Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Brakuje lekarzy specjalistów. A ministerstwo zmniejsza liczbę miejsc rezydenckich

W jesiennym naborze Lubelskie nie dostało żadnych miejsc dla lekarzy, którzy chcą się specjalizować m.in. w endokrynologii i kardiologii dziecięcej. Pojedyncze są w kardiochirurgii, chirurgii onkologicznej czy gastroenterologii. A w przyszłym roku ma być gorzej.
Brakuje lekarzy specjalistów. A ministerstwo zmniejsza liczbę miejsc rezydenckich

Żeby lekarz mógł zrobić specjalizację, musi się dostać na rezydenturę. Miejsca na poszczególne województwa przydziela Ministerstwo Zdrowia.

– Zmniejszanie liczby miejsc rezydenckich jest paradoksem, bo przecież ministerstwo kładzie jednocześnie nacisk na zwiększanie liczby studentów. Pytanie tylko, gdzie mają robić potem specjalizację? – zauważa Julia Sobkiewicz, lekarz z Lublina, która w przyszłym roku będzie się ubiegać się rezydenturę. – Niezrozumiały jest także podział miejsc. W jesiennym naborze w województwie lubelskim np. na chirurgię ogólną było 9 miejsc, a na choroby wewnętrzne aż 50. A przecież chirurdzy są bardzo potrzebni, bo to m.in. w tej specjalności jest bardzo widoczna luka pokoleniowa.

Duży problem jest też z brakiem endokrynologów i endokrynologów dziecięcych. Tymczasem w jesiennym naborze w obu specjalnościach nie było żadnego miejsca dla województwa lubelskiego. – Kolejka do endokrynologa sięga już 2018 roku, a miejsc na cały kraj w jesiennym naborze dla rezydentów było tylko 8 – zaznacza Jakub Kosikowski, lekarz-stażysta z Lublina.

– Rezydentury niby są, ale na niektóre w ogóle nie ma miejsc, co oznacza, że lekarz, który chce się wyspecjalizować w konkretnym kierunku, jest zmuszony do zmiany swoich planów zawodowych – mówi Marek Stankiewicz, rzecznik Lubelskiej Izby Lekarskiej. – Nie wszyscy się na to godzą, zwłaszcza, że za granicą, np. w Niemczech, mogą robić taką specjalizację, jaką chcą, i to na koszt państwa.

Dodaje, że młodzi lekarze biorą przykład ze starszych kolegów. W ostatnich latach z Polski wyjechało ok. 12 tysięcy specjalistów w wieku 36-44 lata. – Chodzi nie tylko o kwestie finansowe, ale też o możliwość rozwoju.

– W kraju rezydent zarabia niecałe 2,5 tys. zł i musi jeszcze dodatkowo wykonywać całą papierkową robotę. Za granicą te stawki są znacznie wyższe – dodaje Sobkiewicz.

Mniejsza liczba rezydentur to mniej nowych specjalistów. – Średnia wieku lekarza specjalisty wynosi 52 lata, a w specjalnościach pediatrycznych – 57. Sytuacja znacznie lepiej wygląda w większych aglomeracjach, gorzej – w szpitalach powiatowych, gdzie lekarzy jest mniej i pracują na granicy wydolności – dodaje rzecznik LIL.

Ministerstwo tłumaczy zmianę limitów zaprzestaniem finansowania rezydentur dla absolwentów, którzy nie dostali się na nie w latach 2012-2015. – W tym roku zostały sfinansowane ostatnie rezydentury dla tych absolwentów. Ministerstwo uważa, że skoro ta liczba się wyrównała, to może teraz zmniejszyć liczby rezydentur. Planuje to jednak zrobić poniżej liczby stażystów, więc za chwilę problem wróci – podkreśla Kosikowski.

Za mało miejsc

W marcu 2016 przyznano 1901 miejsc rezydenckich. W marcu 2017 roku ma ich być tylko 600. We wrześniu 2016 przyznano 4037 miejsc, we wrześniu 2017 ma ich być 3600. – Co roku medycynę w Polsce kończy około 4000 absolwentów. Stażystów 2016–2017 jest 4136, co oznacza, że w jesiennym naborze 2017 co najmniej 536 z nich nie dostanie się na rezydenturę, a nie bierzemy pod uwagę tych, którzy nie uzyskali miejsca rezydenckiego w poprzednich naborach. Finalnie ta liczba będzie więc dużo większa!– podkreśla Jakub Kosikowski, lekarz-stażysta z Lublina, redaktor portalu Będąc Młodym Lekarzem.

Żeby lekarz mógł zrobić specjalizację, musi się dostać na rezydenturę. Miejsca na poszczególne województwa przydziela Ministerstwo Zdrowia.

– Zmniejszanie liczby miejsc rezydenckich jest paradoksem, bo przecież ministerstwo kładzie jednocześnie nacisk na zwiększanie liczby studentów. Pytanie tylko, gdzie mają robić potem specjalizację? – zauważa Julia Sobkiewicz, lekarz z Lublina, która w przyszłym roku będzie się ubiegać się rezydenturę. – Niezrozumiały jest także podział miejsc. W jesiennym naborze w województwie lubelskim np. na chirurgię ogólną było 9 miejsc, a na choroby wewnętrzne aż 50. A przecież chirurdzy są bardzo potrzebni, bo to m.in. w tej specjalności jest bardzo widoczna luka pokoleniowa.

Żeby lekarz mógł zrobić specjalizację, musi się dostać na rezydenturę. Miejsca na poszczególne województwa przydziela Ministerstwo Zdrowia.

– Zmniejszanie liczby miejsc rezydenckich jest paradoksem, bo przecież ministerstwo kładzie jednocześnie nacisk na zwiększanie liczby studentów. Pytanie tylko, gdzie mają robić potem specjalizację? – zauważa Julia Sobkiewicz, lekarz z Lublina, która w przyszłym roku będzie się ubiegać się rezydenturę. – Niezrozumiały jest także podział miejsc. W jesiennym naborze w województwie lubelskim np. na chirurgię ogólną było 9 miejsc, a na choroby wewnętrzne aż 50. A przecież chirurdzy są bardzo potrzebni, bo to m.in. w tej specjalności jest bardzo widoczna luka pokoleniowa.

Żeby lekarz mógł zrobić specjalizację, musi się dostać na rezydenturę. Miejsca na poszczególne województwa przydziela Ministerstwo Zdrowia.

– Zmniejszanie liczby miejsc rezydenckich jest paradoksem, bo przecież ministerstwo kładzie jednocześnie nacisk na zwiększanie liczby studentów. Pytanie tylko, gdzie mają robić potem specjalizację? – zauważa Julia Sobkiewicz, lekarz z Lublina, która w przyszłym roku będzie się ubiegać się rezydenturę. – Niezrozumiały jest także podział miejsc. W jesiennym naborze w województwie lubelskim np. na chirurgię ogólną było 9 miejsc, a na choroby wewnętrzne aż 50. A przecież chirurdzy są bardzo potrzebni, bo to m.in. w tej specjalności jest bardzo widoczna luka pokoleniowa.

Żeby lekarz mógł zrobić specjalizację, musi się dostać na rezydenturę. Miejsca na poszczególne województwa przydziela Ministerstwo Zdrowia.

– Zmniejszanie liczby miejsc rezydenckich jest paradoksem, bo przecież ministerstwo kładzie jednocześnie nacisk na zwiększanie liczby studentów. Pytanie tylko, gdzie mają robić potem specjalizację? – zauważa Julia Sobkiewicz, lekarz z Lublina, która w przyszłym roku będzie się ubiegać się rezydenturę. – Niezrozumiały jest także podział miejsc. W jesiennym naborze w województwie lubelskim np. na chirurgię ogólną było 9 miejsc, a na choroby wewnętrzne aż 50. A przecież chirurdzy są bardzo potrzebni, bo to m.in. w tej specjalności jest bardzo widoczna luka pokoleniowa.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama