Zegar tyka Zamoyskiemu. Co czeka prezydenta Zamościa?
Choć czas, jaki CBA dało radnym na odwołanie prezydenta Zamościa mija dzisiaj, Marcinowi Zamoyskiemu włos z głowy nie spadnie. Przynajmniej na razie.
- 17.07.2013 18:23

gospodarstwie rolnym (Karol
Tajne służby chcą odwołania Zamoyskiego ze względu na jego ogromny majątek ziemski. Prezydent wpisał do oświadczenia majątkowego, że ma gospodarstwo rolne o powierzchni ponad 460 ha (330 ha przeliczeniowych). Sęk w tym, że samorządowiec może mieć gospodarstwo rodzinne, czyli tylko do 300 ha. Według CBA, prezydent naruszył tym samym tzw. ustawę antykorupcyjną. Dlatego w połowie czerwca Biuro wysłało do Rady Miasta Zamość wniosek o wygaszenie mandatu Zamoyskiego. Oznaczałoby to, że prezydent pożegnałby się z fotelem.
CBA dało radnym czas do 18 lipca. Termin mija dzisiaj, ale Rada Miasta nie zajęła się wnioskiem. – Biuro dając nam miesiąc, powołało się na kodeks wyborczy. Natomiast według nas mamy na to trzy miesiące, ponieważ w tej kadencji obowiązuje jeszcze nie kodeks, tylko ordynacja wyborcza i Ustawa o bezpośrednich wyborach na prezydenta. Czekamy na odpowiedź CBA – tłumaczy Jan Matwiejczuk, przewodniczący Rady Miasta. Powołuje się na stanowisko państwowego komisarza wyborczego z 2011 roku.
Co na to CBA? – O ewentualnych dalszych krokach w tej sprawie na tym etapie nie informujemy – odpowiada Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy biura. Nie wiadomo więc, czy CBA uzna argumenty Matwiejczuka, czy wystąpi do wojewody o wydanie zarządzenia zastępczego.
Sam Zamoyski nie komentuje sprawy. Ma natomiast do końca lipca przygotować swoje stanowisko dla radnych i wtedy wypowie się publicznie. Jego współpracownicy podkreślają: prezydent hektarów nie ukrywał – wpisuje je do kolejnych oświadczeń majątkowych (ma ich na koncie 17).
Czas, jaki zajmuje wymiana pism między radnymi a agentami może mieć znaczenie dla Zamoyskiego. Jeśli przestanie być prezydentem do listopada (rok przed wyborami samorządowymi), to w Zamościu odbędą się przedterminowe wybory prezydenckie. Jeśli później, to premier wprowadzi zarządcę komisarycznego. Jeśli dojdzie do wydania zarządzenia zastępczego, to prezydent może je zaskarżyć do sądu administracyjnego. W skrajnym przypadku procedury mogą potrwać do przyszłorocznych wyborów.
– Wszyscy mamy w tej sprawie mieszane uczucia. Ustawa o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne miała przeciwdziałać korupcji, a w tym przypadku o korupcji nie ma mowy. Zastanawiam się, po co są te przepisy – ocenia Matwiejczuk.
Reklama













Komentarze