No dobrze, to teraz z europejskiego na nasze - co to właściwie oznacza? Przede wszystkim, myślę, że bez łezki w oku, możemy pożegnać się z napisem „produkt niedostępny w twoim kraju”. A zatem, jeżeli będziemy chcieli zamówić jakiś produkt dajmy na to w Austrii, sprzedawca nie będzie już mógł odmówić nam sprzedaży towaru ze względu na to, że zamawiamy go z Polski. Sklepy internetowe nie będą mogły również oferować innej ceny tego samego produktu w zależności od tego, na jaki rynek go sprzedają. Ponadto, gdy wejdą Państwo na stronę sklepu dajmy na to hiszpańskiego, to nie będzie on mógł bez Państwa zgody przekierować Was na inną stronę, na przykład polskiego serwisu, co do tej pory zdarzało się regularnie, a tam niestety okazywało się, że wraz ze zmianą sklepu zmieniły się również ceny- oczywiście na wyższe. Nie dowiedzą się też już Państwo więcej, że dany sklep zagraniczny nie przyjmie Waszej płatności kartą, bo ta została wydana w Polsce.
A co, jeśli wbrew nowo przyjętym przepisom w dalszym ciągu napotkają Państwo na problemy? Każdy z krajów, zgodnie z wymogiem Komisji Europejskiej powinien wyznaczyć odpowiedni urząd, który ma rozstrzygać spory w tym zakresie. Niestety, na razie polski rząd nie spełnił tego wymogu, pozostaje jednak mieć nadzieję, że niedługo przypomni sobie o polskich konsumentach i taki urząd zostanie wyznaczony.
Pierwszy etap walki o zniesienie geoblokowania jest zatem pomyślnie zakończony. Przed nami, posłami do Parlamentu Europejskiego jednak kolejne batalie: o zakończenie geoblokowania produktów i usług audiowizualnych takich jak muzyka, ebooki czy oprogramowanie. Wierzę jednak, że i tutaj z czasem uda się nam osiągnąć podobny sukces. Tymczasem, drodzy Państwo, zapraszam do korzystania z przedświątecznych zakupów bez granic (i, miejmy nadzieję - także bez stresu) dzięki Unii Europejskiej!

Komentarze