38-letni mieszkaniec os. Włostowice w Puławach już kilkukrotnie groził swoim sąsiadom, domagając się, by zamykali w domu swojego psa. Robili jak kazał, ale groźby nie ustawały. Pod ich domem potrafił pojawić się nawet przed świtem. Nie raz wzywali policję, ale tego, co stało się w wielkanocną niedzielę, nawet oni się nie spodziewali.
Violetta Korus siedziała w fotelu, a jej pies „Bizon” leżał tuż obok, gdy na ich tarasie pojawił się Benjamin K., 38-letni syn ich sąsiadów. Mężczyzna najpierw rzucał w okno grudami ziemi, a następnie wziął znalezioną przy domu metalową rurkę i uderzył nią kilka razy w szybę balkonowych drzwi. Widząc to, kobiet ruszyła do ucieczki, ale napastnik był szybszy. Wszedł do środka, dogonił ją i zaczął okładać po całym ciele. Swoją agresję kierował także w stronę psa.
– To była chwila. Po ciosie w głowę, zalałam się krwią. On nic nie mówił. Mamrotał tylko coś pod nosem. Niemal po omacku dosięgłam zamka w drzwiach i wydostałam się na zewnątrz – mówi poszkodowana, która podkreśla, że ze swoimi sąsiadami, państwem K. od zawsze żyło jej się dobrze. Problemy były tylko z ich synem, który według niej, wymaga leczenia psychiatrycznego. Podobnego zdania jest jej mąż.
– Jestem przekonany, że gdyby w ostatniej chwili nie udało jej się otworzyć tych drzwi i wybiec z domu, nasz niezrównoważony psychicznie sąsiad mógłby ją tam nawet zabić. Ten człowiek jest chory i już dawno powinien zostać wysłany na leczenie – mówi Andrzej Korus, który w czasie tego zdarzenia przebywał poza miastem.
Pani Violetta po wyjściu na podwórko, krzycząc „pomocy” zaalarmowała sąsiadów. Jeden z nich jest lekarzem. Okazało się, że poszkodowana ma złamaną rękę, skaleczony łuk brwiowy oraz liczne siniaki i potłuczenia.
Na miejsce wezwano policję. Napastnik w tym czasie spokojnie wrócił do siebie. Podczas zatrzymania nie stawiał oporu. We wtorek 38-latek został przesłuchany przez prokuratora, który skierował wniosek o jego tymczasowe aresztowanie. Mężczyzna zeznał, że jego motywem było zabicie psa, który miał mu „przeszkadzać”. Zaprzeczył jednocześnie jakoby celem jego bezprawnego wtargnięcia do sąsiadów było wyrządzenie krzywdy ludziom.
– Ten pies nawet na podwórko nie wychodzi, mieszka z nami w domu. Jak mu może przeszkadzać? – dziwi się właściciel psa.
W środę Sąd Rejonowy w Puławach zdecydował, że Benjamin K. najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Jak informuje Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, zatrzymany usłyszał sześć zarzutów. – To kilkukrotne kierowanie gróźb karalnych wobec pokrzywdzonej, zniszczenie mienia oraz uszkodzenie ciała z zamiarem doprowadzenia do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – wylicza prokurator, która potwierdza, że puławianina czeka także kolejne badanie przez biegłych lekarzy psychiatrów.
Warto dodać, że dla 38-latka nie było to pierwsze włamanie, ani pierwszy atak. Ostatnie zdarzenie tego rodzaju miało miejsce podczas w grudniu ubiegłego roku, podczas poprzednich świąt. Wtedy mężczyzna przez właz w dachu dostał się do domu innych sąsiadów i nożem zadźgał ich kilkunastoletniego psa. Po tamtym wydarzeniu mężczyzna na krótko otrzymał policyjny dozór i zakaz zbliżania się do właścicieli zabitego czworonoga. Gdy jednak biegli uznali, że Benjamin K. nie stwarza już żadnego zagrożenia, prokuratorskie postępowanie zostało umorzone.
Dzisiaj pani Korus boi się sama zostawać w domu. Jak twierdzi, to, że z synem ich sąsiadów dzieje się coś złego, wiedziała od dawna. Przypomina sobie szereg nietypowych zachowań Benjamina K., jego agresywne odzywki, wulgaryzmy, groźby, nieuzasadnione pretensje i dziwną niechęć wobec psów.
– Jego twarz w ciągu ostatnich miesięcy bardzo się zmieniła. To była twarz chorego, cierpiącego człowieka. Moim zdaniem jego agresja była takim wołaniem o pomoc. Teraz liczę tylko na to, że tę pomoc otrzyma i już tutaj nie wróci. Inaczej chyba nie będę potrafiła tutaj mieszkać.
38-letni mieszkaniec os. Włostowice w Puławach już kilkukrotnie groził swoim sąsiadom, domagając się, by zamykali w domu swojego psa. Robili jak kazał, ale groźby nie ustawały. Pod ich domem potrafił pojawić się nawet przed świtem. Nie raz wzywali policję, ale tego, co stało się w wielkanocną niedzielę, nawet oni się nie spodziewali.
Violetta Korus siedziała w fotelu, a jej pies „Bizon” leżał tuż obok, gdy na ich tarasie pojawił się Benjamin K., 38-letni syn ich sąsiadów. Mężczyzna najpierw rzucał w okno grudami ziemi, a następnie wziął znalezioną przy domu metalową rurkę i uderzył nią kilka razy w szybę balkonowych drzwi. Widząc to, kobiet ruszyła do ucieczki, ale napastnik był szybszy. Wszedł do środka, dogonił ją i zaczął okładać po całym ciele. Swoją agresję kierował także w stronę psa.

















Komentarze