierwszy z nich właśnie rusza, a w jego ramach szpital opuści 80 pracowników. To wszystko ma przynieść szpitalowi oszczędności 400 tysięcy złotych miesięcznie, ale nawet drastyczne z punktu widzenia personelu cięcia są niewystarczające, bo potrzeba ponad pół miliona.
W związku z tym dyrektor Piotr Rybak planuje łączenie niektórych oddziałów. Przykładem ma być nowe Centrum Pediatrii, w którego skład wejdzie oddział dziecięcy i obserwacyjno-zakaźny dziecięcy. Połączone mają zostać także oddziały pulmonologiczny i chorób zakaźnych. Ich pracownicy dostaną po pół etatu z każdego z nich. Początkowo planowano także połączenie otolaryngologii i okulistyki, ale dyrektor zrezygnował z tego ruchu po niepokojących sygnałach z innych szpitali, które mówiły o przypadkach groźnych zakażeń. Nadal niepewna jest natomiast przyszłość zakładu patomorfologii. Początkowo ten miał być zlikwidowany, ale jest szansa na to, by zachował swój byt po przeprowadzeniu restrukturyzacji.
Zdaniem Piotra Rybaka, to jedyny sposób na to, by szpital mógł spłacić swoje zobowiązania, kupować leki, inwestować w wymianę starego sprzętu, innymi słowy - funkcjonować. To także konieczność do tego, żeby odzyskał swoją finansową wiarygodność i był w stanie otrzymywać kolejne kredyty. Bez pożyczonych pieniędzy wpadnie w spiralę zadłużenia, bo na zaległe składki czeka już ZUS.
– Z mojej analizy wynika, że mamy przerost zatrudnienia. Jeśli nie zmniejszymy kosztów osobowych, nie uda się utrzymać tego szpitala. Nie ma szans – mówił Piotr Rybak podczas środowej sesji Rady Powiatu Puławskiego.
Radni pytali go m.in. o to, czy grupowe zwolnienia nie wpłyną negatywnie na jakość świadczonych usług medycznych i bezpieczeństwo pacjentów. – Jakość pracy się nie pogorszy, a śmiem twierdzić, że się poprawi. Realizacja programu naprawczego jest bezpieczna dla szpitala i pacjentów – wyjaśniał dyrektor.
Głos w sprawie szpitala zabrał także m.in. senator Stanisław Gogacz. Podkreślał konieczność utrzymania dotychczasowej formy szpitala, jako Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej. Nie potępił zwolnień, przestrzegał jedynie przed zbyt pochopnymi decyzjami w tym zakresie.
Tajemniczy klient w przychodni
Dyrektor szpitala przyznał, że do oceny jakości pracy personelu przychodni Podstawowej Opieki Zdrowotnej zatrudnił zewnętrzną, jednoosobową firmę. Po trzech miesiącach powstał raport, na podstawie którego utworzono listy osób, które SP ZOZ zwolni. Kontrola odbywała się na zasadzie „tajemniczego klienta”. Jej wyniki nie są najlepsze.
– Pani z naszego POZ zaproponowała „pacjentce”, żeby ta zapisała się do prywatnego Centrum Medycyny Rodzinnej, czyli do naszej konkurencji. Takie osoby otrzymują swoje pensje i nie mają motywacji do tego, by utrzymać pacjenta. W ubiegłym roku straciliśmy 800 pacjentów. Tyle osób wypisało się z naszych POZ-ów – informował dyrektor, który uważa, że podobne kontrole należy powtórzyć także w szpitalu.
Tam listy osób przeznaczonych do zwolnienia oparte zostały na innych przesłankach, z których najważniejszą jest to, czy dany pracownik nabył uprawnienia emerytalne lub przedemerytalne. Tych ostatnich dyrektor namawia do dobrowolnych odejść. Za zgodę oferuje wypłatę odszkodowań. Twierdzi, że jeśli takiej zgody nie wyrażą, pracę będą musieli stracić ci, którzy nie mają żadnych środków do życia. Dla nich czekać ma natomiast wsparcie z Powiatowego Urzędu Pracy, z którym szpital nawiązał w tej sprawie współpracę.
(...)
Tajemniczy klient w przychodni
Dyrektor szpitala przyznał, że do oceny jakości pracy personelu przychodni Podstawowej Opieki Zdrowotnej zatrudnił zewnętrzną, jednoosobową firmę. Po trzech miesiącach powstał raport, na podstawie którego utworzono listy osób, które SP ZOZ zwolni. Kontrola odbywała się na zasadzie „tajemniczego klienta”. Jej wyniki nie są najlepsze.
– Pani z naszego POZ zaproponowała „pacjentce”, żeby ta zapisała się do prywatnego Centrum Medycyny Rodzinnej, czyli do naszej konkurencji. Takie osoby otrzymują swoje pensje i nie mają motywacji do tego, by utrzymać pacjenta. W ubiegłym roku straciliśmy 800 pacjentów. Tyle osób wypisało się z naszych POZ-ów – informował dyrektor, który uważa, że podobne kontrole należy powtórzyć także w szpitalu.
Tam listy osób przeznaczonych do zwolnienia oparte zostały na innych przesłankach, z których najważniejszą jest to, czy dany pracownik nabył uprawnienia emerytalne lub przedemerytalne. Tych ostatnich dyrektor namawia do dobrowolnych odejść. Za zgodę oferuje wypłatę odszkodowań. Twierdzi, że jeśli takiej zgody nie wyrażą, pracę będą musieli stracić ci, którzy nie mają żadnych środków do życia. Dla nich czekać ma natomiast wsparcie z Powiatowego Urzędu Pracy, z którym szpital nawiązał w tej sprawie współpracę.

















Komentarze