Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Lubelskie obrazy, których nie znacie i malarz o którym nie wiecie

Jego ojca portretował Stanisław Wyspiański, matkę Witkacy i Rafał Malczewski. Swoje obrazy pokazywał w wielu galeriach Europy obok Picassa, Chagalla czy Bacona. Trzy z ostatnich prac Marka Żuławskiego są w Lublinie. Pojawiły się na zamówienie, do jednego z powstających kościołów. Nigdy do niego nie trafiły.
Lubelskie obrazy, których nie znacie i malarz o którym nie wiecie
Lublin. Metropolitalne Seminarium Duchowne

O malarzu i lubelskim epizodzie w jego twórczości opowiada Sławomir Majoch, historyk sztuki przygotowujący monografię artysty.

Nazwisko Żuławski wielu osobom kojarzy się z filmem. Z Andrzejem Żuławskim, który nakręcił między innymi „Kosmos”, „Szamankę” czy „Na srebrnym globie” i jego synem Xawerym…

- Ojciec Marka i dziadek Andrzeja byli braćmi tak więc pokrewieństwo między nimi było bliskie. Marek Żuławski był synem filozofa i pisarza Jerzego Żuławskiego, prekursora polskiej fantastyki naukowej, autora zekranizowanej „Trylogii Księżycowej”. Urodził się w Rzymie, bo tam ojciec zbierał materiały do jednej ze swoich prac. Był rok 1908. Dzieciństwo spędził w Krakowie i Zakopanym, gdzie rodzina mieszkała w willi zaprojektowanej przez Stanisława Witkiewicza. W podtatrzańskiej pracowni Tymona Niesiołowskiego po raz pierwszy zetknął się z malarstwem, co opisał bardzo sugestywnie: „Ostrożnie odkręcam pierwszą tubkę farby olejnej w życiu. Wyciskam jej trochę na dłoń. Jest czerwona, jak krew. Przerażony, rozcieram ją placem drugiej ręki. Teraz wygląda jak stygmat, którego nie da się usunąć”. Gdy wybuchła I wojna światowa ojciec wstąpił do Legionów. W wojsku zaraził się tyfusem. Zmarł, gdy Marek miał siedem lat. Matka, doktor (!) romanistyki i tłumaczka w wieku 30 lat została wdową. Zarabiała na utrzymanie rodziny – Marek miał dwóch młodszych braci – prowadząc najpierw piekarnię a później pensjonat. Lista gości pensjonatu? August Zamoyski, Jarosław Iwaszkiewicz i Józef Wittlin. Stałymi gośćmi byli Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Jan Kasprowicz, Leopold Staff, Bronisław Malinowski, Artur Rubinstein czy Stanisław Przybyszewski.

Pamiętam dręczące dźwięki „Titiny” i „Bajadery” dochodzące do sypialni wraz z podniesionymi głosami uczestników zabawy. Budziłem się i zasypiałem, aby za chwilę obudzić znowu. Wytrzymywałem te noce, chociaż rosło we mnie przekonanie, że w skali wartości matki, Witkacy i jego zespół pisarzy, artystów, oryginałów, pijaków i „demonicznych kobiet” ma pierwszeństwo przed nami. Tak widział pensjonat kilkuletni Marek. Wspomnienia pochodzą z obszernej autobiografii jaką wydał bohater naszej rozmowy…

- Na fali patriotycznego zrywu ku północnym rubieżom kraju Kazimiera Żuławska przeprowadziła się wraz z rodziną do Torunia, który późno bo dopiero od stycznia 1920 roku znalazł się granicach odrodzonej Polski. Założyła tutaj pensjonat „według tradycyjnych zakopiańskich wzorów” – jak napisał młodszy brat Marka – Juliusz. Żuławska skupiła wokół siebie pisarzy, krytyków, malarzy oraz aktorów i reżyserów miejscowego teatru. „Pensjonat mamy prosperował, a jej salon był otwarty dla całej intelektualnej elity polskiej owych czasów” – wspominał z kolei Marek. Częstym gościem był Witkacy, któremu Żuławska pomogła przygotować w miejscowym teatrze premiery dwóch sztuk w tym Wariata i zakonnicę (wystawioną „by nie gorszyć” jako Wariata i pielęgniarkę) oraz wystawę portretów. Jednym z zaprezentowanych był portret Marka.

I znowu fragment wspomnień, bo to w toruńskim pensjonacie mamy, miało dojść do rozmowy 14-letniego Żuławskiego z 54-letnim Przybyszewskim. Pisarz i dramaturg zapytał chłopaka czy miał delirium tremens? Gdy Marek grzecznie zaprzeczył usłyszał „to żałuj”. Ale wracając do udokumentowanych wydarzeń - zachowało się zdjęcie z 1929 roku. Są na nim uczniowie profesora Felicjana Kowarskiego ze Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie. Wśród nich Marek Żuławski…

Bo z Torunia Żuławscy przeprowadzili się do Warszawy. Najpierw wyjechał Marek, który podjął studia prawnicze, ale szybko je porzucił na rzecz Szkoły Sztuk Pięknych. Studiował w pracowniach Felicjana Szczęsnego-Kowarskiego i u Leonarda Pękalskiego, poznanych jeszcze w Toruniu gdzie prowadzili Zakłady Graficzne „Sztuka”. Po uzyskaniu dyplom z malarstwa sztalugowego (1933) a rok później z malarstwa dekoracyjnego, otrzymał stypendium na wyjazd do Paryża. Roczny pobyt wywarł ogromny wpływ na wrażliwość artystyczną młodego malarza: nawiązał kontakt z Józefem Pankiewiczem, studiował dzieła dawnych mistrzów w Luwrze oraz prezentowane w galeriach prace Pierre'a Bonnarda i Edouarda Vuillarda. I wtedy postanowił zobaczyć zbiory londyńskie i popłynął do Anglii.

Planował, że „obleci galerie w trzy dni i w nogi”. Został na blisko 50 lat…

-Był początek 1936 roku. „I gdyby nie dziewczyna o bezczelnym uśmiechu, którą spotkałem w Café Royal, gdyby nie zagubienie się w Soho i jej zniknięcie nad ranem razem z moim portfelem, biletem powrotnym do Warszawy i paszportem - gdyby nie wojna światowa, Hitler i Apokalipsa - byłbym dziś mieszkał w Polsce – jeślibym oczywiście nie gryzł ziemi na jakimś pobojowisku świata albo nie gnił we wspólnym dole. Kwestia przypadku… Albo kwestia losu” – będzie wspominał po latach. Pomogli mu przyjaciel rodziny Józef Retinger, jeden z późniejszych twórców Wspólnoty Europejskiej i przyjaciel Josepha Conrada oraz kolega z akademii – Feliks Topolski, portrecista i ilustrator książek George’a Bernarda Shawa. Dla Brytyjczyków Żuławski był artystą awangardowym czerpiącym inspiracje z Paryża, nic więc dziwnego że czołowe dzienniki „Times” i „Morning Post” zamieszczały entuzjastyczne recenzje jego wystaw. Także prasa polska z dumą donosiła o sukcesach artysty. W 1939 r. jego „Toaleta” zaprezentowana została w pawilonie polskim na wystawie światowej w Nowym Jorku. Wybuch wojny zastał go w Bretanii. Udało mu się powrócić do Londynu, gdzie zaprojektował jeden z najsłynniejszych polskich plakatów II wojny światowej „Poland. First to Fight”…

 

O malarzu i lubelskim epizodzie w jego twórczości opowiada Sławomir Majoch, historyk sztuki przygotowujący monografię artysty.

Nazwisko Żuławski wielu osobom kojarzy się z filmem. Z Andrzejem Żuławskim, który nakręcił między innymi „Kosmos”, „Szamankę” czy „Na srebrnym globie” i jego synem Xawerym…

- Ojciec Marka i dziadek Andrzeja byli braćmi tak więc pokrewieństwo między nimi było bliskie. Marek Żuławski był synem filozofa i pisarza Jerzego Żuławskiego, prekursora polskiej fantastyki naukowej, autora zekranizowanej „Trylogii Księżycowej”. Urodził się w Rzymie, bo tam ojciec zbierał materiały do jednej ze swoich prac. Był rok 1908. Dzieciństwo spędził w Krakowie i Zakopanym, gdzie rodzina mieszkała w willi zaprojektowanej przez Stanisława Witkiewicza. W podtatrzańskiej pracowni Tymona Niesiołowskiego po raz pierwszy zetknął się z malarstwem, co opisał bardzo sugestywnie: „Ostrożnie odkręcam pierwszą tubkę farby olejnej w życiu. Wyciskam jej trochę na dłoń. Jest czerwona, jak krew. Przerażony, rozcieram ją placem drugiej ręki. Teraz wygląda jak stygmat, którego nie da się usunąć”. Gdy wybuchła I wojna światowa ojciec wstąpił do Legionów. W wojsku zaraził się tyfusem. Zmarł, gdy Marek miał siedem lat. Matka, doktor (!) romanistyki i tłumaczka w wieku 30 lat została wdową. Zarabiała na utrzymanie rodziny – Marek miał dwóch młodszych braci – prowadząc najpierw piekarnię a później pensjonat. Lista gości pensjonatu? August Zamoyski, Jarosław Iwaszkiewicz i Józef Wittlin. Stałymi gośćmi byli Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Jan Kasprowicz, Leopold Staff, Bronisław Malinowski, Artur Rubinstein czy Stanisław Przybyszewski.

Mnóstwo osób go kojarzy, bo to bardzo charakterystyczny plakat z motywem polskiego, poszarpanego sztandaru na drzewcu z orłem. Nadal jest popularny, powielany nawet na koszulkach. Niektórzy producenci i internetowi sprzedawcy informują, że to projekt M. Żuławskiego

- Początkowo plakat wykorzystany był na rzecz pomocy dla polskich uchodźców wojennych, a następnie na potrzeby „Polish Relief Fund”. Spopularyzowany przez prasę, trafił nawet na znaczki pocztowe i na okładkę biuletynu Polskiego Centrum Informacji w Nowym Jorku. Drugim ważnym projektem artysty była seria plakatów upamiętniających Powstanie Warszawskie. Przygotował także ilustracje dla wydawnictw polskiego rządu emigracyjnego oraz projekty okładek książek drukowanych w Londynie. W czasie wojny Marek podjął pracę z polską sekcją radia BBC, z którą po wojnie współpracował jako krytyk sztuki.

Warszawa to ruiny ożywione, trup, który odmówił zejścia w mogiłę. Tak opisywał miasto w 1946 roku.

- Marek przyjechał do Warszawy, by w cudem ocalałym budynku Muzeum Narodowego otworzyć wystawę swoich prac. Potem sytuacja polityczna pogorszyła się i postanowił pozostać w Londynie.

Do najlepszych w jego karierze należą lata 50. Wziął udział w Festival of Britain, tworząc monumentalną kompozycję ścienną do pawilonu „Homes and Gardens”, otrzymał wyróżnienie w konkursie na Pomnik Nieznanego Więźnia Politycznego i namalował olbrzymią kompozycję „Chrystus wśród ubogich” (dziś w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie) a reprodukowaną w pismach o sztuce współczesnej nawet w Brazylii. Wziął także udział w wystawie konkursowej na nagrodę Guggenheima w londyńskiej Whitechapel Art Gallery oraz w ekspozycjach w Victoria & Albert Museum i Tate Gallery obok dzieł Giacomettiego, Modiglianiego, Picassa, Bacona czy Chagalla – by wspomnieć najgłośniejsze nazwiska artystów I poł. XX w. Jego prace prezentowane były w Chinach, Francji, Stanach Zjednoczonych i Danii. W połowie lat 60. ubiegłego wieku paryska „Kultura” doceniając międzynarodowe osiągnięcia przyznała mu Nagrodę Plastyczną. Dziś jego obrazy są w liczących się muzeach i galeriach oraz zbiorach prywatnych do Australii po Stany Zjednoczone. Obraz Żuławskiego znajdował się m.in. w kolekcji nagrodzonego Oscarem za całokształt twórczości reżysera Roberta Altmana.

A dwa obrazy można zobaczyć w pięknej sali seminarium duchownego w Lublinie. Tej samej, w której sto lat temu zainaugurowano działalność Uniwersytetu Lubelskiego czyli KUL-u. Przyznam, że nie bardzo tu pasują. Jak to się stało, że są w Lublinie?

- „Byłoby nam miło, gdyby dokument polskiej działalności artystycznej Pana Mistrza mógł się znaleźć właśnie u nas w Lublinie” – to cytat z listu jaki w maju 1983 roku napisał do Żuławskiego ks. prof. Władysław Smoleń z Zakładu Historii Sztuki Kościelnej KUL.

Wcześniej pracownię artysty odwiedził dr Tadeusz Adamek z KUL, któremu artysta pokazał swoje prace. Niedługo po wizycie Adamka przyszła z Polski wiadomość, że Marek otrzymał nagrodę im. św. Brata Alberta (Adama Chmielowskiego). Docenione zostało monumentalne malowidło „Chrzest Jezusa” dla kaplicy chrzcielnej w londyńskim kościele Our Lady i inne prace o tematyce religijnej. Na dodatek nagroda przyznana została Żuławskiemu wspólnie z Jerzym Januszkiewiczem, autorem pomnika Jana Pawła II i Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego, który stanął na dziedzińcu lubelskiej uczelni.

Ks. prof. Smoleń w liście zasugerował także artyście nawiązanie współpracy z ks. dr. Antonim Jerzym Czyżewskim, który miał budować kościół na nowym osiedlu im. Nałkowskich. Ksiądz Czyżewski pojechał do Londynu i zaproponował wykonanie witraży oraz obrazów Chrystusa Miłosiernego oraz Maryi – Matki Miłosierdzia. W pierwszej kolejce realizacji tych dzieł znajdował się witraż w postaci gigantycznego krzyża na ścianie centralnej kościoła.

I Żuławski się zgodził?

- Jak wspomina ksiądz Czyżewski, był wręcz zachwycony złożoną mu propozycją. Uważał, że jeśli by doszło do realizacji dzieła, było by to jakimś zwieńczeniem jego artystycznej drogi. Zaznaczał jednak, że tworzy tak, jak czuje, a nie tak, jak mu ktoś nakazuje i że nie będzie malował kopii powszechnie funkcjonujących przedstawień.

Sam Żuławski o zamówieniu z Lublina tak napisał: „Ogromna praca mnie czeka. Dwa wielkie obrazy i witraż wysokości 34 metrów. […] Dostałem dokładne plany. Jestem pełen rosnącej we mnie radosnej energii — i niepokoju. Będą znowu malował Pana Jezusa . Znam dobrze Jego twarz człowieczą. Prawe ramię musi mieć nagie. Na piersiach ciemne włosy w kształcie krzyża. Promienie łaski wytryskają z przebitych dłoni wyciągniętych przed siebie symetrycznie. Stygmaty na dłoniach są czerwone. Jedna noga wyciągnięta naprzód. Idzie. Zbliża się. Drżę. Postać musi być widoczna i zrozumiała z dużej odległości, ale wielki witraż, który ma kształt krzyża, musi być abstrakcyjny. Musi być ciemny na dole i rozjaśniać się ku górze, aż do słonecznej glorii. Ale najtrudniejszy będzie chyba obraz Matki Boskiej do kaplicy maryjnej, bo nigdy dotąd Matki Boskiej nie malowałem. Nie mam pojęcia, jak wyglądała… Trzeba będzie oprzeć się na tradycyjnym układzie matki i dziecka. Więc Marylka i Adam”.

Marylka i Adam?

W 1980 roku Marek ożenił się po raz trzeci z czterdzieści lat młodszą Marią (Marylą) Lewandowską. Poprzednimi żonami były koleżanka z akademii Eugenia Różańska, z którą rozwiódł się po wojnie i Halina Korngold, która zmarła w 1978 r. W styczniu 1983 roku urodził się Adam, który został ochrzczony pod malowidłem ojca w kościele Our Lady. Z przygotowań do malowania obrazów lubelskich zachowały się fotografie pozującej w udrapowanej szacie żony z synem i samego Żuławskiego - do postaci Chrystusa.

Malarz notował, że obraz Chrystusa Miłosiernego był ikonograficznie o wiele trudniejszy, bo matkę trzymającą w ramionach dziecko każdy widział sto razy. „Ale ikonografia Boga zstępującego na ziemię, aby nieść miłosierdzie nie jest ustalona. Jak przedstawić miłosierdzie […]? Czy mi się to udało — nie wiem”. W 1984 roku napisał, że skończył już oba obrazy i „Zarówno ksiądz McGawen [proboszcz katolickiej parafii Our Lady w Londynie], jak i mądry ksiądz Chrapek z Watykanu uznali je za sakralne, to znaczy trafne pod względem teologicznym i wzbudzające uczucia religijne”. Obrazy zostały zapakowane i wysłane do Polski. Dotarły kilkanaście dni po śmierci artysty, który 30 marca 1985 roku niespodziewanie zmarł w swoim londyńskim domu. Miał 77 lat.

W tym samym czasie ks. Czyżewski został przeniesiony do nowej parafii w Puławach. Nastąpiła także zmiana koncepcji wystroju kościoła na os. Nałkowskich. Nowatorska forma zachowanego projektu centralnego witraża oraz obrazy ołtarzowe „Matka Boska z Dzieciątkiem” oraz „Chrystus Miłosierny” bez kontekstu miejsca do którego zostały stworzone pozostają nieczytelne i mało zrozumiałe. Zaprzepaszczony został plan stworzenia wyjątkowego wnętrza, które – jak porównuję z realizacją londyńską - mogło być jednym z najoryginalniejszych w powojennej Polsce.

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama