Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Ring w taksówce: Półnagi mężczyzna rzucił się na pasażerów i kierowcę

Do samochodu nagle wskoczył półnagi mężczyzna. Zaczął okładać pasażerów i kierowcę. Gdy przyjechali inni taksówkarze i policjanci, napastnik zaczął… umierać.
Ring w taksówce: Półnagi mężczyzna rzucił się na pasażerów i kierowcę
(Jacek Świerczyński/ Archiwum)
Takie dramatyczne sceny rozgrywały się w Lublinie w nocy z soboty na niedzielę. Tuż przed godz. 3 kierowca jednej z korporacji wiózł w taksówce dwóch pasażerów. Zatrzymali się na czerwonym świetle na skrzyżowaniu ul. Nadbystrzyckiej i Zana. – Wtedy nagle z głębi osiedla wybiegł półnagi mężczyzna – mówi Andrzej Fijołek z lubelskiej policji. – Otworzył drzwi taksówki, wsiadł do środka, po czym zaczął bić pasażerów. W ich obronie stanął kierowca. Wtedy napastnik zaatakował także jego. Taksówkarz zdołał wezwać policję i zaalarmować innych taksówkarzy. – Obowiązuje zasada solidarności. Jeżeli jeden kierowca woła o pomoc, inni przyjeżdżają natychmiast – podkreśla Grzegorz Bartnik, prezes korporacji, w której taksówce rozgrywał się dramat. – Na miejsce przyjechali policjanci, ale mężczyzna nadal był agresywny – mówi dalej Fijołek. Powstrzymywali go wspólnie mundurowi i taksówkarze. – Policjanci założyli mu kajdanki, a on nie przestawał. Wezwali więc drugi patrol, z większym radiowozem, którym mężczyzna miał zostać zabrany – relacjonuje Fijołek. Wtedy napastnik zaczął słabnąć. Przyjechała karetka. Konieczne było użycie defibrylatora i resuscytacja. W bardzo ciężkim stanie mężczyzna został przewieziony do szpitala. Jest tam do dziś. Napastnikiem okazał się 27-letni mieszkaniec Lublina. Policjanci pobrali mu krew do badań. Okazało się, że był jednocześnie pod wpływem środków odurzających i alkoholu – miał prawie promil w organizmie. Był półnagi, bo – jak ustalili śledczy – zanim zaatakował taksówkę, wcześniej bił się z kimś na osiedlu. – To wyjątkowa sytuacja. Takie zdarzają się bardzo rzadko – mówi Grzegorz Bartnik. – Wiadomo, że najbardziej niebezpieczną pracę taksówkarze mają w nocy. A najgorzej jest z ludźmi, którzy zatrzymują samochód \"z ulicy”. Czują się bezkarni i trzeba na nich szczególnie uważać. Inaczej z pasażerami, którzy zamawiają taksówkę telefonicznie. Mają świadomość, że można ich zidentyfikować. Choćby dlatego, że znany jest numer telefonu, z którego dzwonią.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama