• Ponad dwa tygodnie na fotelu prezesa stadniny koni w Janowie Podlaskiej. Na co przeznaczył pan ten okres?
- Musiałem dokładnie przyjrzeć się, jak aktualnie funkcjonuje stadnina. Zapoznałem się z załogą i finansami spółki. To nadal trwa, bo obiekt jest duży. Nie zdążyłem jeszcze obejrzeć całego ponad 1700-hektarowego areału. Poza tym, próbuję rozmawiać ze wszystkimi o tym, co się dzieje w stadninie. Uważam, że rozmowa jest niezbędna, bo nie chcę kierować stadniną sam. Wolę mieć rozeznanie, co pracownicy o danej sprawie sądzą. Musimy dołożyć wszelkich starań aby spółka nie przynosiła strat.
• Wcześniej wspominał pan, że najważniejsze jest „przywrócenie spokoju i normalności w stadninie”. Już się to panu udało?
- Po tych rozmowach, które prowadzę, widzę że pracownicy nie są już w stanie napięcia. Są spokojniejsi, mogą przecież normalnie pracować. Codziennie rano o godzinie 6, kiedy tylko mogę, dokonujemy tradycyjnego obchodu wszystkich stajni, odwiedzamy też produkcję dotyczącą bydła. Właśnie skończyły się sianokosy, udało się zebrać dużo dobrego siana. A to podstawa wyżywienia koni i krów. Monitorujemy to na bieżąco.
• Czyli rewolucji kadrowej pan nie przeprowadził?
- Oczywiście przeglądam poszczególne etaty i zakres obowiązków, szczególnie tych osób, które zostały zatrudnione tuż przed moim przyjściem. Zwłaszcza tych, bezpośrednio niezwiązanych z działalnością stadniny. Chodzi o to, aby etaty były rzeczywiście wykorzystane, a spółka nie musiała do tego dopłacać.
• W sierpniu Święto Konia Arabskiego i słynna aukcja Pride of Poland. Czy przygotowania rzeczywiście idą zgodnie z planem?
- Tak, nie ma tu zagrożeń i wszystko idzie normalnym tokiem. Wcześniej te zawirowania były, ale teraz to minęło. Kilka dni temu mieliśmy spotkanie w Warszawie z Międzynarodowymi Targami Poznańskimi (współorganizatorem imprezy - przyp. aut.). Cała ta ekipa odpowiedzialna za stronę techniczną była już w Janowie. Ustaliliśmy szczegóły. W sobotę jedziemy na pokaz koni arabskich do Kołobrzegu na Cavaliadę, organizowaną właśnie przez MTP. Tam dalej będziemy ustalać kolejne rzeczy. Aukcja ma istotne znaczenie dla finansów stadniny. Koncentrujemy teraz wszystkie siły, aby obiekt był w odpowiednim stanie. Wymaga konserwacji, pewnych odświeżeń. Bo przyjedzie tu wielu gości. Chcemy aby prezentowało się to jak najlepiej.
• Po tym jak w Janowie padły dwie klacze należące do Shirley Watts, stała bywalczyni aukcji najprawdopodobniej w sierpniu tu nie przyjedzie. Czy pan skontaktował się z nią?
- Pani Shirley Watts jest jednym z ważnych klientów i myślę, że te emocje w końcu opadną. Przygotowuję list do pani Watts w tej sprawie. Myślę że powoli uda się to załagodzić. Rozmawiam ze wszystkimi, którym leży na sercu dobro stadniny. Jeżeli ktoś ma dobre intencje, to będzie ze mną współpracować, nie mam z nikim konfliktu. Z drugiej strony, jest jeszcze grupa klientów z Bliskiego Wschodu, zainteresowanie aukcją wykazują też Chińczycy. Tu nie ma zagrożenia. Jako sędzia międzynarodowy mam też sporo swoich kontaktów i dostaję szereg telefonów. Wiem np. że król Bahrajnu jest spokojny o swojego ogiera, którego podarował dwa lata temu stadninie.
• Czy utrzyma pan myśl hodowlaną stadniny koni w Janowie Podlaskim? Wiele środowisk o to się właśnie w ostatnim czasie obawiało, bo zmiany nie służą programom hodowlanym.
- Jeżeli chodzi o ten rok, to wszystko jest już dokonane. Klacze się wyźrebiły, zostały pozaźrebiane. Ten cykl biologiczny jest w naturalny sposób utrzymany. Moim zadaniem jest zachowanie tego poziomu, a wręcz podnoszenie go, nie tylko jeżeli chodzi o konie czystej krwi arabskiej, ale również konie półkrwi, angloaraby. To powinny być, w moim przekonaniu, konie hodowane w typie sportowym. Do tego potrzebna jest praca z nimi, pokazywanie ich na zawodach. A tutaj są takie warunki, by takie zawody organizować. Trzeba też pomyśleć o wykorzystaniu koni arabskich, nie tylko tych, które startują w pokazach i mają największe szanse. Pozostałe mogą być np. wykorzystane w rajdach długodystansowych, bo do tego się nadają. Będziemy chcieli też wysyłać konie na Sportowe Mistrzostwa Europy, albo sami je tu organizować. O tym trzeba myśleć, bo jest pewien rynek i zapotrzebowanie na takie konie.
• Chce pan też współpracować z janowskim z technikum hodowli koni?
- Jestem właśnie po rozmowie z dyrektorem. Trzeba tę młodzież wykorzystać, z różnych powodów. To będzie z korzyścią dla stadniny, a dla młodych to szansa na zatrudnienie. Bo jeżeli będą wykazywać postępy w nauce i zdobędą umiejętności praktyczne, to będą mogli u nas zostać. W ten sposób dokonywałaby się naturalna wymiana pracowników. Bo starsi będą przecież odchodzić na emerytury. A do stadniny nie trafiałyby osoby przypadkowe. W ostatnich latach tak się niestety zdarza. Bo ta tradycja kiedy ojciec masztalerz przekazuje fach synowi, już się właściwie skończyła. A w przypadku hodowli, użytkowania koni przypadkowych osób być nie powinno. To muszą być osoby które znają konie, obserwują je i rozumieją.
• Przy sprawie z padnięciem klaczy, pojawił się temat monitoringu. Czy jest już zamontowany w stadninie?
- Tak, ale jeszcze nie we wszystkich stajniach. To jest w trakcie realizacji. Najważniejszy jest oczywiście dozór ludzki, ale kamery i alarmy są dodatkowym zabezpieczeniem. Co prawda, zdążyłem się zorientować, że pracują tu osoby które mają bardzo dobry kontakt z końmi, dobrze się do nich odnoszą.
• Opieka weterynaryjna też jest na właściwym poziomie?
- Lekarz weterynarii, który sprawuje tu opiekę jest dobrym fachowcem. Natomiast jeżeli jest potrzeba, to uzupełniamy sprawy ortopedyczne u lekarza weterynarii Jarosława Karcza w Janowie. Morzyska u koni zdarzają się i to z różnych powodów. Ale jeżeli nastąpi wczesne rozpoznanie, bo koń w specyficzny sposób to objawia, to problemu nie ma. Jeżeli diagnoza jest szybka, to prostymi metodami dolegliwość można usunąć. Jeżeli morzysko utrzymuje się dłużej, to konsekwencją może być skręt jelit, który u koni jest niebezpieczny. Bo one mają „niefortunny” w sensie biologicznym przewód pokarmowy. Ale jeśli przestrzega się pewnych zasad żywienia koni, przygląda się ich zachowaniu, to można nad tym zapanować. Nie zmienia to faktu, że w stadninie jest ponad 400 koni. W tak dużej grupie zawsze zdarzą się jakieś przypadki, bo to żywe organizmy i do końca nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć.
• Poprzedni prezes Marek Skomorowski postawił też na turystykę w stadninie np. naukę jazdy konnej, bryczki, płatne zwiedzanie z przewodnikiem. Czy pan przy tym pozostaje?
- To działalność, która oczywiście może się odbywać, ale tylko w taki sposób, aby nie zakłócała pracy w stadninie. Bo konie są cenne i nie może być tutaj kolizji. Ale taka możliwość jest. W przyszłości będziemy chcieli mieć tutaj dobrych jeźdźców, a więc nauka jazdy konnej jak najbardziej. Mamy też krytą ujeżdżalnię, place treningowe. A wycieczki muszą być tak zorganizowane aby nie przeszkadzały w pracy stadninie. To może przynosić dochody stadninie, a to ważne, bo koszty utrzymania są wysokie.
• Czy w związku z objęciem stanowiska prezesa stadniny, zrezygnował pan z pracy na lubelskim Uniwersytecie Przyrodniczym?
- Na uniwersytecie pracuję już 39 lat i trudno żebym nagle z tym zerwał. Rozmawiałem już z rektorem elektem i wyraził zgodę na jakąś inną formę zatrudnienia. Nie będzie to już na pewno cały etat, bo trudno byłoby to pogodzić, ale jakaś część.
• Zamieszkał pan w Janowie Podlaskim?
- Na razie jestem na walizkach. Ale będę musiał mieszkać. Nie ma wyjścia, bo czasami wychodzę z biura o godzinie 20, a nawet później. A rano trzeba wstać na obchód o godz. 6:00. Na razie udaje mi się to łączyć, ale nie jest to łatwe.
• Ponad dwa tygodnie na fotelu prezesa stadniny koni w Janowie Podlaskiej. Na co przeznaczył pan ten okres?
- Musiałem dokładnie przyjrzeć się, jak aktualnie funkcjonuje stadnina. Zapoznałem się z załogą i finansami spółki. To nadal trwa, bo obiekt jest duży. Nie zdążyłem jeszcze obejrzeć całego ponad 1700-hektarowego areału. Poza tym, próbuję rozmawiać ze wszystkimi o tym, co się dzieje w stadninie. Uważam, że rozmowa jest niezbędna, bo nie chcę kierować stadniną sam. Wolę mieć rozeznanie, co pracownicy o danej sprawie sądzą. Musimy dołożyć wszelkich starań aby spółka nie przynosiła strat.


















Komentarze