- Takich księży jak u nas, to ze świecą szukać. Papież Franciszek byłby z niego dumny. Wszystko, do czego papież dziś namawia księży, nasz proboszcz realizuje odkąd u nas nastał, a to już 25 lat – mówi jeden z parafian. – On taki po prostu jest. To nie żadne udawanie, tylko taki charakter. Rozmodlony, skromny i zawsze skory do pomocy. On nie obiecuje, on robi.
Przykłady można mnożyć. Gdy proboszcz chodzi „po kolędzie” nie wraca na plebanię z kopertami. Od razu zostawia je w potrzebujących domach. Żeby dokończyć remont ołtarza sprzedał swój samochód. Jeździł na rowerze, ale oddał go chłopcu, który pożalił się, że nie dostał roweru na komunię, bo jego rodziny nie było stać na taki prezent. Kiedy przy porodzie zmarła matka trzynaściorga dzieci osobiście wspomógł finansowo rodzinę, a potem zorganizował dla niej zbiórkę. Pierwszy pomógł też rodzinie, której spalił się dom. Od lat wspiera szkolną drużynę piłkarską.
W parafii w Bondyrzu mieszka 1800 osób. Pod listem w obronie księdza widnieje 1300 podpisów.
– Tak naprawdę to podpisali się prawie wszyscy – tłumaczy inna parafianka. – 1800 wiernych to mamy na papierze, bo wiele osób wyjechało do miast, wielu za granicę. Może z 1500 jest wszystkich, a 1300 się podpisało. To chyba najlepiej mówi o tym jak ksiądz jest dla nas ważny. Jest dla nas jak rodzina.
Protestować przeciwko planom przeniesienia proboszcza do innej parafii wierni pojechali do kurii zamojsko-lubaczowskiej. Jak mówią, nie zostali tam dobrze przyjęci. A biskup swej decyzji nie zmienił. Stwierdził, że jest ostateczna.
– Żadnego komentarza w tej sprawie nie będzie – ucina ks. Michał Maciołek, rzecznik prasowy diecezji zamojsko-lubaczowskiej pytany o powody decyzji o odwołaniu kapłana i czy jest szansa na jej zmianę.
Wierni o pomoc chcieli prosić też metropolitę przemyskiego, któremu podlega kuria zamojska, ale poinformowano ich, że w tej sprawie trzeba rozmawiać w Warszawie. Tam z kolei nikt z nimi rozmawiać nie chce. Dlatego zamierzają napisać do papieża.
– To chyba najlepszy adres, bo papież chce żeby w kościele byli tacy księża jak nasz ksiądz Paweł. Skromni, niezłomni w swej wierze, nie goniący za bogactwem – mówią wierni – Jest tylko obawa, że tam sprawy rozpatrywane są bardzo powoli i nie zdążymy, bo proboszcz ma nas zostawić już w sierpniu.
– Jeden z sąsiadów zaproponował, że szybciej załatwią sprawę, jak drzwi od kościoła zamkniemy i nowego księdza nie wpuścimy. Nie chcemy jednak zaszkodzić naszemu proboszczowi. To taki spokojny i cichy człowiek. Na nic się nie skarży. Mówi, że taka jest decyzja biskupa i on musi się jej podporządkować. Nawet to nie od niego dowiedzieliśmy się o przeniesieniu tylko od ludzi z Krasnegostawu, którzy słyszeli jak biskup ogłaszał decyzję – przyznaje jedna z mieszkanek Bondyrza. – To wielka niesprawiedliwość, bo były biskup, Jan Śrutwa, obiecał naszemu księdzu, że w Bondyrzu zostanie na dożywocie. A teraz, gdy ma 60 lat, chcą go nam nagle zabrać.
– Jak będzie trzeba to pojedziemy do Watykanu i będziemy prosić o audiencję – zapowiadają parafianie. – Nie rozumiemy dlaczego chce się rozbić naszą wspólnotę. Oprócz proboszcza w sierpniu ma odejść od nas także nas ksiądz wikariusz, Tomasz Turek. Mieliśmy najlepszych duszpasterzy, a teraz zostaniemy sami? Jak sieroty?
Z ks. Pawłem Słonopasem nie udało nam się wczoraj skontaktować.
- Takich księży jak u nas, to ze świecą szukać. Papież Franciszek byłby z niego dumny. Wszystko, do czego papież dziś namawia księży, nasz proboszcz realizuje odkąd u nas nastał, a to już 25 lat – mówi jeden z parafian. – On taki po prostu jest. To nie żadne udawanie, tylko taki charakter. Rozmodlony, skromny i zawsze skory do pomocy. On nie obiecuje, on robi.
Przykłady można mnożyć. Gdy proboszcz chodzi „po kolędzie” nie wraca na plebanię z kopertami. Od razu zostawia je w potrzebujących domach. Żeby dokończyć remont ołtarza sprzedał swój samochód. Jeździł na rowerze, ale oddał go chłopcu, który pożalił się, że nie dostał roweru na komunię, bo jego rodziny nie było stać na taki prezent. Kiedy przy porodzie zmarła matka trzynaściorga dzieci osobiście wspomógł finansowo rodzinę, a potem zorganizował dla niej zbiórkę. Pierwszy pomógł też rodzinie, której spalił się dom. Od lat wspiera szkolną drużynę piłkarską.














Komentarze