Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Tragedia w Wólce: Czy ratownicy zrobili wszystko by pomóc potrąconej?

Czy za śmierć nastolatki potrąconej na przejściu dla pieszych w Wólce odpowie tylko kierowca? Prokuratura bada, czy załoga pogotowia zrobiła wszystko, by uratować dziewczynę
Tragedia w Wólce: Czy ratownicy zrobili wszystko by pomóc potrąconej?
Do tragicznego potrącenia doszło 14 grudnia ub. roku w Wolce pod Lublinem. Kasia przechodziła przez ulicę przejściem dla pieszych. Kiedy już opuszczała pasy, wjechał w nią zielony volkswagen. Za kierownicą auta siedział Witold B., policjant z Łęcznej. Nie zatrzymał się by udzielić pomocy. Uciekł z miejsca wypadku. Widzieli to pasażerowie samochodu, który wyjeżdżał z bocznej drogi. Zatrzymali się i próbowali ratować 19-latkę. Zadzwonili po pomoc. Dyspozytorka wydawała im instrukcje. Z relacji świadków wynika, że dziewczyna dawała oznaki życia. Można było wyczuć jej puls i bicie serca. Wszyscy czekali na przyjazd karetki. Kiedy ratownicy dotarli na miejsce podłączyli nastolatkę do aparatury. Jak utrzymują świadkowie, odczyt pulsometru potwierdził, że dziewczyna żyje. Po chwili jednak jej serce przestało bić. Wtedy ratownicy mieli po prostu odłączyć aparaturę, stwierdzając zgon. Według świadków nie zrobili nic, by przywrócić akcję serca. - Rzeczywiście, w zeznaniach świadków pojawił się wątek, dotyczący nieprawidłowości w udzielaniu pomocy - przyznaje Justyna Rutkowska-Skowronek, szefowa Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe, która prowadzi śledztwo w sprawie wypadku. - Kwestia udzielania pomocy jest przedmiotem postępowania prokuratury. Zwróciliśmy się już do stosownych służb z wnioskiem o udostępnienie dokumentacji. Wyjaśnianie tego wątku jest na wstępnym etapie. Śledczy ustalają, skąd przyjechała karetka i kto ratował dziewczynę. Później postarają się prześledzić poczynania ratowników. Witold B. został zatrzymany cztery dni po wypadku. Wpadł dzięki nagraniom z kamer monitoringu. Policjanci znaleźli jego auto w warsztacie samochodowym w Spiczynie. Tego samego dnia w komendzie w Łęcznej mundurowi zatrzymali funkcjonariusza. Przyznał się do winy. Tłumaczył, że był trzeźwy, a 19-latkę zauważył w ostatniej chwili. Uciekł z miejsca wypadku, bo się przestraszył. Rodzinie powiedział, że przejechał sarnę. Tuż po zatrzymaniu Witold B. został wyrzucony z policyjnych szeregów. Grozi mu do 12 lat więzienia. Na swój proces czeka w areszcie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama