Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Samolot z lodami, cyrk i miejsce, do którego strach było wejść

Park Ludowy wczoraj i dziś

Powstał praktycznie w czynie społecznym. Mieszkańcy Lublina kopali rowy, wytyczali alejki i sadzili drzewa. Park przeżył powódź, pożar samolotu-kawiarni, najazdy cyrkowców, okres świetności i lata, gdy po zmroku lepiej było do niego nie wchodzić.
Park Ludowy wczoraj i dziś

Autor: archiwum

Kiedyś rosły tam jedynie chaszcze. Po ulewnych deszczach nie dało się tamtędy przejść. Teren dzisiejszego Parku Ludowego przypominał grzęzawisko. Po wiosennych roztopach woda stała wszędzie. W 1948 r. rozpoczęto meliorowanie nadbystrzyckich mokradeł. Wykopano rowy odwadniające, osuszono i wyrównano teren. To był pierwszy krok. Kilka lat później rozpoczęto prace przy budowie przyszłego parku.

Plan zakładał stworzenie głównej, centralnej alei, której zamknięciem był gmach dworca kolejowego. Od niej promieniście rozchodziły się mniejsze alejki. Park miał witać ludzi przyjeżdżających do Lublina pociągiem i tworzyć reprezentacyjne, zielone przejście w stronę miasta. W niektórych opisach taki układ porównywano nawet do wielkich francuskich ogrodów, choć lubelski „Wersal” powstawał nie przy pałacu, ale wśród rowów melioracyjnych i zapachu pobliskiej cukrowni.

Park zakładano od początku lat 50. Otworzono go uroczyście 21 lipca 1957 r. Początkowo zajmował około 31 hektarów. Dziś jest o jedną czwartą mniejszy, a pierwotny widok szpeci budynek targowy. Autorem koncepcji Parku Ludowego był Władysław Niemiec, który zaprojektował także słynny Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie – jeden z największych parków miejskich w Europie. 

ŁOPATY, TACZKI I CZYN SPOŁECZNY

Znaczną część prac wykonywali mieszkańcy. Bez ich pracy park powstawałby o wiele lat dłużej. Na tzw. czyn społeczny przychodzili pracownicy zakładów, urzędnicy, uczniowie, studenci i członkowie organizacji młodzieżowych. Jedni z przekonania, inni z przymusu, bo ktoś ze szkoły czy zakładu mógł sprawdzać obecność. Praca nie była lekka. Ziemię przewożono taczkami, kopano rowy, równano alejki, sadzono drzewka. Żadnych nowoczesnych minikoparek, traktorków czy maszyn. Grabie i łopata – to były główne narzędzia. Po pracy często robiono sobie wspólne fotografie.

Ze względu na wilgotną ziemię wybierano gatunki roślin związane z dolinami rzek. Sadzono przede wszystkim topole, olchy, jesiony i wiązy. Drzewa miały dobrze znosić wysoki poziom wód gruntowych. Z czasem pojawiły się gęste skupiska zieleni, krzewy i duże trawniki.

Park powoli zaczął tętnić życiem. Organizowano koncerty, festyny i zabawy. Tuż obok parku stworzono wypożyczalnię kajaków, a nad brzegiem Bystrzycy na kocach opalały się setki mieszkańców. Wielu starszych Lublinian z rozrzewnieniem wspomina też miasteczko ruchu drogowego, które w tym miejscu powstało. To tutaj przygotowywano się do egzaminu na kartę rowerową lub motorowerową.

Zimą z parkowej górki zjeżdżano na sankach. Ale główną atrakcję umiejscowiono w innym punkcie...

SAMOLOT, KTÓRY NIE POLECIAŁ

Najbardziej niezwykła atrakcja pojawiła się na początku lat 60. Był nią prawdziwy samolot pasażerski Li-2 – radziecka wersja amerykańskiego Douglasa DC-3. Maszyna nosiła imię „Nelli”. Polskie Linie Lotnicze LOT zarejestrowały ją w marcu 1946 r., a w listopadzie 1961 r. wycofały z użytkowania. Samolot rozmontowano, przewieziono do Lublina i ponownie złożono już na terenie parku. Stanął na końcu głównej alei, od strony Bystrzycy.

5 sierpnia 1962 r. w jego wnętrzu otwarto kawiarnię. Większość dzieci znała takie maszyny wyłącznie ze zdjęć i filmów albo zadzierała głowy, kiedy przelatywały nad miastem. Do kawiarni przychodziło się całymi rodzinami. Można było usiąść w kabinie, dotknąć ścian prawdziwego samolotu i zajrzeć przez niewielkie okna. Podawano lody, kawę, oranżadę i inne napoje. We wspomnieniach Lublinian pojawia się także ciepła coca-cola – wówczas towar niemal luksusowy. Do samolotu przyjeżdżali nawet ludzie z odległych dzielnic. W niedziele tworzyły się kolejki.

Po latach samolot stopniowo niszczał, a po zamknięciu kawiarni stał się łatwym celem dla wandali. Ostatecznie spłonął. Nie pozostał po nim niemal żaden ślad.

Dzisiaj można go zobaczyć jedynie na archiwalnych zdjęciach.

PARK NAD WODĄ

Melioracja przeprowadzona po wojnie niewiele mogła zmienić. Park znajdujący się w dolinie rzeki był podatny na zalewanie. Mieszkańcy wspominają powódź z przełomu lat 50. i 60., kiedy woda przykrywała nawet schody prowadzące do parku. Z alejek, trawników i polan powstało jedno wielkie rozlewisko. Wiosną 1964 r. Lubelszczyznę dotknęła kolejna duża powódź. W samym Lublinie straty liczono w milionach ówczesnych złotych. Podmokły Park Ludowy ponownie znalazł się w strefie zagrożenia. Problem powracał także bez spektakularnych powodzi. Wysoki poziom wód gruntowych latami osłabiał korzenie drzew. Część z nich chorowała, inne przewracały się podczas wichur. Niedrożny drenaż powodował, że po deszczu trawniki zamieniały się w mokradła.

LWY, WIELBŁĄDY, SŁONIE…

Park i sąsiednie place przez lata były naturalnym miejscem postoju cyrków oraz wesołych miasteczek. Dla dzieci największą atrakcją były zwierzęta. Czasem jeszcze przed przedstawieniem prowadzono zwierzęta przez okoliczne ulice. Niektórzy pamiętają, jak po mieście – tuż przed występem – jeździł Volkswagen „garbus” kabriolet z brunatnym misiem na tylnym siedzeniu. 

Później teren Parku Ludowego ponownie związał się ze sztuką cyrkową, ale już bez tresowanych niedźwiedzi i słoni. W miejsce dawnego cyrku ze zwierzętami pojawili się akrobaci, żonglerzy, szczudlarze i artyści ognia.

Park również był siedliskiem wielu dzikich zwierząt. W gęstych zaroślach żyły jeże, drobne gryzonie i kuny. Nad Bystrzycą pojawiały się kaczki, łyski i inne ptaki wodne. W starych drzewach gniazdowały dzięcioły, szpaki i sowy, a po zmroku nad alejkami latały nietoperze. Zdarzało się, że z doliny rzeki do parku wchodziły sarny.

PO ZMROKU NIE WCHODŹ

Początek końca dawnej świetności przyszedł w latach 70. W 1974 r. otwarto Zalew Zemborzycki, także wybudowany przy znaczącym udziale mieszkańców. Nowy ośrodek rekreacyjny oferował plaże, wodę, przystanie i znacznie więcej atrakcji. Lublinianie zaczęli wybierać zalew, a Park Ludowy stopniowo pustoszał. Nie naprawiano drenażu, alejki niszczały, lampy przestawały działać. W gęstych krzakach robiło się ciemno nawet w dzień. Ławki były połamane, część urządzeń zniknęła, a samolot-kawiarnia stał się wrakiem.

Park zyskał złą sławę. Odbywały się tam libacje, zdarzały się kradzieże i napaści. Mieszkańcy pobliskich ulic zaczęli omijać go wieczorami. Rodzice przestrzegali dzieci, żeby nie skracały sobie tamtędy drogi. Nawet osoby, które pamiętały niedzielne kolejki do samolotu, mówiły później, że po zmroku bały się tu wejść.

Duża przestrzeń, słabe oświetlenie, wysokie zarośla i niewielka liczba spacerowiczów sprawiały, że park wydawał się odcięty od miasta. Był blisko dworca i śródmieścia, a jednocześnie wieczorem przypominał dziki zagajnik.

DIABELSKI MŁYN NAD BAGNEM

Na początku lat 90. podjęto próbę przywrócenia parkowi życia. Powstało duże wesołe miasteczko Cricoland. Były karuzele, automaty i diabelski młyn, z którego można było oglądać Lublin. Przez pewien czas wydawało się, że park znowu przyciągnie rodziny. Kolorowe urządzenia kontrastowały z zaniedbaną zielenią i błotnistymi alejkami. Przedsięwzięcie nie przetrwało jednak próby czasu. Spółka prowadząca lunapark zbankrutowała, a kolejne atrakcje zaczęły znikać.

W połowie lat 90. park poniósł następne straty. Na jego teren trafiły ogromne ilości ziemi i osadów z cukrowni. W latach 1995-1996 wycięto około 600 drzew. Pod koniec dekady rozpoczęto budowę hali wystawienniczej. Późniejsza rozbudowa targów, parkingów i infrastruktury dodatkowo zmniejszyła powierzchnię parku – z około 31 do mniej więcej 23 hektarów. Zaburzona została także dawna oś widokowa prowadząca w stronę dworca. Były też plany – na przełomie wieków – o budowie w tym miejscu multikina, restauracji i kawiarni. 

POWRÓT PO LATACH

W latach 2019-2020 przeprowadzono wielką rewitalizację Parku Ludowego. Jednym z najtrudniejszych zadań ponownie okazała się walka z wodą. Pod ziemią odtworzono i częściowo wymieniono system drenów. Woda trafia do rowu melioracyjnego, następnie do przepompowni i dalej do Bystrzycy.

Posadzono 675 drzew – przede wszystkim lipy, jabłonie i topole – oraz ponad 1500 krzewów. Pojawiły się derenie, forsycje i dzikie róże, tysiące bylin oraz ponad 24 tysiące sadzonek traw. Utworzono ogród roślin wodnych z kosaćcami, turzycami, jaskrami, żabieńcami i krwawnicami. Zamontowano budki dla ptaków i nietoperzy, domki dla owadów oraz schronienia dla drobnych zwierząt. Powstały nowe alejki – łącznie aż osiem kilometrów, place zabaw, miejsca do ćwiczeń, pumptrack i fontanna. Park znowu zapełnił się rodzinami.

Dla jednych Park Ludowy pozostaje miejscem pierwszych lodów zjedzonych w kabinie samolotu. Dla innych – ponurym zagajnikiem, który należało omijać po zmroku. A dla jeszcze innych jest przede wszystkim dziełem ludzi, którzy przyszli tu kiedyś z łopatami i taczkami, żeby z bagna stworzyć park.

To miejsce ma też tajemnicę przeznaczoną dla ludzi, którzy urodzą się długo po nas. Pod główną aleją spoczywa kapsuła czasu. Zgodnie z zaleceniem zostanie otwarta dopiero w 2123 r. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama