– Michał nie polubił tych ludzi, chciał wracać do naszego domu. Zżył się z nami i czwórką pozostałych dzieci, którymi się opiekujemy. Nikt nie wziął tego pod uwagę! – oburza się Urszula Bartoszewska, która jest prawnym opiekunem chłopca i dodaje: – Od czasu, kiedy został wywieziony do Belgii, nie wiemy, co się z nim dzieje.
– Michał ma FAS (płodowy zespół alkoholowy) i psychologowie zalecają dla jego dobrego rozwoju utrzymywanie jak najbardziej stabilnego środowiska rodzinnego – dodaje Dariusz Bartoszewski. – Może ze względu na FAS ma trudności z uczeniem się języka obcego. Para z Belgii, która chce go adoptować, kontaktowała się z nim przez cały czas za pomocą tłumacza w telefonie komórkowym.
Rodzina zastępcza
Urszula i Dariusz Bartoszewscy z Opola Lubelskiego są rodziną zastępczą siedmiolatka od trzech lat. Biologiczni rodzice chłopca zostali pozbawieni praw rodzicielskich, ale utrzymywali z dzieckiem regularne kontakty. W styczniu ubiegłego roku rozpoczęła się procedura adopcyjna. Kilka miesięcy później za pośrednictwem organizacji „Mały Cud” zgłosiło się małżeństwo z Belgii, które chciało adoptować chłopca.
– Z relacji ich pełnomocniczki wynikało, że są bardzo dobrymi kandydatami – zamożni, z dużym domem i ogrodem w centrum miasteczka. Dlatego na początku nie byliśmy przeciwni temu, żeby zaadoptowali Michała – zaznacza Bartoszewska.
Jednak po zapoznaniu się z wywiadem środowiskowym dotyczącym małżeństwa, państwo Bartoszewscy zaczęli mieć poważne wątpliwości, czy Belgowie nadają się na adopcyjnych rodziców.
– Okazało się, że mają potężny kredyt. Piękny dom okazał się zaniedbanym gospodarstwem, otoczonym przez pole kukurydzy. A warto zaznaczyć, że rodziny w Belgii, które adoptują dzieci dostają na nie znacznie większe pieniądze niż rodziny zastępcze w Polsce – mówi pani Urszula.
Na tym jednak nie koniec. – Przyszły ojciec przedstawiał się jako urzędnik państwowy pełniący funkcję zastępcy ministra, podczas gdy jest zaledwie szeregowym urzędnikiem w ministerstwie kultury – dodaje Dariusz Bartoszewski.
Bartoszewskich zaniepokoiło też, że wcześniej małżeństwo Belgów błyskawicznie załatwiło adopcję dziecka z Kazachstanu. – Byli tam 7 dni. Trudno uwierzyć, że proces adopcyjny trwa tak krótko – podkreśla pani Urszula i dodaje: W związku z tym skontaktowałam się z pełnomocniczką tych ludzi i wyraźnie zaznaczyłam, że nie wyrażam zgody na adopcję, a zgodnie z kodeksem opiekuńczym jest ona wymagana.
Nie mieli prawa zabrać dziecka
Rozstrzygnięcia sądowe, jakie zapadły w sprawie Michałka potwierdzają, że Belgowie nie mogli legalnie wywieźć 7-latka za granicę. Mogli natomiast czasowo się nim zajmować. Sąd zgodził się bowiem na tzw. osobistą styczność z dzieckiem.
– Postanowienie w tej sprawie dotyczy wyłącznie Polski – zastrzega sędzia Ewa Bazelan, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie. – Sąd odmówił kontynuowania styczności osobistej na terenie Belgii.
I choć to postanowienie jest prawomocne, małżonkowie wyjechali z Polski wraz z dzieckiem. Nie czekali na ostateczne zakończenie procedury adopcyjnej – a właśnie na jutro zaplanowano kolejną rozprawę, dotyczącą opieki nad Michałkiem. To skutek apelacji złożonej przez Urszulę Bartoszewską, która uważa, że decyzja Sądu w Opolu Lubelskim, który zgodził się na adopcję chłopca przez Belgów, była błędem.
Sprawę adopcji chłopca prowadził Katolicki Ośrodek Adopcyjny w Warszawie – to jeden z trzech ośrodków w Polsce, które organizują zagraniczne adopcje. – Z naszej strony wszystko przebiegło zgodnie z prawem. Nie będę tego komentować do czasu rozstrzygnięcia sądowego – ucina Zofia Dłutek, dyrektor warszawskiego ośrodka.
Tymczasem polskie ministerstwo sprawiedliwości przekazało Belgom wniosek o powrót Michała do Polski. Jak się dowiedzieliśmy wczoraj w Wydziale Komunikacji Społecznej tego resortu, strona polska oczekuje już na decyzję sądu belgijskiego w tej sprawie.
– Michał nie polubił tych ludzi, chciał wracać do naszego domu. Zżył się z nami i czwórką pozostałych dzieci, którymi się opiekujemy. Nikt nie wziął tego pod uwagę! – oburza się Urszula Bartoszewska, która jest prawnym opiekunem chłopca i dodaje: – Od czasu, kiedy został wywieziony do Belgii, nie wiemy, co się z nim dzieje.
– Michał ma FAS (płodowy zespół alkoholowy) i psychologowie zalecają dla jego dobrego rozwoju utrzymywanie jak najbardziej stabilnego środowiska rodzinnego – dodaje Dariusz Bartoszewski. – Może ze względu na FAS ma trudności z uczeniem się języka obcego. Para z Belgii, która chce go adoptować, kontaktowała się z nim przez cały czas za pomocą tłumacza w telefonie komórkowym.
Rodzina zastępcza
Urszula i Dariusz Bartoszewscy z Opola Lubelskiego są rodziną zastępczą siedmiolatka od trzech lat.

















Komentarze