Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Jedzenie Zamiast Wojen. „Bieda i smutek są obok nas"

W tym tygodniu po raz pierwszy w tym sezonie wydadzą gorącą zupę. Aktywiści Food Not Bombs od 19 lat pomagają potrzebującym w okresie jesienno-zimowym. W każdą sobotę o godz. 14 pod Bramą Krakowską
Jedzenie Zamiast Wojen. „Bieda i smutek są obok nas"

Autor: Facebook/Food not bombs Lublin

„Make love, not war” śpiewał John Lennon w latach 70-tych. To hippisowskie hasło nawoływało do miłości, było protestem przeciwko działaniom wojennym.
 
Lubelscy aktywiści pomagają bezdomnym i potrzebującym. Działacze zaznaczają, że po miskę ciepłego posiłku może przyjść każdy. Nie tylko ci, którzy znajdują się w trudnej sytuacji. Do udziału w akcji zachęcają przechodniów. Chcą też zwrócić uwagę na problem biedy i głosu w świecie, gdzie politycy wydają ogromne sumy na zbrojenia.
 
Natalia w akcję Jedzenie Zamiast Bomb angażuje się 5-ty rok.
 
- Sezon, jak co roku, zaczyna się w okresie jesienno-zimowym i kończy, gdy robi się ciepło - w okolicach kwietnia/maja. Rok w rok widzę nowe twarze przychodzące zarówno na wydawanie jedzenia, jak i jego odbiór. Są też osoby, które pojawiają się co roku na gotowaniu i po to, by poczęstować się posiłkiem. Akcja jest dla mnie ważna, bo są tacy, którzy tego potrzebują. Uważam, że w dzisiejszych czasach nie powinno być takich sytuacji, w których ludziom brakuje jedzenia, dostęp do żywności jest prawem każdego człowieka – kwituje.
 
Zupę gotują wspólnie w każdy piątek o 18.00 we „Wspólnej” – lokalu Kooperatywy Lubelskiej przy ul. Kowalskiej 1. Pod ten adres może przyjść każdy chętny do pomocy. Surowce do wydawanych obiadów pozyskiwane są, między innymi, dzięki handlarzom z targu na Elizówce, którzy za oddane składniki nie chcą nic w zamian.
 
- Zapraszamy każdą i każdego, nie trzeba się znać. Najważniejsze są chęci. Można wspólnie i w dobrej atmosferze obierać krzywą marchew czy pachnieć czosnkiem – zaprasza Natalia.
 
- Wszyscy, którzy chcą, mogą pomóc przy przygotowaniu posiłków czy w innej formie zaangażować się w organizację, jeśli czują się na siłach. Każdy dzień jest zmaganiem się z różnymi sytuacjami. Czuję, że warto zebrać się w grupę ludzi i podzielić ciepłym posiłkiem. Zupełnie bezinteresownie. Akcja ma też zwrócić uwagę na problem w społeczeństwie, gdzie pieniądze podatników idą np. na bzdurne projekty. Food Not Bombs samo w sobie ma przekaz. Atmosfera przy wspólnym gotowaniu czy wydawaniu jest świetna – mówi aktywista Zbyszek.
 
W poprzednim sezonie przeprowadzili 21 udanych cotygodniowych akcji. Wydali ponad 1000 litrów ciepłej zupy i około 480 kg pieczywa. Co sobotę częstowali także gorącą herbatą.
 
Co tydzień nie tylko karmią, ale też ubierają potrzebujących.
 
W piątek wieczorem do lokalu Kooperatywy lub w sobotę pod Bramę Krakowską można przynosić ciepłe, zimowe ubrania (w szczególności: kurtki, spodnie, swetry, szaliki, rękawiczki, czapki) i buty, które aktywiści Food Not Bombs rozdadzą po wydanym posiłku.
 
- W akcji najważniejsza jest dla mnie empatia do ludzi, których życie nie oszczędzało. Niektórzy spotykają się z ostracyzmem społecznym. Nie każdy nie chce, aby biedak usiadł, jak przy piecu, obok nich. Wolą ludzi sukcesu, aby ten sukces emanował także na nich. Tak naprawdę niczym się od nich nie różnimy i także dla kogoś innego możemy być niewygodni w życiu, tylko z trochę innego powodu. Bieda i smutek są obok nas, a stawianie przed sobą szklanej ściany, aby się nie pobrudzić nie ma sensu. I tak zza brudnej szyby będzie widok nędzy, więc warto tym ludziom choć odrobinę pomóc się podnieść, zrobić chociaż kilka małych kroków do przodu – dzieli się swoimi refleksjami Dorota.

 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama