Kupił telefon przez Internet i zaczęły się problemy. Firma: "Nas nie obowiązuje polskie prawo"
Adam Zając z Parczewa kupił Nokię 6300 w sklepie internetowym za 279 zł. Gdy po kilku tygodniach otrzymał paczkę, okazało się, że telefon łatwo traci zasięg i ma rosyjską klawiaturę.
- 24.01.2014 21:00
Adam Zając z Parczewa od kilku lat robi zakupy w sklepach internetowych. Strona firmy, gdzie zamówił telefon wydawała się wiarygodna. - Takiego telefonu nigdy w życiu nie widziałem - mówi pan Adam.
Okazało się, że serwis internetowy "xtreme-mobiles.pl”, w którym mieszkaniec Parczewa zamówił Nokię, należy do firmy Blueway Trade Co. Limited z siedzibą… w Hong Kongu. To stamtąd przyszła paczka. Gdy kupiec zorientował się, że telefon traci zasięg i ma rosyjską klawiaturę, chciał go jak najszybciej zwrócić i odzyskać swoje pieniądze.
Wtedy zaczęły się problemy. Niezadowolony klient powiadomił najpierw szczecińską firmę, na konto której wpłacił 279 zł, że chce zwrócić Nokię i odzyskać pieniądze. Zamiast kilkuset złotych, dostał polsko-angielsko-chiński druk reklamacyjny. Pan Adam wybrał inne rozwiązanie. Wykorzystał prawo do 10-dniowego terminu zwrotu towaru kupionego przez Internet. Do telefonu dołączył pismo o odstąpieniu od umowy. Zgodnie z ustawą niezadowolony klient powinien otrzymać zwrot kosztów w ciągu 14 dni.
Zamiast tego mężczyzna dostał wiadomość e-mail od innej szczecińskiej firmy, której pracownik stwierdził, że to nie ich telefon i że pan Adam się pomylił. - Co ciekawe te dwie szczecińskie firmy były zarejestrowane pod tym samym adresem - dodaje pechowy kupiec.Wtedy uznał, że sam może sobie z nieuczciwym sprzedawcą nie poradzić i zaalarmował Urszulę Jószczuk, powiatowego rzecznika konsumentów. - Firma argumentowała, że polskie prawo ją nie obowiązuje, bo jest zarejestrowana za granicą - mówi Jószczuk. - To nie jest prawda. Skoro firma sprzedaje swoje towary w Polsce, to obowiązują ją polskie przepisy - dodaje powiatowy rzecznik konsumentów. Interwencja rzecznika okazała się skuteczna. Pieniądze wpłynęły na konto pana Adama. Gdyby tak się nie stało, firma zapłaciłaby karę, a rzecznik konsumentów mógłby skierować sprawę do prokuratury.
- Nigdy wcześniej nie miałem takich przygód. Jestem teraz ostrożniejszy, sprawdzam daną firmę na wszystkie możliwe sposoby. Człowiek uczy się na błędach - przyznaje mieszkaniec Parczewa.
Reklama













Komentarze