Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Tomaszów Lubelski-Pakistan autostopem. Misja: tajna domówka

15 tys. kilometrów autostopem - tyle do przejechania ma mieszkaniec Tomaszowa Lubelskiego, Konrad Malinowski. W ubiegłym roku odwiedził Kambodżę. Tym razem kierunek był inny. Cele też: irańskie wesele, perskie księżniczki, plan filmowy w Bombaju i lampart w Hingol
Tomaszów Lubelski-Pakistan autostopem. Misja: tajna domówka

Trasa wiedzie przez Bałkany, Turcję, Iran, Pakistan i kawałek Indii.

- Moja lista marzeń jest długa. Chciałem wkupić się zabraną z domu butelką Żubrówki w łaski młodych Irańczyków żeby zostać zaproszonym na domówkę. W tym kraju, za spożywanie alkoholu można trafić do paki. Stąd Persowie prowadzą dwa tryby życia: jeden publiczny, drugi prywatny. Inaczej mówiąc, dają w palnik, gdy Allah nie patrzy. Chcę dać razem z nimi - śmieje się Konrad. - Chciałbym zobaczyć też perskie księżniczki i poletko marihuany w północnym Pakistanie. Zobaczyć kontrasty Karachi, wytropić lamparta w Parku Narodowego Hingol, ale i zagrać na planie bollywodzkiego filmu w Bombaju.

100 dolarów i zestaw małego wędkarza

Realizację ambitnych planów można śledzić na facebookowym profilu „Na waleta bez bileta”.
Być może relacja z podróży będzie także opublikowana w książce, tak jak zapis pierwszej kambodżańskiej wyprawy. Premiera tej książki w kwietniu 2017, w wydawnictwie Poznaj Świat.

- Książka to jakby efekt uboczny moich wypraw - przyznaje Konrad Malinowski.

Być może i druga wyprawa zaowocuje książką, bo w internecie śledzi ją blisko 13 tys. osób. Wielu z nich jest zafascynowanych tym, jak można podróżować mając tylko ważący 16 kilogramów plecak, w którym zmieścił się między innymi namiot:
•śpiwór
•karimata
•aparat fotograficzny i karty pamięci
•zestaw małego wędkarza
•scyzoryk...

Do tego 100 dolarów zaszyte w spodenkach (na czarną godzinę) i duża flaga z orzełkiem, którą Konrad dostał podczas poprzedniej wyprawy w Ułan Ude (Rosja) od pani Marii Iwanowej, opiekunki Polskiego Domu. Chociaż nie, flaga już z nim nie podróżuje.

Flaga

- Zostawiłem ją na Polskim Cmentarzu w Dulabie (Iran) - przyznaje. - Ciężko było mi się rozstać z kawałkiem tego cennego materiału. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Ale ta wspaniała myśl o tym, że będzie wisieć nad głowami Polaków, którzy szli z ZSRR do Ziemi Obiecanej, jest dla mnie bezcenna. W wyniku ewakuacji Armii Polskiej pod wodzą gen. Władysława Andersa ze Związku Radzieckiego, do Iranu dotarło ponad 120 000 Polaków z czego 20 000 tysięcy to dzieci, które cudem ocalały z łagrowego piekła.

Dla większości z nich, Iran był zaledwie przystankiem na żołnierskim szlaku do Ziemi Obiecanej. Wielu z nich jednak, doświadczając nędzy, wycieńczenia i chorób, na zawsze zostało na irańskiej ziemi. Ich groby są świadectwem tragicznych losów Polaków siłą wygnanych z Ojczyzny. Dlatego flaga, która przywędrowała z miejsca, które odebrało im życie powinna tam zostać.

Masz bombę?

Zanim Malinowski dojechał do Iranu zwiedził już bardzo wiele. Wiele osób brało go za Araba lub uchodźcę. Gdy wjechał do Kurdystanu kierowca zahamował przy nim i pytał, czy należy do ISIS.
- Oszalałeś? Jestem Polakiem.
- Masz bombę?
- Nie.
- Muzułmanin?
- Chrześcijanin.
- Wyglądasz na muzułmanina. Pokaż mi paszport i plecak.

Paczka od żołnierza

Podobnych wydarzeń było więcej.


- Kierowca na Węgrzech wziął mnie za Araba i nie pomogło żadne tłumaczenie - opowiada Konrad. - Bardzo trudne okazało się też łapanie autostopu 500 m od ośrodka dla uchodźców na granicy Unii Europejskiej między Serbią, a Węgrami. Nikt nie chciał mnie wziąć. Może to z powodu brody, a może z powodu bliskości tego ośrodka wzięli mnie za uchodźcę. Wreszcie, po czterech godzinach machania polską flagą, nareszcie złapałem rodaków. Chłopaki z Krakowa podwieźli mnie pod Nowy Sad. Bardzo cieszyłem się, że udało mi się wydostać z granicy.

Na szlaku Konrad Malinowski poznaje też wiele sympatycznych osób. Jeden z podwożących go żołnierzy dał mu rację żywnościową: pulpety w sosie warzywnym, suchary wojskowe, batony żurawinowe, pieczywo chrupkie, mieszankę owoców liofilizowanych, miód pszczeli i mnóstwo innych rzeczy o wysokiej zawartości energetycznej. A w dodatku takie bajery jak tabletki do uzdatniania wody i składany palnik, który chowa się w kieszeni.

Bear Grylls mógłby pozazdrościć.

Herbatka

- W Kurdystanie zostałem wprost z ulicy zaproszony na wesele. Zresztą do tej pory myślałem, że najbardziej gościnnym narodem są Rosjanie. Nic bardziej mylnego. Kurdystan, pod tym względem, przebija nawet ich. Wystarczy przejść kawałek ulicą, by lokalni handlarze zaczęli Cię rozchwytywać. Ba! Niejednokrotnie dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji, że dwóch sprzedawców szarpie Cię naraz: jeden za prawe, drugi za lewe ramię. Każdy chce zamienić z Tobą kilka słów i zaprosić na herbatkę. I nigdy nie pozwoli Ci za cokolwiek zapłacić, choćbyś odmawiał konsekwentnie – opowiada podróżnik.
Kamancheh i Kamalin

W Teheranie (Iran) w Alamdar Cafe, jednym z najsłynniejszych szisza-barów poznał jego właściciela Hamida Gandiana, 34-letniego byłego zawodnik MMA i kickboxingu.

- Niestety, kontuzje wykluczyły go z profesjonalnej kariery sportowej. Oprócz prowadzenia własnego biznesu, występuje w klipach muzycznych i jest postacią znaną w Iranie. A prywatnie? To równy gość, który przekazał wiele szacunku dla mojego kraju i z którym można puszczać dym uszami - śmieje się Malinowski. - Poznałem też Arsama Babaei, jednego z najbardziej utalentowanych instrumentalistów młodego, irańskiego pokolenia. Gra na tradycyjnym, perskim instrumencie kamancheh oraz na kamalin, który sam stworzył. To połączenie skrzypiec i kamancheh.

Ma dwadzieścia jeden lat i bogatą siatkę kontaktów skupiającą muzyczną elitę całego Iranu. Jak sam mówi, jego drugim domem jest Polska. W ubiegłym roku występował przed naszą publicznością u boku Marka Jakubowskiego; kompozytora i gitarzysty jazzowego z Poznania, z którym nagrał album „Zandegi Zibast”. Oglądanie miejsc nie jest najważniejszym punktem moich podróży - podkreśla Konrad Malinowski. - Znacznie ważniejsze są spotkania z ludźmi, bo to drugi człowiek inspiruje mnie najbardziej i to jemu zawdzięczam to kim jestem i jak się rozwijam. Chcę więc rozwijać się dalej.

Gdzie za rok?

Na szlaku może wpaść także w oko piękna kobieta. Chociaż Malinowski nie ukrywa, że nie myśli jeszcze o ślubie, to mieszkanki Iranu zafascynowały go swoją urodą.

- To bardzo kontaktowe i sympatyczne dziewczyny, z którymi można porozmawiać, a nawet poflirtować. Swoistym rodzajem flirtu jest tam „door to door” - mówi podróżnik - Polega to na tym, że wieczorami krąży się po ulicach Teheranu i podjeżdża się autem pod samochód, w którym siedzą dziewczyny. One przyjeżdżają właśnie po to, aby dać się poderwać. Można to też robić w czasie jazdy: uchyla się szybę, i jeśli obie strony się sobie spodobają to wymieniają się numerami telefonów. Najlepiej jest podrywać w czwartki i w piątki, bo wtedy w Iranie mamy weekend.

Czy Konradowi Malinowskiemu udało się „zaliczyć” tajną domówkę i zrealizować inne plany - dowiemy się śledząc „Na waleta bez bileta”. Tomaszowianin będzie podróżował już tylko przez miesiąc. W październiku musi stawić się na studiach.

- Prawdopodobnie wtedy też zacznę się zastanawiać gdzie pojadę za rok - zapewnia już dziś.

Zanim Malinowski dojechał do Iranu zwiedził już bardzo wiele. Wiele osób brało go za Araba lub uchodźcę. Gdy wjechał do Kurdystanu kierowca zahamował przy nim i pytał, czy należy do ISIS.
- Oszalałeś? Jestem Polakiem.
- Masz bombę?
- Nie.
- Muzułmanin?
- Chrześcijanin.
- Wyglądasz na muzułmanina. Pokaż mi paszport i plecak.

Paczka od żołnierza

Podobnych wydarzeń było więcej.

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama