Oferta dla zadłużonych lokatorów miejskich mieszkań będzie ważna do początku lutego, bo wtedy minie 6-miesięczny termin na złożenie wniosku. Przez trzy miesiące do miasta zgłosiło się 196 zainteresowanych, a rekordzista winien jest miastu ponad 162 tys. złotych.
Najemcy mają do wyboru dwie drogi wyjścia z zadłużenia. W pierwszym wariancie trzeba spłacić 30 proc. zaległości w ciągu 18 miesięcy i na bieżąco regulować czynsz. Reszta długu byłaby umorzona. Drugą możliwością jest spłata 50 proc. długu w miesięcznych ratach nie później niż do końca września 2022 r. i terminowe opłacanie czynszu. Reszta zaległości ma być umorzona. W obu przypadkach miasto przestaje naliczać odsetki od długu z dniem złożenia wniosku o objęcie oddłużeniem.
Osoby, które złożyły wnioski o przystąpienie do programu, winne są miastu łącznie 4,5 mln zł. – W oparciu o wybrany przez dłużników wariant spłaty zadłużenia i przy założeniu, że we wszystkich przypadkach doszłoby do zawarcia porozumienia a także jego zrealizowania, Zarząd Nieruchomości Komunalnych odzyskałby kwotę 1 mln 775 tys. złotych – informuje Łukasz Bilik, rzecznik ZNK. Do tej pory podpisano 50 porozumień z osobami winnymi prawie 928 tys. zł. – Z tego do odzyskania byłoby 327 tys. zł.
Te kwoty to zaledwie kropla w morzu długów, choć właściwiej byłoby mówić nie o morzu, ale wręcz oceanie, w którym dryfują już tysiące najemców. Aktualne zadłużenie wszystkich użytkowników miejskich lokali to ponad 109 milionów złotych, do czego miasto dolicza prawie 95 mln tytułem odsetek.
Osoby chcące skorzystać z programu oddłużeniowego, powinni się zgłosić do Zarządu Nieruchomości Komunalnych przy Grodzkiej 12. Z oferty nie mogą korzystać ci, których dług powstał dopiero po 30 czerwca ubiegłego roku, co ma być barierą dla tych, którzy przestali płacić na wieść o przygotowywanym programie.
Ratusz ostrzega, że tych, którzy nie skorzystają z programu, będzie eksmitować. Brzmi groźnie, chociaż nie jest to groźba łatwa do spełnienia, bo jeśli sąd orzekając o eksmisji przyzna lokatorowi prawo do mieszkania socjalnego, to dłużnika nie będzie można ruszyć, dopóki nie znajdzie mu się takiego lokalu. Sęk w tym, że mieszkań socjalnych jest za mało i w kolejce czeka jeszcze wiele niezrealizowanych wyroków, a miasto musi wypłacać odszkodowania innym właścicielom mieszkań, którzy nie mogą się pozbyć dłużników z wyrokiem eksmisyjnym, bo miasto nie ma dla nich lokalu socjalnego. Na takie odszkodowania w tegorocznym budżecie Lublina zarezerwowana jest kwota 260 tys. złotych.
Oferta dla zadłużonych lokatorów miejskich mieszkań będzie ważna do początku lutego, bo wtedy minie 6-miesięczny termin na złożenie wniosku. Przez trzy miesiące do miasta zgłosiło się 196 zainteresowanych, a rekordzista winien jest miastu ponad 162 tys. złotych.


Komentarze